Czekając na sieć szpitali
Ministerstwo Zdrowia objęło informacyjnym embargiem prace nad siecią szpitali. Jak ustalił Puls Medycyny, projekt ustawy o krajowej sieci szpitali jest już prawie gotowy i najpóźniej w październiku Zbigniew Religa chce przedstawić go Radzie Ministrów. A to oznacza, że jeden z najbardziej emocjonujących lokalne społeczności tematów będzie jednak obecny w kampanii przed listopadowymi wyborami samorządowymi.
Kłodzko czeka na wytyczne z centrali
"Myślę, że do końca kadencji nie będzie już żadnych uchwał zarządu ani żadnych decyzji rady powiatu w sprawie naszych szpitali - mówi Renata Surma, przewodnicząca Rady Powiatu Kłodzkiego. - Jeśli nie ma żadnej informacji o tym, jakie szpitale mają się znaleźć w sieci, jakie mają być spełnione wymogi, no to jaką decyzję można podjąć? Zdaniem R. Surmy, gdyby patrzeć na ekonomię, to wszystkie ZOZ-y wokół musiałyby przestać istnieć. "Ale życie i zdrowie ludzkie jest bezcenne, ekonomia nie jest najważniejsza" - podkreśla R. Surma.
Ten powiat jest swoistym rekordzistą na mapie polskiego szpitalnictwa. Funkcjonuje w nim 5 szpitali ogólnych (trzy powiatowe, jeden gminny oraz Specjalistyczne Centrum Medyczne
w Polanicy, była inwestycja wieloletnia oddana do użytku ponad rok temu, której organem prowadzącym jest Ministerstwo Zdrowia) oraz dwa specjalistyczne. Jedyną decyzją restrukturyzacyjną, na którą zdobyły się lokalne władze w czasie dobiegającej właśnie końca kadencji, była uchwała rady powiatu przyjęta w 2005 roku o likwidacji szpitala w Dusznikach i przekształceniu go w spółkę handlową. Wiosną tego roku radni zmienili jednak plany i przyjęli nową uchwałę, wycofując się z pomysłu likwidacji tej placówki. "Istniało realne zagrożenie, że nowa spółka nie dostałaby kontraktu z NFZ" - tłumaczy Małgorzata Felcen-Loben, dyrektor Wydziału Zdrowia w starostwie kłodzkim. "Nie są to popularne decyzje, ale za to, że nie było u nas żadnych przekształceń, nie trzeba winić tylko powiatu. W regionie są też inne organy prowadzące i też nie robią u siebie nic..." - dodaje R. Surma.
"Jeśli nadal pozostanie tam pięć szpitali, najbardziej straci na tym Polanica, która jest nowoczesną placówką, ma lepszy sprzęt, a będzie wykorzystywana w 1/3 swoich możliwości, bo kontrakty będą rozdrobnione" - mówi Joanna Mierzejewska, rzecznik Dolnośląskiego Oddziału Wojewódzkiego NFZ. Dlatego fundusz apeluje, żeby organy założycielskie dogadały się między sobą, stworzyły plan działania na terenie powiatu. "Funduszu nie stać na to, żeby w każdym szpitalu w odległości 20 km utrzymywać te same oddziały. Ale to nie my podejmujemy decyzję, tylko organ założycielski może cokolwiek zlikwidować czy zrestrukturyzować"- mówi J. Mierzejewska.
Brak decyzji na Podlasiu
Brak zdecydowania organu założycielskiego odczuwa na własnej skórze wielu dyrektorów także w innych regionach Polski. W powiecie sokólskim na Podlasiu, gdzie w odległości 27 km od siebie są dwa szpitale (w Sokółce i Dąbrowie Białostockiej), nie było żadnych prób ich łączenia. Szpitale dublują częściowo swoje usługi, a najbardziej odczuwalne jest to w świadczeniach zabiegowych. "Oddział chirurgiczny jest i w Sokółce, i w Dąbrowie Białostockiej. Gdy skarżymy się w NFZ, że dostajemy mniej pieniędzy niż porównywalny szpital w innym mieście powiatowym, słyszymy: przecież my dajemy na powiat sokólski więcej pieniędzy niż na tamten powiat; to, że macie dwa szpitale, to wasz problem" - mówi Marek Chojnowski, dyrektor SP ZOZ w Sokółce.
W powiecie były dyskusje o tym, że środki z NFZ przeznaczone na populację całego powiatu rozkładają się na dwie placówki i że stanowi to zagrożenie dla obu ZOZ-ów. "Kończyło się na tym, że coś trzeba zrobić i że nie leży to w gestii władz lokalnych, bo skoro pacjenci leczą się w obu szpitalach, to znaczy, że oba są potrzebne" - mówi M. Chojnowski. Jego zdaniem, gdyby chcieć uzdrowić sytuację w powiecie, należałoby zdywersyfikować świadczenia. "Jeden ze szpitali musiałby zrezygnować ze świadczeń zabiegowych, bo one ze względów ekonomicznych muszą być skumulowane w jednym miejscu, by była jedna sterylizatornia, jeden blok operacyjny, jeden OIOM. Drugi powinien się skupić na opiece długoterminowej i rehabilitacji" - dodaje dyrektor sokólskiego szpitala. Ale takie decyzje dla władz lokalnych nie są łatwe, bo wiązałyby się z redukcją łóżek i zatrudnienia.
Liczenie łóżek
Postawienie tezy, że generalnie samorządy z własnej inicjatywy niewiele zrobiły w sprawie restrukturyzacji ochrony zdrowia na swoim terenie, może być ryzykowne, jeśli spojrzymy na Będzin. Jednak tylko pozornie, bo także tu ostateczne decyzje podejmowane są pod presją Warszawy.
"Już cztery lata temu mówiło się, że powinien być tylko jeden szpital w powiecie. My mieliśmy dwa: w Czeladzi i Będzinie. Dokonaliśmy więc pełnej restrukturyzacji, łącząc je w jedną placówkę - mówi Bożena Respondek, starosta będziński. - Teraz jest jedna dyrekcja i administracja. Połączone szpitale mają 660 łóżek i zatrudniają 800 osób. Czekam na wytyczne z resortu zdrowia, co dalej z siecią". B. Respondek obawia się, że za chwilę pewnie się okaże, że mają w powiecie za dużo łóżek na liczbę mieszkańców. A oni przecież restrukturyzują się "na okrągło". "Zwalniamy budynki, żeby schodzić z kosztów, ale najtrudniej redukuje się koszty pracownicze - podkreśla B. Respondek. - Ostatnio wystąpiliśmy o przejęcie od marszałka województwa szpitala pulmonologicznego w Siewierzu. Uważamy, że powinien być połączony z naszym szpitalem powiatowym jako kolejny oddział, co pozwoliłoby nam jeszcze obniżyć koszty".
Zdaniem Marka Wójcika ze Związku Powiatów Polskich, oddolne tworzenie sieci szpitali to jedyna droga do uzdrowienia sytuacji w regionach. "Nie sądzę, żeby w tej chwili mogła być stworzona jakaś wielka lista szpitali, które pozostaną w sieci. Raczej wydaje mi się, że ta sieć utworzy się sama. Ona już się weryfikuje, przez to, że tylko określone szpitale będą miały oddziały ratownictwa medycznego, będą spełniać wymogi sanitarno-techniczne i kryterium liczby łóżek. Zmiany dokonują się tu, na dole" - twierdzi M. Wójcik.
Źródło: Puls Medycyny
Podpis: Beata Lisowska