Ale żeby nie było tak pięknie, w gęstwinie leśnej i polnej czai się krwiopijca dużo bardziej podstępny, a na dodatek nie będący legendą, lecz realnym zagrożeniem. Wyrusza na żer wiosną szukając swojego żywiciela. Dopada ludzkie istoty, ale nie pogardzi też różnych rozmiarów zwierzętami, a nawet ptakami. Z lasów przenosi się coraz bliżej ludzkich osiedli — do parków i na miejskie trawniki.
Świadomość społeczna, czym grozi spotkanie z kleszczem — bo pewnie nikt już nie ma wątpliwości, że o nim mowa — jest coraz większa. To oczywiście pozytywny efekt kampanii informacyjnych, ale jak zwykle są też skutki uboczne. Niejedna mama mówi swojemu dziecku, że nie może beztrosko bawić się w parku, gdyż czyhają tam kleszcze. Często wycieczka do lasu jest również niewskazana z tego powodu.
I choć kleszcz chyba nie ma szans zyskać sławy współczesnego wampira, to pewnie w Hollywood już myślą nad scenariuszem horroru i niechybnie obok „dzieł”: „Pszczoły”, „Pająki”, „Węże” wkrótce pojawią się „Kleszcze”.
Choroby, które wywołują te pajęczaki, są bardzo poważne, więc proszę mi wybaczyć to żartobliwe podejście do tematu. Może wynika ono z tego, że w ten sposób też można oswoić lęk. Sama z obawą chodzę ze swoim psem do lasu po tym, jak już w lutym zachorował na babeszjozę. Tym bardziej że w mieście straszą plakaty z wielkim kleszczem w mózgu, które mają zachęcić do szczepień ochronnych przeciwko kleszczowemu zapaleniu mózgu.
Łagodne zimy przyczyniają się do zwiększenia populacji kleszczy. I choć w tym roku długo czekaliśmy na pierwsze oznaki wiosny, to kleszcze przyszły wyjątkowo wcześnie. Oby tak nie pozostało, że zwiastunem wiosny będzie atak hrabiego Kleszczura.