Zwolennik silnej medycyny publicznej
"Żądanie środowiska medycznego zwiększenia finansowania jest słuszne, lekarze mają rację. Ale to, iż żądanie jest słuszne, nie oznacza wcale, że minister zdrowia może je spełnić - uważa minister zdrwia Zbigniew Religa. - Jedyną możliwością wzrostu płac jest zmiana filozofii działania NFZ. Ale to nastąpi dopiero w przyszłym roku. Moja propozycja jest następująca: wzrost finansowania ze składki nie może pójść na zwiększanie liczby świadczeń medycznych, ale na polepszenie ich wyceny".
- Niestety, takie niebezpieczeństwo istnieje. Finansowanie opieki zdrowotnej w Polsce od kilkudziesięciu lat jest niewystarczające. Długi szpitali - 6-8 mld zł, o których się obecnie mówi, są tylko niewielką częścią nieujawnionego zadłużenia systemu. Nieremontowane szpitale wymagają pilnych inwestycji, konieczna jest wymiana gigantycznej ilości aparatury. Mamy bardzo niską wycenę usług medycznych, która nie pozwala na odnowienie sprzętu i na wyższe płace. Dlatego żądanie środowiska medycznego zwiększenia finansowania jest słuszne, lekarze mają rację. Ale to, iż żądanie jest słuszne, nie oznacza wcale, że minister zdrowia może je spełnić.
Zgadzam się z tym, co mówi Naczelna Rada Lekarska: trzeba przedstawić, co rząd proponuje zrobić, żeby finansowanie ochrony zdrowia uległo zmianie. To musi być plan wieloletni, bo brakuje ok. 20-25 mld zł. Ani w tym roku, ani w przyszłym takich pieniędzy nie będzie, bo państwo nie ma takich możliwości. Finansowanie musi być stopniowe i rozłożone w czasie. Mówiąc o zmianach w służbie zdrowia, od początku podkreślam, że to, co planuję, obliczyłem na 7 lat.
Zmianę sposobu finansowania zaczynamy od przyszłego roku. W 2007 roku 1,2 mld zł z budżetu państwa zostanie przekazane na ratownictwo medyczne. W exposé premiera była też mowa o zwiększeniu finansowania wysokospecjalistycznych procedur medycznych - mówimy więc w sumie o 2 mld zł. Prawie 1 mld zł wpłynie z tytułu podwyższenia składki na ubezpieczenie zdrowotne o 0,25 proc.
Ale chodzi o dodatkowe pieniądze z budżetu państwa, a nie ze składki.
- To nie ma znaczenia. Mówimy o całości środków, o tym, ile pieniędzy dodatkowo wpada do systemu.
Pozostał nam więc 1 miliard zł, który trzeba znaleźć. Już są przewidziane moje rozmowy z wicepremier i minister finansów Zytą Gilowską, aby znaleźć w sumie dodatkowe 4 mld zł w 2007 roku. Proszę pamiętać, że to zwiększone finansowanie opieki zdrowotnej wpisuje się w program Prawa i Sprawiedliwości, więc powinno uzyskać wsparcie polityczne posłów PiS.
Szukając pieniędzy w systemie, trzeba też stworzyć sieć szpitali. Jestem zdeterminowany, aby ją utworzyć, ale pokażę ją dopiero po wyborach samorządowych. Nie chcę dawać broni lokalnym politykom.
4 mld zł, o których pan mówi, nie wystarczy, aby lekarze mogli zarabiać minimum 5 tysięcy zł.
- Problem polega na tym, że o wyższych zarobkach mówią nie tylko lekarze. Związek zawodowy ?Solidarność" żąda minimalnej płacy dla pielęgniarek na poziomie dwukrotnie wyższym niż teraz. Z naszych obliczeń wynika, że aby spełnić żądania płacowe lekarzy, potrzeba 5,2 mld zł ekstra. Wyższe zarobki pielęgniarek to dodatkowo 7 mld zł.
Jedyną możliwością wzrostu płac jest zmiana filozofii działania Narodowego Funduszu Zdrowia. Ale to nastąpi dopiero w przyszłym roku. Moja propozycja jest następująca: wzrost finansowania ze składki nie może pójść na zwiększanie liczby świadczeń. Te pieniądze, które dodatkowo wpłyną do funduszu, powinny zostać przeznaczone na polepszenie wyceny świadczeń medycznych. Dzięki temu kontrakty będą znacznie większe. Będzie większy dopływ pieniędzy do każdego zakładu opieki zdrowotnej. I wtedy dyrektor będzie mógł podwyższać pensje. Nie minister, nie minimalna płaca. To nie przejdzie, nie ma takiej możliwości i nie będzie na to zgody ani ministra zdrowia, ani tym bardziej ministra finansów. Nie będzie zgody rządu.
Wspomniał pan o większych środkach na wysokospecjalistyczne procedury medyczne. Od pewnego czasu obserwuję, że wiele procedur, które były w gestii ministra zdrowia, zostało przekazane do finansowania przez NFZ .
- Rzeczywiście, z budżetu ministra finansowana jest tylko niewielka ilość procedur: przeszczepy, niektóre procedury kardiochirurgiczne.
Posłużmy się przykładem. Czy zabieg rekonstrukcji twarzy u poparzonej dziewczynki, o czym piszemy w tym wydaniu Pulsu Medycyny, powinien być finansowany z budżetu ministra zdrowia, czy nie?
- Tak. Zgadzam się całkowicie, powinna to być procedura finansowania przez Ministerstwo Zdrowia.
To dlaczego nie jest?
- Bo do tej pory Religa nie był ministrem. Leczenie zastosowane u tej dziewczynki powinno być sfinansowane z budżetu ministra zdrowia, ponieważ do tej pory takiej procedury w Polsce nie było. Dlatego właśnie chcę mieć więcej pieniędzy na nowatorskie zabiegi. Chcę decydować, jakie nowe technologie są wprowadzane i finansować je przez kilka lat, zanim staną się normalną procedurą finansowaną przez fundusz zdrowia.
Ale zawsze będziemy mieć do czynienia z problemem, że pieniędzy na nowe procedury będzie za mało. Pewnie za 10 lat też. I dlatego z tej patowej sytuacji nie wyjdziemy, dopóki minister zdrowia nie przedstawi w połowie 2007 roku koszyka świadczeń gwarantowanych i kiedy wreszcie do świadomości Polaków nie dojdzie, na co mogą liczyć z publicznej składki, a jakich zabiegów medycznych na pewno nie będą mieli finansowanych przez NFZ.
Pokazanie tego koszyka spowoduje straszną awanturę, ale wreszcie do świadomości ludzi musi dojść, że mamy procedury medyczne, które są niedofinansowane i trzeba na nie znaleźć pieniądze z ich własnej kieszeni. Wtedy dopiero będziemy mogli mówić o prawdziwych ubezpieczeniach dodatkowych. Chcę zwiększenia dopływu środków prywatnych w sposób cywilizowany właśnie poprzez ubezpieczenia, a nie przez przymusowe, obowiązkowe dopłaty pobierane od wszystkich.
Na rynku ubezpieczeń pojawił się ostatnio nowy produkt: ubezpieczenie leczenia szpitalnego. Czy publiczna placówka może podjąć się leczenia pacjenta, który wykupi taki pakiet i pobierać za takie świadczenie pieniądze od towarzystwa ubezpieczeniowego?
- Osobiście uważam, że tak długo, jak będą kolejki pacjentów oczekujących na zabieg - absolutnie nie. Tego typu działania powodują pogorszenie dostępu do leczenia z tytułu powszechnego ubezpieczenia zdrowotnego. To się kłóci z moją etyką. Jestem zwolennikiem silnej medycyny publicznej. W Polsce ona musi być na odpowiednim poziomie, należy o nią dbać. Jednocześnie jestem za tym, aby niezależnie rozwijała się medycyna prywatna. I tam powinni trafiać pacjenci z tego typu ubezpieczeniem i np. obcokrajowcy, którzy chcą się leczyć w Polsce.
Źródło: Puls Medycyny
Podpis: Magda Sowińska