Boją się ujawniać przypadki mobbingu

Beata Lisowska
opublikowano: 04-02-2003, 00:00

Młoda lekarka z doktoratem, która przeszła chorobę nowotworową i nie mogła dłużej pracować w zawodzie chirurga, chciała w jednej z polskich akademii medycznych zrobić habilitację. Kadra naukowa uczelni skutecznie jej to uniemożliwiła. Lekarkę pozbawiano odpowiedzialnych zadań. Nie liczono się z jej sugestiami przy planowaniu pracy. Zamykano przed nią nowoczesny sprzęt. Przychodziła do pracy i siedziała bezużytecznie. Sprawa trafiła do rektoratu, izb lekarskich, związków zawodowych. Pozycja autorytetów naukowych z branży okazała się nie do podważenia. Od kilku miesięcy lekarka kontynuuje pracę naukową za granicą.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
To autentyczny przypadek, jeden z pierwszych sygnałów o nieprawidłowościach w świecie wielkiej medycyny, który dotarł do Stowarzyszenia Antymobbingowego Barbary Grabowskiej w Gdańsku. A jednocześnie klasyczny przykład mobbingu.
Siła stanowiska
Zjawisko mobbingu nie jest w Polsce nowe, ale dopiero od niedawna nazwane. Z mobbingiem możemy spotkać się w miejscu pracy - jest to pewnego rodzaju psychiczna presja wywierana zazwyczaj na jednostkę, rzadziej na grupę. Tą presją mogą być szykany, groźby, zastraszenie. To psychiczne nękanie odnoszone jest najczęściej do sytuacji pracy. Sprawcą jest przeważnie osoba mająca przewagę, a więc przełożony i jego otoczenie, ofiarą - podwładny. Nie każdy przypadek krytykowania, okazywania niechęci czy dezaprobaty dla poczynań podwładnego lub kolegi z pracy jest mobbingiem. To dokuczanie musi mieć charakter ciągły, trwać przez dłuższy czas, być działaniem celowym, które ukrywane jest przed otoczeniem.
Z doświadczeń Stowarzyszenia Antymobbingowego, pierwszej organizacji powołanej w Polsce dwa lata temu dla ochrony pracowników przed psychicznym terrorem w pracy wynika, że lekarze i pielęgniarki są drugim po nauczycielach środowiskiem zawodowym narażonym na mobbing. Jego najczęstszym, praktycznym wymiarem w szpitalach i klinikach jest poniżające traktowanie podwładnych przez przełożonych, a w przypadku lekarzy - zamykanie drogi awansu zawodowego i utrudnianie kariery naukowej. Na przemoc psychiczną częściej skarżą się kobiety niż mężczyźni, częściej młodzi niż osoby dłużej pracujące w zawodzie. Do stowarzyszenia nie zgłosiła się jeszcze żadna osoba powyżej 45 roku życia.
Zasady gry
,Zachowania mobbingowe wobec lekarzy mogą mieć różny charakter. Może to być zarówno niezlecanie zadań do wykonania, jak i przeciążanie nimi. Jedno i drugie jest możliwe, bo nie ma konkretnych zasad gry. Młody asystent nie wie, czy robi dobrze, czy źle. W medycynie często można to samo schorzenie leczyć na dwa sposoby. Rozmowa dwóch specjalistów, z których jeden jest przełożonym, a drugi podwładnym może mieć różny przebieg. Można powiedzieć: ?masz rację, ale zastanówmy się, czy inny sposób nie byłby lepszy=, można też wykrzyczeć w obecności personelu i pacjenta: ?jesteś niedouczony!=. Gdy młody asystent słyszy to po raz trzeci czy czwarty, napięcie rośnie, a przecież ono i tak w tym zawodzie jest duże, bo obcuje się z cierpieniem" - mówi anonimowo lekarz z Warszawy z kilkunastoletnim doświadczeniem w zawodzie. Nikt z jego kolegów z pracy nie wie, że naukowo zajmował się mobbingiem. Napisał na ten temat pracę podyplomową w Szkole Głównej Handlowej.
,Taka jest specyfika pracy w ochronie zdrowia, że czasami robi się pewne rzeczy, żeby pokazać, kto ma rację, kto jest górą. Są takie kliniki i oddziały, gdzie lekarze niewiele robią, nie operują, nie mogą podejmować decyzji, gdzie jest jeden jedyny szef-gwiazda i cała reszta: im głupsza, tym lepsza. Co ma zrobić lekarz, który mimo wszystko chce się rozwijać? Nie da się uciec. rodowisko jest nieduże, jeśli specjalista z jakiejś dziedziny szuka pracy w innym miejscu, to jego nowy szef, który najprawdopodobniej zna się z tym poprzednim, natychmiast dowie się, że z lekarzem były problemy w jego poprzednim miejscu pracy" - mówi nasz informator.
Dwie najnowsze sprawy, którymi zajmuje się teraz Stowarzyszenie Antymobbingowe to konflikt mikrochirurga dziecięcego z północnej Polski z szefem kliniki oraz sprawa psychiatry z Gdańska, któremu ,utrącono" habilitację. Stowarzyszenie Antymobbingowe przyjęło zasadę: na tym etapie postępowania nie ujawnia żadnych szczegółów.
,To już trzeci znany nam przypadek zamykania drogi awansu przed młodymi pracownikami naukowymi. Wszystkie sygnały pochodzą z Akademii Medycznej w Gdańsku. Nie obawiamy się powiedzieć: tam są dziwne zależności służbowe - mówi Barbara Grabowska, założycielka Stowarzyszenia Antymobbingowego. - Uczestniczyliśmy w sprawach sądowych w sądzie pracy, mój inspektor robił ekspertyzę demobbingową, która dotyczy różnych relacji: szef-pielęgniarki, szef-lekarz czy lekarz-administracja. W ekspertyzie wykazaliśmy, że mamy do czynienia z zarządzaniem feudalnym, bardzo hierarchicznym. Nie ma wątpliwości, że powinno to ulec zmianie". Jednak gdy stowarzyszenie podejmuje się mediacji, władze uczelni stawiają zarzut, że jakaś organizacja, kierując się tylko intuicją i nie mając żadnych podstaw prawnych, robi wstręty ludziom mądrym i wykształconym. ,Gdy powstanie ustawa antymobbingowa w Polsce, do czego jako stowarzyszenie dążymy, to wtedy będzie zupełnie inna rozmowa" - podkreśla B. Grabowska.
Zastraszone środowisko
Z jednego z miast środkowej Polski zadzwonił niedawno lekarz, przewodniczący jednego z działających tu związków zawodowych lekarzy mówiąc, że chce przyjechać do stowarzyszenia, bo nie może już sobie poradzić ze swoją sytuacją zawodową. Ze stowarzyszeniem kontaktował się też lekarz z Rzeszowskiego, który ujawnił dwa lata temu lokalną aferę z udziałem firm pogrzebowych i zgłosił to do lokalnej izby lekarskiej. Twierdził, że został za to pozbawiony prawa wykonywania zawodu.
W obu sprawach na razie skończyło się na rozmowie telefonicznej. A to dla stowarzyszenia za mało. ,Nie możemy polegać na tym, co usłyszymy przez telefon. Jeżeli ktoś przysyła nam dokumenty, jeżeli pisze na ten temat, to jest już bardziej wiarygodne. Zakładamy, że dzwonią do nas ofiary mobbingu, bo inni nie mają powodu, ale musimy to sprawdzić. Jednak lekarze wycofują się, gdy trzeba potwierdzić coś na piśmie. Dopóki nie ma ustawy antymobbingowej, ludzie będą się bać" - twierdzi B. Grabowska. Jej zdaniem, teraz najważniejsza jest edukacja. W postępowaniu mobbingowym bardzo istotne jest jak najstaranniejsze udokumentowanie aktów mobbingu. Największą wagę mają tzw. opisane zdarzenia.
Jak dokumentować akt mobbingu
,Artykuł w prasie, o tym, że ktoś poniża godność swoich pracowników, ubliża, wyzywa, nie ma żadnej wartości dowodowej. Praktyka pokazuje, że sąd pracy, do którego najczęściej tego typu sprawy trafiają, nie bierze tego w ogóle pod uwagę" - mówi Romuald Chutkowski, inspektor ze Stowarzyszenia Antymobbingowego Barbary Grabowskiej. Dowodem jest na przykład bardzo dokładne kalendarium zdarzeń. Jeśli np. lekarz ubliża personelowi średniemu, należy podać, kiedy (dokładną datę), ile razy, w czyjej obecności to miało miejsce. Podanie dat zdarzeń powoduje, że materiał staje się bardziej wiarygodny. ,Mamy się na czym oprzeć w staraniach o nadanie statusu ofiary. Drugą bardzo ważną rzeczą jest opinia lekarza psychiatry lub psychologa o stanie psychicznym ofiary" - mówi R. Chutkowski.
Jednak z tym w przypadku pracowników ochrony zdrowia mogą być największe kłopoty. Lekarz, od którego żąda się ekspertyz psychiatrycznych, wie, że może to dla niego oznaczać początek zawodowej śmierci.
Pomoc dla ofiar
Ofiara nękania psychicznego nie jest w stanie sama wydostać się z zamkniętego kręgu prześladowań, pomówień i szykan. Nie jest w stanie sama zmienić swojej sytuacji. Osoby poszkodowane wymagają profesjonalnego wsparcia i pomocy. W krajach Europy Zachodniej działa wiele organizacji, których celem jest poradnictwo, udzielanie pomocy prawnej, psychologicznej i lekarskiej osobom poszkodowanym przez mobbing. Poradnie antymobbingowe działają przy izbach lekarskich. Pierwsze pozytywne zmiany dokonują się już także w Polsce. Kilka miesięcy temu powstała w Krakowie, przy małopolskiej OIL pierwsza w Polsce, samorządowa komisja ds. mobbingu. Dyżury odbywają się siedzibie izby w poniedziałki o godz. 16.30. Jednak osób doświadczonych przez mobbing zgłosiło się dotąd niewiele, a komisja nie przyjmuje zgłoszeń anonimowych. ,rodowisko jest zastraszone. Mamy do czynienia z wysokim bezrobociem, także wśród lekarzy. Ktoś, kto w Małopolsce występuje przeciwko swemu ordynatorowi, może mieć duże problemy ze znalezieniem pracy nie tylko na tym terenie, ale nawet poza nim. Ludzie boją się zgłaszać do naszej komisji i otwarcie mówić o tym, że w ich miejscu pracy dzieje się źle. Obawiają się, że będzie się za nimi ciągnąć opinia osoby konfliktowej. Dodatkowym utrudnieniem jest to, że - jak wynika z samej sytuacji mobbingowej - są to ludzie znękani psychicznie" - twierdzi lek. med. Wojciech Gocyk, specjalista torakochirurgii ze szpitala im. Jana Pawła II w Krakowie, jeden z założycieli komisji ds. mobbingu.
O tym, jakie mogą być konsekwencje głośnego mówienia o tym problemie W. Gocyk przekonał się zresztą na własnej skórze. ,Po opublikowaniu w biuletynie naszej izby okręgowej artykułu na temat mobbingu przylgnęła do mnie opinia buntownika, a mojemu ordynatorowi zaczęto stawiać zarzut, że stosuje mobbing. To zupełny absurd, bo ja pisałem to z teorii, a nie z praktyki - mówi W. Gocyk. - Traktowanie młodych lekarzy przez ich przełożonych jest często nie do przyjęcia. Część z tych ludzi nawet sobie z tego nie zdaje sprawy, inni zaś wiedzą, ale wolą siedzieć cicho. Ja to widzę, bywając w innych szpitalach, ale mogę o tym głośno mówić właśnie dlatego, że u nas na oddziale jest inaczej".
Lekarz kontra lekarz
Do rzeczników odpowiedzialności zawodowej od dawna trafiały sprawy, które u podłoża miały konflikt z udziałem lekarzy. Teraz, kiedy upowszechniło się pojęcie mobbingu, część konfliktów można przypisać temu zjawisku.
W pierwszym półroczu 2002 roku okręgowi rzecznicy odpowiedzialności rozpatrywali 31, a w całym 2001 roku 97 spraw kwalifikowanych jako konflikt między lekarzami. W 2002 roku pięć tak zakwalifikowanych spraw trafiło na wokandę sądu lekarskiego I instancji, a trzy do II instancji. Zapadł tylko jeden wyrok skazujący - lekarza ukarano upomnieniem.
,Jakieś formy szykan były zawsze. Specjalnych organów samorządu, które by mogły pomagać w takich sprawach nie ma. Zdarzało mi się, będąc okręgowym rzecznikiem odpowiedzialności zawodowej, osobiście interweniować i wygaszać różne konflikty, ale działałem półoficjalnie, nie jako lekarski prokurator, tylko jako kolega i członek samorządu lekarskiego" - przyznaje prof. Zbigniew Czernicki, naczelny rzecznik odpowiedzialności zawodowej.


Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Beata Lisowska

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.