Wyłącznie nazwy międzynarodowe? Nie sądzę!
Opinia prof. Tadeusza Chruściela, członka Naczelnej Rady ; Lekarskiej na temat projektu wpisywania na receptach wyłącznie nazwy międzynarodowej:
Pomysł wpisywania na receptach wyłącznie nazwy międzynarodowej ma wiele wad i nie sądzę, by doszło do jego realizacji. Chodzi o to, że nazwa międzynarodowa nadana przez WHO, bo to o taką nazwę chodzi, dotyczy substancji aktywnej zawartej w preparacie, a nie samego preparatu. Ale bywa tak, że substancja aktywna zawarta w preparacie nie posiada takiej nazwy międzynarodowej. Albo że lek zawiera kilka substancji i każda z nich ma swoją nazwę międzynarodową. Dla takich preparatów może być użyta tylko nazwa handlowa. Nazw handlowych nie można więc usunąć z recept.
Warto też zastanowić się, jakie mogą być następstwa, jeżeli lekarz napisze na recepcie nazwę międzynarodową substancji. Wówczas aptekarz będzie mógł, według swojego uznania, zaproponować pacjentowi jeden z preparatów, który zawiera taką substancję. Takich preparatów może być kilka, a nawet kilkanaście. I nie ma żadnej pewności, że lek zaproponowany w danej aptece pacjentowi, będzie rzeczywiście najtańszy. Bo okaże się, że akurat w danym momencie w aptece wyczerpał się zapas najtańszego preparatu z zaordynowaną przez lekarza substancją aktywną i aptekarz zaproponuje wtedy pacjentowi inny, droższy preparat. Albo aptekarz będzie proponował preparat, który otrzymał po cenie dumpingowej od producenta. I w danym momencie on rzeczywiście może być najtańszy. Gdy jednak skończy się promocja, cena wróci do normy i pacjent dowie się, że ten sam preparat jest teraz droższy.
Ponadto jeśli dopuszcza się nazwę międzynarodową substancji aktywnej jako generalną nazwę dla całej grupy odpowiedników, które zawierają substancje o tej nazwie, należy liczyć się z tym, że pacjent będzie leczony raz tym, a raz innym preparatem, w zależności od tego, co zasugeruje mu aptekarz. Lekarz, zapisując substancję o nazwie międzynarodowej, a nie wybrany preparat o nazwie handlowej, będzie więc podejmował decyzję jak gdyby rozwodnioną, niepewną, bo nie będzie wiedział, który preparat tak naprawdę pacjent zażywa.
W niektórych przypadkach przestawienie pacjenta z jednego preparatu na drugi, chociażby tylko ze względu na czynnik psychologiczny, wymaga czasu oraz współpracy pacjenta. O ile w przypadku substancji aktywnych o bardzo silnym, ratującym życie działaniu, np. chemoterapeutyków, kształt, zapach czy kolor preparatu nie są tak istotne, to w przypadku chorób przewlekłych to wszystko odgrywa bardzo ważną rolę.
Od wielu lat polscy lekarze zapisują leki stosując ich nazwy handlowe. Natomiast w większości nie znają, bo nie było takiej potrzeby, międzynarodowych nazw substancji aktywnych. Jeśli trzeba by było zapisywać międzynarodowe nazwy substancji, musieliby się ich na nowo uczyć.
Źródło: Puls Medycyny