Centrum Onkologii: Gliwice zabiegają o rozwód z Warszawą
Centrum Onkologii: Gliwice zabiegają o rozwód z Warszawą
- Alina Treptow
Oddział Instytutu Onkologii w Gliwicach nie chce więcej płacić janosikowego do warszawskiego Centrum Onkologii. Resort zdrowia nie kwapi się jednak do zmian, monitoruje i analizuje działalność instytutów badawczych.
Prof. Bogusław Maciejewski, były dyrektor Centrum Onkologii w Gliwicach, od wielu lat stara się o rozdzielenie Instytutów w Warszawie, Gliwicach i Krakowie. Tym razem w akcję promującą ich rozłączenie zaangażowały się lokalne media. Zdaniem prof. Bogusława Maciejewskiego, raz na kilkadziesiąt lat warto zweryfikować, czy model nadal działa.
„Do połączenia instytutów doszło w 1951 r., zgodnie z decyzją Bolesława Bieruta. I o ile w tamtym okresie połączenie raczkującej jeszcze onkologii być może miało sens, o tyle dzisiaj scalenie trzech ośrodków, z których każdy ma odrębne źródła finansowania (mazowiecki, małopolski i śląski NFZ) nie ma sensu” — przekonuje prof. Bogusław Maciejewski.
Jeśli nie wiadomo co chodzi…
Trzy instytuty, a dokładniej centrum w Warszawie i jego oddziały w Krakowie i Gliwicach, funkcjonowały dość zgodnie, dopóki… nie poszło o pieniądze.
„W 2012 r. warszawski instytut postanowił przeznaczyć 75 mln zł oszczędności gliwickiego ośrodka na spłatę własnego zadłużenia. Łącznie w ciągu ostatnich trzech lat przekazaliśmy mu aż 82,5 mln zł. Kraków przekazał około 10 mln zł, przez co sam popadł w tarapaty finansowe. Mam wątpliwości, czy finansowanie niegospodarności jednego instytutu z pieniędzy, które wypracował, dzięki swojej zaradności, inny podmiot, to dobry kierunek. Chciałbym zaznaczyć, że Gliwice nie prowadzą krucjaty przeciwko warszawskiemu instytutowi, a wręcz życzą mu jak najlepiej” — zastrzega prof. Bogusław Maciejewski.
Zarabianie na nadgodzinach
Profesor przekonuje, że oszczędności, które wypracowuje śląski instytut nie biorą się znikąd i są efektem wieloletniej pracy i często trudnych decyzji.
„Do minimum ograniczyliśmy nie tylko personel administracyjny, ale i medyczny. Dzisiaj koszty pracy to około jednej trzeciej wszystkich kosztów instytutu. Zmieniliśmy również system wynagrodzeń na bardziej motywacyjny — im więcej pracujesz i bardziej się angażujesz, tym wyższą pensję dostajesz. Centrum nie kończy pracy o 14.00. Pracujemy nie tylko popołudniami, ale czasami również w weekendy, szczególnie w przypadku części czasochłonnych metod radioterapii, które wymagają większej precyzji. Zresztą gdybyśmy wykonywali te badania w tygodniu, zabrakłoby czasu na standardowe świadczenia. Możemy pochwalić się więc o 25 proc. wyższą efektywnością od centrum w Warszawie i nie wiem czemu chce się nas za to karać. Pod koniec zeszłego roku Warszawa wstrzymała premię dla pracowników w Gliwicach, zakazała również pracy w weekendy. Nie są to racjonalne decyzje, szczególnie że dzięki nim instytut zarabia, a zaoszczędzone fundusze może przeznaczyć na dalszy rozwój, inwestycje oraz nowe technologie medyczne” — przekonuje Bogusław Maciejewski.
Ministerstwo włącza hamulec
Blisko rozłączenia było w 2012 r., kiedy wyrażały na to zgodę wszystkie trzy ośrodki. Została podjęta uchwała, ale ostatecznie do rozwodu nie doszło, ze względu na brak działań ze strony Ministerstwa Zdrowia. Teraz też nie wiadomo, jaka będzie odpowiedź na gliwicki wniosek. Centrum Onkologii w Warszawie nie udzieliło nam komentarza w tej sprawie. Resort zdrowia również nie podjął żadnych działań, przypomniał natomiast, że ostatni rządzący nie byli zwolennikami rozłączania.
„4 listopada 2015 r. ówczesny minister zdrowia Marian Zembala podjął decyzję o zaprzestaniu kontynuowania projektu rozporządzenia Rady Ministrów w sprawie podziału Centrum Onkologii. Od tego czasu stan faktyczny sprawy nie uległ zmianie. Prace polegające na wydzieleniu gliwickiego Centrum Onkologii w celu utworzenia Śląskiego Instytutu Onkologii w Gliwicach nie zostały ponownie wszczęte. Ministerstwo Zdrowia na bieżąco monitoruje sytuację instytutów badawczych i analizuje ich funkcjonowanie” — odpowiada Milena Kruszewska, rzecznik Ministerstwa Zdrowia.
Szansa na zmiany zmniejszyła się jeszcze bardziej po decyzji ministra zdrowia o rozwiązaniu komisji, która miała ocenić i opracować plan ewentualnego rozłączenia instytutów.
Kierunek: specjalizacja
Krytycy gliwickiego ośrodka przekonują, że za jego dobrą sytuacją finansową stoi model działania polegający na wybieraniu jedynie atrakcyjnych finansowo specjalizacji, w tym szczególnie radioterapii. Gliwicki instytut ripostuje.
„Nie musi być tak, że jeden instytut robi wszystko. Zresztą, moim zdaniem, takie podejście zgubiło Warszawę. My od samego początku specjalizujemy się w radioterapii, medycynie nuklearnej i chirurgii rekonstrukcyjnej, i nie widzę w tym nic złego. W USA również żadna placówka nie prowadzi wszystkich przypadków: Houston specjalizuje się w nowotworach szyi, Dallas w nowotworach płuca etc. Dzięki temu pacjenci trafiają do ośrodków, w których leczą najlepsi w danej specjalizacji lekarze. Instytut w Gliwicach również planuje rozwijać się w tym kierunku. Jeśli nie ma w danym obszarze kompetencji, współpracuje z ośrodkami, które je mają, czy to w Katowicach, Częstochowie, czy jeszcze innym mieście na Śląsku. Dzisiaj mamy 35 tys. chorych (z czego co trzeci jest spoza województwa), 180 tys. konsultacji, 3 tys. zabiegów PET, 50 tys. badań radiologicznych i ponad 5 tys. zabiegów operacyjnych. Dużo inwestujemy w pracowników, nowe terapie (ostatnio m.in. w połączenie hipertermii i radioterapii), realizujemy onkologię teragnostyczną, dzięki czemu lekarze wiedzą kogo, gdzie i jak będą leczyć” — wyjaśnia prof. Bogusław Maciejewski.
Źródło: Puls Medycyny
Podpis: Alina Treptow
Oddział Instytutu Onkologii w Gliwicach nie chce więcej płacić janosikowego do warszawskiego Centrum Onkologii. Resort zdrowia nie kwapi się jednak do zmian, monitoruje i analizuje działalność instytutów badawczych.
Prof. Bogusław Maciejewski, były dyrektor Centrum Onkologii w Gliwicach, od wielu lat stara się o rozdzielenie Instytutów w Warszawie, Gliwicach i Krakowie. Tym razem w akcję promującą ich rozłączenie zaangażowały się lokalne media. Zdaniem prof. Bogusława Maciejewskiego, raz na kilkadziesiąt lat warto zweryfikować, czy model nadal działa.
Dostęp do tego i wielu innych artykułów otrzymasz posiadając subskrypcję Pulsu Medycyny
- E-wydanie „Pulsu Medycyny” i „Pulsu Farmacji”
- Nieograniczony dostęp do kilku tysięcy archiwalnych artykułów
- Powiadomienia i newslettery o najważniejszych informacjach
- Papierowe wydanie „Pulsu Medycyny” (co dwa tygodnie) i dodatku „Pulsu Farmacji” (raz w miesiącu)
- E-wydanie „Pulsu Medycyny” i „Pulsu Farmacji”
- Nieograniczony dostęp do kilku tysięcy archiwalnych artykułów
- Powiadomienia i newslettery o najważniejszych informacjach