Aptekarze walczą na ceny leków
Są dwie apteki w Lublinie, do których ściągają pacjenci z całego miasta, ponieważ leki są tam nawet o połowę tańsze. Jedna z nich jest nowa i ostro się promuje. Druga nie sięga po reklamę, ale jej adres i tak znają wszyscy. Obydwie potępia samorząd aptekarski oraz pozostałe apteki. Mówią, że tamte działają nieetycznie. ;
To nie jest nowa apteka. Działa od kilku lat. Ale niezwykłą popularnością cieszy się od kilku miesięcy. Właścicielka apteki, farmaceutka, nie chce rozmawiać o swoim sukcesie. W krótkiej rozmowie telefonicznej powiedziała tylko, że jest to wynik długoletniej i ciężkiej pracy. Dodała, że każdy może tego dokonać, nie stosując żadnych niedozwolonych chwytów.
Przykład drugi. Apteka pod Różą mieści się w starej, biednej dzielnicy Lublina, przy małej uliczce Wojennej, z dala od przystanków autobusowych. Trafić tam trudno. Pacjentom przypadła jednak do gustu, bo leki są tam tańsze niż w innych aptekach.
Etyka, ceny i reklama
"Wszyscy chcemy sprzedawać tanie leki - podkreśla Krzysztof Przystupa, prezes Lubelskiej Okręgowej Rady Aptekarskiej, także właściciel apteki. - Tymczasem wymienione apteki sprzedają poniżej cen, po których my kupujemy w hurtowniach!".
Apteka pod Różą naraziła się korporacji zawodowej aptekarzy niskimi cenami, ale przede wszystkim agresywnym marketingiem. "Reklamowanie się jest nieetyczne" - ocenia K. Przystupa.
Dlatego Lucyna Wtulich, rzecznik odpowiedzialności zawodowej tutejszej izby prowadzi postępowanie wyjaśniające i sprawdza, czy apteka nie złamała prawa farmaceutycznego, dopuszczając się niedozwolonej reklamy. Postępowanie jest prowadzone w stosunku do kierowniczki apteki, która jest członkiem lubelskiej izby. O sprawie powiadomiono też warszawską izbę, do której należy właścicielka apteki.
L. Wtulich powołuje się na memorandum z maja 2005 roku opracowane przez adwokatów z Poznania. Dokonano w nim wykładni prawnej pojęcia reklamy i odpowiedzialności zawodowej aptekarzy. "Reklamą nie są katalogi handlowe i listy cenowe pod warunkiem, że nie zawierają treści o charakterze reklamowym - wyjaśnia L. Wtulich. - Reklamą są ulotki z cennikiem, nawołujące do zakupów, ze zdjęciami opakowań leków, informacjami o rabatach, mające na celu zachęcenie do stosowania danego produktu".
Anna Kuroczko, właścicielka Apteki pod Różą jest farmaceutką, pochodzi z lubelskiej rodziny aptekarskiej. Jej mąż Jacek jest ekonomistą. "Przejrzeliśmy kodeks etyki zawodowej. Nie mamy sobie nic do zarzucenia - odpowiadają na zarzuty o nieetycznej reklamie. - Mamy również apteki pod Warszawą oraz na Podkarpaciu. Tam nie spotykamy się z nagonką. Wszyscy zniechęcali nas do otwarcia kolejnej w Lublinie. Mówili, że aptek jest w tym mieście więcej niż sklepów spożywczych, dlatego farmaceuci agresywnie zwalczają tych, którzy wybijają się ponad przeciętność".
Państwo Kuroczkowie dodają, że na aptekę przy ul. Wojennej zdecydowali się, mimo nieciekawej lokalizacji. "Tam już kiedyś była apteka. Prowadziły ją dwie panie, które zbankrutowały. Przez długi czas apteka stała zamknięta. Nikt jej nie chciał - mówią. - Kupiliśmy ją za niewielkie pieniądze, bo za 30 tys. zł. Dołożyliśmy kolejne 50 tys. zł na modernizację. Dzięki wysokim obrotom zatrudniamy siedmiu magistrów farmacji i dwóch techników. Nie możemy pozwolić sobie na to, aby personel był byle jaki i tani, dlatego nasi pracownicy są bardzo dobrze opłacani. Chyba najlepiej w Lublinie".
Igranie z marżą
Zdaniem państwa Kuroczków, inni aptekarze, mogąc sprzedawać tanio, nie robią tego. "Aptekarze stosują 18-19-procentowe marże, my schodzimy poniżej 10 procent - mówią. - Wybieramy leki z różnych hurtowni. Najpierw robimy rozeznanie, gdzie można kupić najtaniej. I chyba w tym jest problem, że inni aptekarze przyzwyczaili się do zakupów w jednym miejscu, bo jest w nim dobrze, bo tak robią od dawna. A my wynajdujemy nowe hurtownie. Nie wchodzimy też w żadne układy lojalnościowe".
Czy polski farmaceuta może otworzyć dobrą, tanią aptekę bez obcego kapitału i oszustw? "Tak. To nie jest superdochodowy interes, ale każda z trzech naszych aptek przynosi dochód wystarczający do utrzymania pięcioosobowej rodziny - mówią państwo Kuroczkowie. - Mamy dom na kredyt pod Warszawą. Jeździmy 5-letnim samochodem".
"Nie jest możliwe, aby przy kilkuprocentowej marży utrzymać aptekę - usłyszeliśmy w izbie aptekarskiej. - Już przy 15 procentach apteka w Lublinie stoi na granicy bankructwa. My wszyscy ledwo zipiemy. Skoro wszyscy kupujemy w tych samych hurtowniach, korzystamy z tych samych pakietów promocyjnych, dlaczego tylko dwie apteki stać na tanie leki?".
Apel do rządu
W izbie aptekarskiej przyznają że każda z 200 aptek w mieście przędzie cienko, bo jest ich po prostu za dużo. "Według wskaźników, na 4-5 tys. mieszkańców powinna przypadać jedna apteka, tak aby mogła się swobodnie rozwijać, mieć bogaty asortyment, zadbać o klienta - mówi L. Wtulich. - W Lublinie aptek jest o 100 za dużo. To ciężki kawałek chleba. Stąd codzienna, mozolna, rzetelna praca i liczenie każdego grosza".
Lubelscy aptekarze zaapelowali do ministra zdrowia, by powstrzymał zaostrzającą się między aptekami konkurencję. "Konkurencja zaostrza się w niespotykanym tempie i na niespotykaną skalę - napisali farmaceuci. - Spowodowane jest to zróżnicowaniem cen leków refundowanych, dostarczanych do wybranych aptek przez producentów i ich przedstawicieli za pośrednictwem hurtowni. Różnice w cenach dochodzą do kilkudziesięciu złotych. Dostarczanie produktów leczniczych do wybranych aptek po cenach dużo niższych od proponowanych dla pozostałych lub w tzw. pakietach lojalnościowych, gdzie niektóre preparaty otrzymywane są bezpłatnie, dzieli apteki na "tańsze" i "droższe". Taka praktyka skłóca środowisko aptekarskie i podważa zaufanie pacjentów do naszego zawodu. Uważamy, że pacjenci powinni mieć prawo do niskich cen leków we wszystkich aptekach. Apelujemy o spowodowanie obniżenia cen leków refundowanych przez producentów i ujednolicenia systemu ich sprzedaży dla wszystkich aptek. Domagamy się sztywnych cen urzędowych".
Aptekarze z Lublina cały czas zastanawiają się: co i kto stoi za tanimi aptekami. "Za nami stoi jedynie opatrzność boska" - odpowiadają państwo Kuroczkowie z Apteki pod Różą.
Więcej o problemach aptek, konkurencji cenowej, zasadach refundacji leków przeczytasz w dodatku Puls Farmacji, który ukaże się wraz z głównym wydaniem Pulsu Medycyny 5 kwietnia.
Źródło: Puls Medycyny
Podpis: Ewa Stępień, Lublin