Wiwisekcja szpitalnej skarbonki
Pozornie banalny konflikt personalny między dyrektorem Wojewódzkiego Szpitala Dziecięcego w Toruniu a kierownikiem jednej z klinik ujawnił prawdopodobny transfer usług ze szpitala do niepublicznego ZOZ-u.
,Wyraziliśmy zdziwienie, że szef kliniki wystąpił oficjalnie na firmowym papierze jednego zakładu o zwiększenie liczby badań dla zupełnie innej jednostki. Chcieliśmy ustalić, w czyim imieniu wystąpił i wysłaliśmy pismo z prośbą o wyjaśnienia do dyrektora Wojewódzkiego Szpitala Dziecięcego" - mówi Barbara Nawrocka, rzecznik prasowy Kujawsko-Pomorskiej RKCh.
Fundacja ujawniona
To pismo spowodowało lawinę wyjaśnień, a w konsekwencji przeprowadzonego przez dyrekcję szpitala dochodzenia wyszło na jaw istnienie jeszcze jednego podmiotu: Fundacji na Rzecz Rozwoju Chirurgii Dziecięcej z siedzibą w Wojewódzkim Szpitalu Dziecięcym. Duże zdziwienie wywołało ujawnienie szczegółów działalności fundacji.
Prezesem fundacji jest dr M. Orkiszewski, a działa w niej także dwoje pozostałych lekarzy z kliniki chirurgii dziecięcej.
Przed kilkoma miesiącami fundacja rozpoczęła starania o zakup przenośnego aparatu do wykonywania badań urodynamicznych. Prawdopodobnie chciała skorzystać z możliwości zwolnienia z płacenia VAT-u, udowadniając, że sprzęt sprowadza w celach naukowych (ostatecznie VAT podobno zapłaciła). Aparat został sprowadzony do Polski, a fundacja otrzymała bardzo korzystne warunki spłaty - półroczny termin płatności w ratach miesięcznych. Urządzenie dzierżawił od fundacji Niepubliczny Zakład Opieki Zdrowotnej ,Nasz Lekarz", który nie miał i nie ma własnego aparatu do badań urodynamicznych.
Prywata w szpitalu
,Urządzenie, zgodnie z życzeniem dr. M. Orkiszewskiego trafiło do Wojewódzkiego Szpitala Dziecięcego w Toruniu. Zainstalowałem je tam 4 kwietnia 2002 roku, zrobiłem lekarzom szkolenie, umówiłem się na następne" - powiedział Pulsowi Medycyny przedstawiciel producenta.
,Aparat jest wielkości teczki, jego uruchomienie mogliśmy zrobić w każdym miejscu. Było łatwiej, skoro pracownicy są tutaj, przywieźć urządzenie do szpitala" - tak dr Marek Orkiszewski wyjaśnia Pulsowi Medycyny powody, dla których sprzęt kupowany przez fundację trafił do kliniki w toruńskim szpitalu.
Właśnie w kwietniu do kasy chorych wpłynęło wspomniane już pismo o zwiększenie limitu badań dla ,Naszego Lekarza". ,Dla mnie była to ewidentna próba podparcia się autorytetem naukowym kliniki w celu zwiększenia limitu badań prywatnej placówce, dla której kupiło się sprzęt. Większa liczba badań była niezbędna, aby sprzęt spłacić" - komentuje Dariusz Łyjak, członek zarządu w Urzędzie Marszałkowskim Województwa Kujawsko-Pomorskiego.
,Nasz Lekarz" to nowa niepubliczna jednostka, która przystąpiła do konkursu w kasie chorych na wykonywanie badań urodynamicznych, usługi konkurencyjnej wobec tych świadczonych przez szpital. Kujawsko-Pomorska Regionalna Kasa Chorych zakontraktowała na 2002 rok 300 takich badań w szpitalu (na podstawie ubiegłorocznego rzeczywistego wykonania) i 120 w NZOZ ,Nasz Lekarz". Z zebranych informacji wynika, że w obu placówkach tę usługę świadczyli ci sami lekarze.
Jednak jak twierdzi Sławomir Jeka, dyrektor NZOZ ,Nasz Lekarz", niepubliczny zakład nie zatrudniał lekarzy z Kliniki Chirurgii Dziecięcej Wojewódzkiego Szpitala Dziecięcego. ,Wszyscy troje są w fundacji i świadczą usługi nieodpłatnie na jej rzecz. Z fundacją mieliśmy umowę na 10 takich badań miesięcznie. Ich wykonywanie zostało obecnie wstrzymane, ponieważ zrealizowaliśmy limit przyznany przez kasę chorych" - mówi Sławomir Jeka.
Inną wersję usłyszeliśmy od dr Joanny Madej, pracownika kliniki chirurgii dziecięcej i fundacji: ,Pracuję w NZOZ ,Nasz Lekarz" na zasadzie gabinetu lekarskiego, ale to dotyczy tylko badań urodynamicznych". Nie udało nam się natomiast potwierdzić, czy pozostali lekarze z kliniki chirurgii dziecięcej są zatrudnieni w ,Naszym Lekarzu".
Konkurencja nie śpi
Ciekawą informacją jest sposób wykonania kontraktu przez obie jednostki w czasie, gdy lekarze mieli do dyspozycji dwa urządzenia: jedno szpitalne, drugie fundacyjne. Ustaliliśmy w kasie chorych, że NZOZ ,Nasz Lekarz", który w I kwartale 2002 roku wykonał zgodnie z kontraktem 30 badań, w kwietniu zanotował ich 92, w maju 104, a w czerwcu 94, mimo że nie doszło do renegocjacji kontraktu. W kwietniu 2002 roku Wojewódzki Szpital Dziecięcy miał z kolei niedobór badań urodynamicznych. Wykonano ich 20.
Czy był to klasyczny przykład transferu usług do niepublicznego zakładu? Gdy o sprawie zaczęło być głośno, a szef kliniki przebywał na urlopie, już w czerwcu wykonanie badań w szpitalu wyraźnie się poprawiło. Wykonano ich w ciągu miesiąca aż 45.
Aparat niezgody
Przy okazji wyszło na jaw, że aparat do badań urodynamicznych został dostarczony do szpitala i tutaj uruchomiony, choć nie ma żadnego dokumentu potwierdzającego jego zaewidencjonowanie. ,Firma, która go dostarczyła, ściśle wiązała to urządzenie z fundacją, a tym samym ze szpitalem. Dr M. Orkiszewski oświadczył wtedy, że lekarze wykorzystują to urządzenie charytatywnie, a cała zarobiona kwota jest przekazywana dostawcy na poczet rat" - mówi Bogumił Kurowski, dyrektor Wojewódzkiego Szpitala Dziecięcego.
Jednak, jak ustaliliśmy, urządzenie nadal nie jest spłacone i zostało oddane w depozyt. Dr Marek Orkiszewski zapytany przez nas o aparat, rzucił słuchawką.
Sprawa wewnętrzna
czy powszechny proceder?
Żadna ze stron nadzorujących pracę kliniki chirurgii dziecięcej i jej kierownika dr. M. Orkiszewskiego nie spieszy się z wyjaśnieniem sprawy. Kasa chorych twierdzi, że to jest konflikt wewnętrzny w szpitalu, z którym płatnik nie ma nic wspólnego. Barbara Nawrocka, rzeczniczka Kujawsko-Pomorskiej RKCh nie chciała, powołując się na art. 54 ustawy o puz, ujawnić szczegółowych warunków kontraktów na badania urodynamiczne podpisanych ze szpitalem i ,Naszym Lekarzem". Nie sposób zatem stwierdzić, czy kasa wykazała należytą staranność przy ustalaniu, na jakim sprzęcie będą wykonywane badania zakontraktowane w NZOZ ,Nasz Lekarz".
Dyrektor Bogumił Kurowski wypowiedział dr. Markowi Orkiszewskiemu w trybie ustawowym z dniem 1 lipca 2002 warunki pracy i płacy. Najpierw zwolnił go z obowiązku świadczenia pracy w okresie wypowiedzenia, ale pod naciskiem lokalnych mediów, które stanęły w obronie świetnego specjalisty, cieszącego się dużym autorytetem naukowym, cofnął swą pierwotną decyzję. Do 31 października, kiedy upłynie termin wypowiedzenia, Marek Orkiszewski normalnie pracuje w klinice. Spór dotyczący zasadności rozwiązania z nim umowy o pracę zostanie rozstrzygnięty sądownie, bo szef kliniki odwołał się do sądu pracy.
Dyrektor B. Kurowski przyznaje, że nie może wejrzeć we wszystko, co się dzieje w klinice chirurgii dziecięcej. ,Mam na przykład utrudniony wgląd do dokumentacji medycznej pacjentów z oddziału kierowanego przez dr. M. Orkiszewskiego. Przez ponad pół roku nie mogłem wyegzekwować mojego polecenia o zmianie wykorzystania pomieszczeń zajmowanych dotąd przez oddział pana doktora. Czy w tej sytuacji nie powinienem dać ogłoszenia do mediów, że nie ponoszę odpowiedzialności za oddział? To pytanie proszę potraktować oczywiście jako żart" - mówi B. Kurowski.
Bezradny wydaje się też organ założycielski. ,Nie wyrażaliśmy zgody na działanie fundacji na terenie szpitala. Nie mamy na to żadnego wpływu, że ktoś bezprawnie podał ten adres. Nie zgadzamy się na to, by fundacja działała dalej, ale żyjemy w państwie prawa i nic nie możemy zrobić. To jest niewątpliwie wada naszego systemu prawnego. Uważam, że sąd, który ma zarejestrować fundację, powinien zażądać tytułu własności do budynku albo zgody właściciela na jej funkcjonowanie pod wskazanym adresem" - mówi Dariusz Łyjak z Urzędu Marszałkowskiego.
Źródło: Puls Medycyny
Podpis: Beata Lisowska