„U nas zbyt mocno zakorzeniona jest zasada: lekarz nie pyta — pacjent nie odpowiada. Lekarze rodzinni udzielają ponad 90 proc. porad, pełnią więc bardzo ważną rolę we wprowadzeniu zasad prewencji. To właśnie oni powinni wziąć na siebie także ciężar rozmów i pytań o życie seksualne” — mówi prof. Violetta Skrzypulec-Plinta.
Może przy okazji reklam środków na potencję warto byłoby wspomnieć, że problem z erekcją może być zapowiedzią wystąpienia w niedługim czasie chorób sercowo-naczyniowych czy cukrzycy. Niestety, Polacy nie traktują problemów z seksualnością w kategoriach zdrowia. Karmieni żartobliwymi historyjkami reklamowymi, nigdy nie będą uważali, że mają problem ze zdrowiem. Może nieopatrzne przywołanie przez reklamodawców mało wiarygodnej postaci Pinokia skłoni do myślenia? Trzeba przełamać stereotypy i mówić otwarcie o zdrowiu seksualnym. W niektórych gabinetach takie rozmowy są prowadzone, ale propozycja „dyskretnego załatwienia problemu” ciągle jest bardziej zachęcająca, niż otwarte rozmawianie o nim, doszukiwanie się przyczyn i złożonych rozwiązań.
Według statystyk, zażywanie suplementów diety opóźnia wizytę u specjalisty o blisko 2 lata. Tyle trwa przyznanie się przed sobą, że ma się problem zdrowotny, a jak w większości chorób: im szybciej zacznie się leczenie, tym większa szansa na skuteczność terapii.
Może pozostając w konwencji zaproponowanej przez reklamodawców, należy zapytać pacjenta, czy wierzy w bajki… Pewnie każdy z nich odpowie, że nie, a to już krok do rzeczowej, męskiej dyskusji.