Bydgoscy lekarze otrzymują procent od wysokości kontraktu, jaki szpital zawarł z kasą
Szpital Miejski w Bydgoszczy przechodzi prawdziwą rewolucję. Rozpoczęta właśnie reorganizacja ma w ciągu dwóch lat zmienić go w nowoczesną placówkę
Pożegnanie z oddziałami
Tak jak w większości szpitali na zachodzie Europy, w bydgoskiej placówce nie będzie wielu oddziałów, ale jeden generalny, którym kierować będą konsultanci szpitalni. Do nich należeć będzie wykonywanie zabiegów, natomiast doglądaniem pacjentów zajmować się będzie wykształcona kadra pielęgniarska w części leczniczej. Ma ona tak rozmieszczać pacjentów w salach, by uniknąć ryzyka zakażeń wewnątrzszpitalnych. Nie powinno być z tym kłopotu, ponieważ większość sal w szpitalu jest dwuosobowa.
W przyszłości nie będzie też ordynatora oddziału - zamiast niego będzie konsultant naczelny i konsultanci w wybranych specjalnościach. ?Już w tej chwili część lekarzy wykonujących konkretne procedury otrzymuje określony procent od kontraktu, jaki szpital zawarł z kasą chorych na daną procedurę - wyjaśnia dyrektor szpitala. - I to się bardzo dobrze sprawdza. Chirurdzy pracują od rana do późnej nocy, ale są za to dobrze opłacani. Dostają jedną szóstą kontraktu z kasą chorych. W większości przypadków, po odjęciu kosztów ponoszonych przez szpital, podpisuję lekarzom rachunki na 10 tys. zł".
Zyskowna chirurgia
plastyczna
Szpital poszerza też swoją działalność leczniczą. Częściowo za pieniądze wyasygnowane przez gminę, częściowo z własnych środków kupiono nowoczesny tomograf i już wkrótce w szpitalu zostanie otwarta pracownia tomografii komputerowej. Od niedawna tutejsi lekarze zaczęli też wykonywać bardzo skomplikowane operacje dłoni; dotąd chorzy ze zmianami zwyrodnieniowymi czy wadami wrodzonymi musieli jeździć na operacje do Poznania. Szpital szykuje się także do uruchomienia zabiegów chirurgii kosmetycznej - już teraz wykonywane są tu refundowane przez kasę chorych operacje plastyczne, takie jak usunięcia naczyniaków, szpecących blizn lub znamion. Kiedy tylko dotrze zamówiony w USA sprzęt, w bydgoskim szpitalu będzie można także poprawić sobie na własne życzenie (i koszt) urodę: usunąć zmarszczki, zrobić korektę nosa czy odessać zbędny tłuszcz.
Aż trudno uwierzyć, że w polskiej służbie zdrowia jest placówka, w której wszyscy wydają się zadowoleni: pacjenci dostają pomoc i opiekę, na jaką liczą, lekarze wykorzystują swoje umiejętności i są godziwie wynagradzani za swoją pracę, a pielęgniarki są doceniane. Na dodatek - szpital nie jest zadłużony.
?Większość personelu jest zadowolona, mają zapewnioną pracę, wzrost wynagrodzenia. Nie wiem, na ile to rewolucja, ale zmiany idą w dobrym kierunku - powiedziała Pulsowi Medycyny Barbara Dębska, dyrektor Wydziału Zdrowia w Urzędzie Miasta. - Do całkowitej prywatyzacji szpitala jeszcze daleka droga, ale to problem w skali całego kraju".
Szpital Miejski w Bydgoszczy to jedyna lecznica w tym mieście, która nie ma problemów finansowych. Wyniki 2000 roku zamknięto plusem, co w szpitalach jest prawie niemożliwe. ?W roku 2001, po wstępnych wyliczeniach, jest nadzieja, że też nie będzie minusów. To ewenement. Organizacyjnie zrobiono więc bardzo dużo" - podkreśla B. Dębska.
Jej zdaniem, miasto, choć chciałoby wiele, nie pomaga. W tym roku dołoży 1 mln zł na budowę bloku operacyjnego. ?Ale oni i bez naszej pomocy radzą sobie nieźle. Myślę, że to połączone działania dyrektora i wszystkich pracowników doprowadziły do takiego sukcesu" - podsumowuje pani dyrektor.
Źródło: Puls Medycyny
Podpis: Monika Wysocka