Chcemy zrobić porządek

Anna Gwozdowska
opublikowano: 26-04-2006, 00:00

Minister zdrowia Zbigniew Religa nie wyklucza wprowadzenia zmian w prawie, które utrudnią lekarzom organizowanie protestów, gdy w grę wchodzi dobro pacjenta. W wywiadzie dla Pulsu Medycyny dr Zdzisław Szramik, przewodniczący podkarpackiego oddziału Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy, odpowiada, że czasy pracy pańszczyźnianej bezpowrotnie minęły, a lekarze nie odstąpią od swoich żądań. "Rozmowy o podwyżkach powinny się właściwie zacząć od poziomu 100 proc. Ograniczenie naszych żądań do 30 proc. wynika z tego, że wiemy, iż tylko tyle ten system wytrzyma. Proszę jednak nie myśleć, że te 30 proc. może nas satysfakcjonować na dłużej" - ostrzega Z. Szramik.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
Dlaczego nie przekonują pana obietnice ministra zdrowia?
- Są dalekie od tego, czego oczekiwaliśmy. Między postulatem wprowadzenia podwyżek od stycznia br. a podwyższeniem wynagrodzeń od października jest przepaść.

Może warto pójść na kompromis?
- Jesteśmy realistami. Rozmowy o podwyżkach powinny się właściwie zacząć od poziomu 100 proc. Ograniczenie naszych żądań do 30 proc. wynika z tego, że wiemy, iż tylko tyle ten system wytrzyma. To jest właśnie kompromis. Proszę nie myśleć, że nas te 30 proc. może satysfakcjonować na dłużej. To żądanie na teraz, ponieważ wiemy, że nie wszystko da się zrobić od razu. Zresztą ja nie chcę od ministra podwyżki, ale dobrego prawa.

Pojawiły się wobec lekarzy zarzuty, że przedłużające się strajki to fragment jakiejś politycznej gry, próba wywołania chaosu, zamiast tworzenia klimatu do zmian.
- My sami zaczęliśmy te protesty. Nikt mnie w nic nie wciągał. Sami się do tego przygotowaliśmy, zbierając doświadczenia i budując zaplecze prawne. To jest nasza działalność. Nie robimy tego z nikim na spółkę albo na czyjś użytek.

Czy odstąpicie państwo od strajku, jeśli minister zdrowia zgodzi się na 30-procentowe podwyżki od stycznia 2006 roku?
- Takie były nasze żądania, ale to nie jest cena, za którą można nas kupić, abyśmy zrezygnowali z innych żądań. Trudno nam jednak strajkować do końca roku, aż wejdzie nowa ustawa. Naprawdę chcemy zrobić wreszcie porządek, aby ochrona zdrowia stanęła na nogi, a nie na głowie. Ale żeby to zrobić, trzeba tę pracę zacząć już teraz. Chcemy, aby minister publicznie przyrzekł, że natychmiast rozpoczną się prace nad ustawą, która wprowadzi nową jakość w finansowaniu ochrony zdrowia.

Czy zwolennicy zmian są dostatecznie silni, aby stworzyć przeciwwagę dla tych, którzy wolą zachować status quo?
- To są ci lekarze, którzy najwięcej mówią o etyce i o tym, że nie wolno strajkować. Mówię to z całą odpowiedzialnością. Chorobę najskuteczniej leczy się usuwając jej przyczyny. Dlatego potrzebna jest reforma systemu. Niestety, nie widzę takiego działania w naszej administracji. Co z tego, że za korupcję wsadzi się do więzienia jednego czy drugiego lekarza. To tylko leczenie objawów. Tymczasem korupcja jest w Polsce zadekretowana w wadliwych ustawach i w deficycie świadczeń zdrowotnych. Jeśli przyczynę korupcji się wyeliminuje, to umrze naturalną śmiercią.

Jakich reform domaga się OZZL?
- Mamy dwa cele. Krótkofalowy to 30-procentowe podwyżki, a długofalowy to nowelizacja ustawy o powszechnym ubezpieczeniu zdrowotnym i wzrost wydatków na ochronę zdrowia do 6 proc. PKB.

A bardziej konkretnie?
- Jeśli publiczna ochrona zdrowia ma funkcjonować, to wydatki muszą wzrosnąć, tak jak w wielu innych krajach. Z drugiej strony powstają nowe technologie medyczne, nowe leki i pacjenci oczekują, że będą stosowane. Dlatego wprowadzenie ubezpieczeń dodatkowych jest niezbędne. Poza tym chcemy, aby powstał samofinansujący się system ubezpieczeniowy przez wydzielenie z podatków składki na ubezpieczenie zdrowotne, po to aby przy niej nie majstrowali politycy. Wykonawca świadczenia otrzymywałby równowartość ponoszonych wydatków, tzn. środki na opłacenie podatków, w tym podatku od nieruchomości, na amortyzację sprzętu i wynagrodzenia.

Czy minister zdrowia wie o tych żądaniach?
- Sam mówił o tym w Rzeszowie. Powiedział, że muszą nastąpić zmiany w systemie, bo to, co mamy, jest niedobre. Oczywiście za tym na razie nie idą żadne działania i to nas martwi. Gdyby zacząć pracę nad ustawą już w kwietniu, dałoby się ją skończyć na styczeń. Zresztą my (OZZL - przyp. red.) mamy gotowy projekt ustawy o powszechnym ubezpieczeniu. Mógłby być punktem wyjścia do opracowania zupełnie nowej ustawy. Nie chcemy odkładać niczego na kolejne lata.

Rozumiem, że nie wierzy pan w plan stopniowych zmian, rozpisanych na klika lat, który minister Religa wielokrotnie przedstawiał?
- Oprócz tego, że straszył nas zmuszeniem do pracy, to nie znam żadnych konkretnych zapowiedzi. Zresztą obietnica 30-procentowej podwyżki też jest wątpliwa, bo pieniądze na ten cel mają pochodzić z rezerwy, co oznacza, że równie dobrze może ich nie być.

A jeśli minister Religa zmieni prawo i utrudni organizowanie protestów?
- Nie żyjemy na Kubie albo w Korei Północnej. Czasy pańszczyźnianej pracy lekarzy już się skończyły i gwarantuję, że już nigdy nie wrócą. Pan minister powinien to zrozumieć. A profesorowi Relidze mówię: szkoda, że nie jest z nami.

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Anna Gwozdowska

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.