Bez przełomu w ochronie zdrowia
Z otoczenia nowego ministra zdrowia dochodzą sprzeczne sygnały. Ciągle nie wiadomo, jaki program będzie realizował prof. Zbigniew Religa. Jednak z dużą dozą prawdopodobieństwa można powiedzieć, że w 2006 roku poważnych zmian w systemie ochrony zdrowia nie będzie.
Postulat decentralizacji Narodowego Funduszu Zdrowia to jeden z głównych elementów głoszonego dotąd przez Z. Religę programu. Czy tak będzie, nadal nie wiadomo. Wobec braku konkretnych deklaracji nowego ministra, warto przypomnieć założenia firmowanego przezeń projektu ustawy, który nadal czeka na rozpatrzenie w Sejmie. Proponuje się w nim decentralizację systemu finansowania świadczeń poprzez stworzenie pięciu państwowych funduszy ubezpieczeń, a po dwóch latach od wejścia w życie nowej ustawy wprowadzenie konkurencyjnych funduszy prywatnych. Pomysł decentralizacji NFZ popiera również PO, w której barwach prof. Z. Religa występował wraz z Elżbietą Radziszewską, Andrzejem Sośnierzem i Jarosławem Pinkasem w trakcie negocjacji programowych z PiS. Dotąd wydawało się, że to największa rozbieżność między tymi dwiema partiami. Potwierdza to Jacek A. Piątkiewicz, doradca PiS, który brał udział w dwudniowych negocjacjach z PO. "W sprawie decentralizacji NFZ do porozumienia nie doszło, choć w innych kwestiach, takich jak ubezpieczenia dodatkowe czy finansowanie ratownictwa medycznego z budżetu, nie było rozbieżności" - mówi J. A. Piątkiewicz.
W czasie, kiedy zamykaliśmy ten numer Pulsu Medycyny, nic nie wskazywało na to, że PiS zmienił zdanie w sprawie decentralizacji NFZ. Bolesław Piecha, poseł PiS, nowo mianowany wiceminister zdrowia, powiedział nam wprost, że szybkich zmian nie ma się co spodziewać. "W przyszłym roku nie będzie poważnych zmian dotyczących funduszu. Nie będzie (decentralizacji - przyp. red.), bo nie ma na to zgody" - powiedział w rozmowie z Pulsem Medycyny B. Piecha. Niektórzy eksperci związani z nowym rządem uważają wręcz, że sprawa ostatecznych rozstrzygnięć dotyczących systemu ochrony zdrowia została odłożona.
Co da się zrobić?
Z całą pewnością nie trzeba będzie czekać na próbę uregulowania stosunków między NFZ i ministrem zdrowia, które zaostrzyły się z powodu konfliktu między Jerzym Millerem i Markiem Balickim. "Mam nadzieję, że profesor jako człowiek koncyliacyjny dojdzie z J. Millerem do porozumienia i nie będzie musiał od razu zmieniać w tym celu prawa" - uważa A. Wojtyła. Nie jest także wykluczone, że poważne szanse na zaistnienie mają dobrowolne prywatne ubezpieczenia dodatkowe. W tej sprawie nie było zresztą żadnych rozbieżności pomiędzy PiS i PO. "Nie widzę zasadniczych przeszkód w funkcjonowaniu ubezpieczeń dodatkowych, natomiast kwestia ich zakresu wiąże się oczywiście z określeniem koszyka świadczeń gwarantowanych" - tłumaczy J. A. Piątkiewicz, przyznając jednak, że w trakcie negocjacji z PO nie padły żadne konkretne daty. "Pod koniec rozmów była też mowa o ubezpieczeniach pielęgnacyjnych. Zgodziliśmy się, że warto się nad tym zastanowić, ale jeszcze nie teraz" - dodaje J. A. Piątkiewicz. Jego zdaniem, prof. Z. Religa opowiada się również, podobnie jak PiS, za zwiększeniem poziomu finansowania ochrony zdrowia. "To było widać w trakcie negocjacji" - uważa J. A. Piątkiewicz.
Status quo
Nominacja prof. Z. Religi na ministra zdrowia została w środowisku lekarskim przyjęta z mieszanymi uczuciami. Niektórzy, choć nieoficjalnie, przyznają, że nie spodziewają się przełomu. Krzysztof Bukiel, przewodniczący Zarządu Krajowego OZZL uważa, że potrzebne jest więcej zmian niż to, co zawiera przygotowana przez zespół profesora ustawa. "To byłoby zbyt mało - deklaruje K. Bukiel. - W projekcie nie ma np. podstawy do wprowadzenia ubezpieczeń dodatkowych, czyli zapowiedzi stworzenia katalogu świadczeń, które nie podlegałyby powszechnemu ubezpieczeniu". Według K. Bukiela, projekt ustawy nie odpowiada na drażliwe dla polityków pytanie, co się stanie, jeśli zabraknie pieniędzy, ponieważ nie wskazuje dodatkowych źródeł finansowania świadczeń. "Dlatego ten projekt to tylko kosmetyczne zmiany" - uważa K. Bukiel.
Warunkowe poparcie z PO
Kierunek zmian zapowiadanych w projekcie prof. Z. Religi, czyli przede wszystkim decentralizacja NFZ, odpowiada za to w dużym stopniu PO. "Jeśli taki będzie kierunek działań rządu w ochronie zdrowia to będziemy go popierać" - deklaruje E. Radziszewska. Nie kryje jednak oburzenia faktem, że jej zdaniem PiS oszukał wyborców, głosząc, że tylko system budżetowy spełnia oczekiwania wszystkich pacjentów, zwłaszcza tych najuboższych, a teraz zdecydował się realizować politykę zdrowotną Platformy, chociaż w trakcie kampanii wyborczej kompletnie ją zdyskredytował, zaś ludzi popierających system ubezpieczeniowy, gwarantujący równy dostęp do świadczeń medycznych liderzy PiS nazywali "ultraliberalnymi oszołomami". E. Radziszewska jest również nieufna wobec zapowiedzi nowego ministra zdrowia. "Z jednej strony prof. Z. Religa powiedział, że ma zgodę Lecha Kaczyńskiego na realizację swojego programu, z drugiej zaś premier Marcinkiewicz mówi, że przez dwa lata w NFZ nic się nie zmieni, a zostanie tylko wzmocniona rola ministra zdrowia - mówi E. Radziszewska. - Moim zdaniem, zmiany powinny się zacząć w 2006 roku. Trzeba już w przyszłym roku przygotowywać grunt pod niezbędne zmiany w NFZ. Konieczne są również działania mające na celu oddłużenie szpitali, a PiS jak dotąd nie ma pomysłu na rozwiązanie tego pilnego problemu".
4 listopada, w czasie wizyty w Zabrzu, prof. Zbigniew Religa oświadczył, że finansowanie systemu ratownictwa z budżetu państwa będzie możliwe dopiero od 2007 r. Zatem na razie wszystko pozostaje bez zmian. Konkurs ofert na świadczenia z zakresu ratownictwa medycznego na rok 2006 przeprowadza NFZ, który zarezerwował na ten cel 1 mld zł ze składek na ubezpieczenia zdrowotne.
Mocna ekipa
Komentuje Maria Ochman, przewodnicząca Sekretariatu Ochrony Zdrowia NSZZ "Solidarność":
Miałam nadzieję na odpolitycznienie resortu. Tymczasem nominacja prof. Zbigniewa Religi jest bez wątpienia w jakimś stopniu nominacją polityczną. Ważne jest, jaki program będzie nowy minister realizował ze swoją ekipą, która - trzeba przyznać - jest mocna merytorycznie. Nazwiska Piechy, Pinkasa i Wojtyły zapisały się w dużym stopniu w kolejnych etapach reformowania systemu opieki zdrowotnej. Niemniej, jak się weźmie te wszystkie nazwiska razem, to widać duże rozbieżności co do proponowanego przez nich programu. Niestety, na razie nie wiadomo, jaki będzie konsensus.
Napawa mnie optymizmem fakt, że z wypowiedzi medialnych prof. Religi wynika, iż zmiany będą miały charakter ewolucyjny.
Jako "Solidarność" każdemu ministrowi zdrowia dajemy kredyt zaufania. Zdecydowanie bliższy jest nam system ubezpieczeniowy niż budżetowy, ale w ustawie zdrowotnej autorstwa zespołu pod kierunkiem prof. Religi są zapisy zbyt liberalne, niemożliwe, w naszej ocenie, do realizacji. Obecnie najistotniejszym dla nas problem jest to, jak zatrzymać pracowników w ochronie zdrowia. Problem migracji zagranicznej i wewnętrznej, kompletnie lekceważony przez kolejne rządy, nabiera takiego tempa, że za chwilę, jeśli nawet będzie najlepszy program opieki zdrowotnej w Polsce, to nie będzie komu go realizować.
Źródło: Puls Medycyny
Podpis: Anna Gwozdowska, ; Ewa Szarkowska