Andrzej Kutarski: dwa serca, jedno życie

Ewa Stępień, Lublin
opublikowano: 22-02-2006, 00:00

Kiedy umierał, podjął przemyślaną decyzję, że pociągnie do końca w pełnym biegu. Koniec nie nadszedł. Tuż przed metą znalazł się dawca. Profesor Andrzej Kutarski, kardiolog i naukowiec, opowiada o swoich dwóch sercach i jednym życiu.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
Takie czasy, że wizytówką człowieka są jego strony internetowe. Prof. A. Kutarski ma dwie: www.kardiolog.lublin.pl, www.ptkardio.lublin.pl. Prowadzi je osobiście jako przewodniczący Lubelskiego Oddziału Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego. Udało mu się stworzyć ogólnopolski portal kardiologiczny, dzięki któremu działalność lubelskiego PTK jest zauważalna. Obie strony służą lekarzom i pacjentom.
Ma 57 lat. Od 32 lat jest związany z Kliniką Kardiologii SPSK nr 4 w Lublinie. Najbardziej pociąga go kardiologia inwazyjna. Od lat 70. jego głównym zainteresowaniem i zajęciem stało się leczenie stałą stymulacją serca. "Najwyżej oceniam swoje osiągnięcia w zakresie monitorowania hemodynamiki i stymulacji czasowej w intensywnej terapii kardiologicznej, prace dotyczące kardiowersji elektrycznej oraz komorowych i przedsionkowych stymulacji resynchronizujących serca" - podsumowuje profesor.
W zawodowym życiorysie nie ma ani słowa o innych fascynacjach, których profesor miał w życiu kilka. Wspinał się w górach Pirin w Bułgarii oraz Alpach. Nurkował w Morzu ródziemnym. Ubrany w maskę, fajkę i płetwy, uzbrojony w kuszę polował na ryby. Cieniem na tych radosnych latach kładła się narastająca, ciężka choroba serca.

Diagnoza jak wyrok

To był 1985 rok. Diagnoza brzmiała jak wyrok - kardiomiopatia przerostowa. Co po takiej diagnozie zrobił lekarz, który codziennie wszczepiał stymulatory serca, miał po 8-12 ciężkich dyżurów w miesiącu, przyjmował w przychodni, w gabinecie prywatnym, prowadził badania, jeździł na konferencje? "Z niczego nie zrezygnowałem" - mówi. Szpital, gabinet, praca naukowa. I tak dzień po dniu. Aż zostało mu mniej więcej pół roku życia. Zamiast końca nadeszło wezwanie z kliniki w Zabrzu - jest dawca. "Nie panikowałem, że mogę umrzeć - przyznaje. - Mężczyzna rodzi się wojownikiem. Nie może się bać". Przeszczep się udał.

Strach przed nieznanym

Po transplantacji profesor współpracował naukowo z zabrzańskim ośrodkiem. "Miałem tam dostęp do teczek pacjentów po przeszczepach, zawierających informacje o biorcy i dawcy - wyznaje. - Do swojej też. Jednak jej nie przejrzałem... Trzymałem ją w ręku. Nie odważyłem się. To był ten jeden, jedyny raz, kiedy się w życiu przestraszyłem czegoś nieznanego, przekroczenia granicy jakiegoś tabu". Od przeszczepu minęło już 7 lat. Profesor czuje się dobrze.
W tym roku A. Kutarski najpewniej zostanie profesorem "belwederskim". Obecnie kieruje kilkoma tematami badawczymi. Są to kliniczne, hemodynamiczne i techniczne aspekty: jednomiejscowych, przedsionkowych stymulacji z miejsc alternatywnych, dwumiejscowych przedsionkowych stymulacji resynchronizujących, jednomiejscowych komorowych stymulacji z miejsc alternatywnych oraz dwumiejscowych komorowych stymulacji resynchronizujących.
"Chociaż amerykańska zasada "publikuj albo zginiesz" ma w naszej rzeczywistości mniejszą moc sprawczą, istnieje coś takiego, jak ciekawość badawcza - mówi A. Kutarski. - Badania służą również pacjentom. Są leczeni nowocześniejszymi metodami przez znacznie bardziej oczytanych w zagadnieniu lekarzy, którzy mają znacznie większe i głębsze własne przemyślenia, niż wymusza to codzienna rutyna".




Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Ewa Stępień, Lublin

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.