Bez promowania krewnych
Władze łódzkiego Uniwersytetu Medycznego postanowiły walczyć z nepotyzmem i piętnować zatrudnianie w katedrach i klinikach bliskich krewnych. Senat uczelni przyjął w tej sprawie uchwałę.
Senat uczelni w przyjętej uchwale stwierdza, że „zatrudnianie w tych samych jednostkach organizacyjnych krewnych z pierwszym stopniem pokrewieństwa jest niezgodne z zasadą dobrych obyczajów, jakie powinny panować w uczelni publicznej".
„Nawet co dziesiąta klinika boryka się z tym problemem” – ocenia prof. Marian Brocki, prorektor UM ds. klinicznych.
„ Mój syn kończy medycynę i wie, że go nie zatrudnię. I tak ma duże fory, bo zawsze może liczyć na moją radę. Ja miałem podobnie, bo mój ojciec był profesorem - mówi prof. Nowak. - Nie chciałem z nim pracować. Po co przez całe życie mam wysłuchiwać, że nie wiadomo, jak bardzo mi pomógł”.
Formalnie nie ma zakazu pracy dla krewnych. Dlatego władze UM traktują uchwałę jako apel i „czerwone światło” dla tych, którzy będą chcieli zatrudnić krewnych.
Ocena pomysłu jest różna. Przede wszystkim, jako krok w dobrą stronę, gdyż takie nieformalne układy psują atmosferę w pracy, pojawia się zazdrość i przestają się liczyć kompetencje. Ale dr Grzegorz Luboiński, ekspert z Fundacji Batorego uważa, że uchwała to tylko „plaster na sumienie”: „Problem można rozwiązać, tylko wprowadzając twarde zasady. Na przykład uczciwe konkursy, w których kandydaci na szefa kliniki - dajmy na to w Lublinie - powinni być wybierani przez komisję w Szczecinie. Tylko tak wygra najlepszy”.
Źródło: Puls Medycyny
Podpis: Redakcja