Wicemistrz świata lekarzy narciarzy

Beata Lisowska
opublikowano: 08-02-2006, 00:00

Marcin Ziółkowski, jeden z głównych faworytów Mistrzostw Polski i Mistrzostw Świata w narciarstwie alpejskim, 13 stycznia, w piątek, w Korbielowie doznał kontuzji prawego kolana. Chwila dekoncentracji i przypadek sprawiły, że najbliższe 6-8 tygodni zamiast pracy zawodowej i treningom, będzie musiał poświęcić leczeniu i rehabilitacji.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
Dr n. med. Marcin Ziółkowski, na co dzień asystent Kliniki Ortopedii i Rehabilitacji II Wydziału Lekarskiego AM w Warszawie, jest aktualnym mistrzem Polski w narciarstwie alpejskim, wicemistrzem świata lekarzy w slalomie gigancie oraz zdobywcą brązowego medalu w supergigancie podczas ubiegłorocznego Medical Worldcup w Canazei we włoskich Dolomitach. W tym roku, podczas kolejnych lekarskich mistrzostw świata w Schladming w Austrii, miało być złoto.

Niebezpiecznie na stoku

Dla lekarza, który wybrał ortopedię, bo kocha sport, kontuzja narciarska może być w pewnym sensie ciekawym doświadczeniem zawodowym.
"Zawsze interesowałem się urazami, kontuzjami. Zawsze był problem powrotu do sportu po kontuzji. Dlatego wybór tej właśnie specjalizacji to wyszło samo z siebie, tak naturalnie. Jak się uprawia sport i to ten sam sport, co pacjenci, którzy ulegają urazom, łatwiej jest ich leczyć, łatwiej podejmować decyzję o tym, czy mogą, czy nie mogą z powrotem jeździć na nartach, lepiej się to rozumie i czuje, nie jest to tylko teoria" - mówi dr Marcin Ziółkowski.
A narciarstwo bywa sportem niebezpiecznym. Wśród pacjentów, którzy trafiają po urazach sportowych do lekarzy, prym wiodą właśnie narciarze-amatorzy. W tym sporcie najczęstsze są urazy kolana. Ale zagrożone są nie tylko kończyny dolne. "Weekendowym" narciarzom i snowboardzistom zdarzają się często problemy z kręgosłupem po jeździe na nartach oraz urazy kończyn górnych. Coraz więcej jest urazów wielonarządowych i urazów głowy, wynikających ze zderzeń, ponieważ zmieniła się technika jazdy, a nowoczesny sprzęt narciarski zachęca do jazdy po łukach z dużą prędkością. "Technika carvingowa pozwala rozwijać dużo większe prędkości niż tradycyjna i ułatwia skręt przy dużej prędkości. Kiedyś trzeba było dużo dłużej pracować nad techniką, żeby potrafić jeździć szybko, a jednocześnie w skręcie, bo narty się ślizgały, a teraz o wiele prościej jeździ się na krawędziach. Przez to narciarze jeżdżą w poprzek stoku z dużą prędkością, tak jak kiedyś snowboardziści i nietrudno się zderzyć. Te zderzenia mogą skutkować poważnymi urazami całego ciała. Dlatego integralną częścią stroju i wyposażenia narciarza powinien być kask" - uważa dr M. Ziółkowski.

Przygotowanie do sezonu

Urazom narciarskim można zapobiec, pod warunkiem odpowiedniego przygotowania do sezonu. "Kiedy wstajemy zza biurka, jedziemy na krótki urlop i chcemy maksymalnie wykorzystać ten czas, czyli jeździmy na nartach codziennie od 8 do 16, a często jeszcze wieczorem przy sztucznym oświetleniu stoku, to się z reguły kończy źle. Do poważnych urazów najczęściej dochodzi wcale nie pierwszego czy drugiego dnia, tylko zwykle pod koniec krótkiego urlopu, w godzinach popołudniowych, kiedy mięśnie są zmęczone i czasami brakuje ułamków sekundy, żeby je w odruchu obronnym napiąć i ustabilizować kolano" - zauważa M. Ziółkowski.
Dlatego radzi, by o wyjeździe na narty pomyśleć minimum trzy tygodnie wcześniej i przygotować mięśnie do tego wzmożonego wysiłku.
"Na pewno przydadzą się ćwiczenia na siłowni, wzmacniające mięśnie uda: czworogłowy i dwugłowy, mięśnie pośladkowe, mięśnie brzucha i grzbietu. Dobrze jest wykonywać ćwiczenia tzw. czucia głębokiego, dzięki którym mięśnie będą szybciej się napinały, odpowiednio stabilizując stawy, i zapobiegną ich uszkodzeniom. Wysiłek na nartach jest bardzo złożony, jest to połączenie wytrzymałości i szybkości, siły i dynamiki. To bardzo wszechstronny sport. Dlatego myśląc poważnie o jego uprawianiu, dobrze jest już poza sezonem poprawić ogólną wytrzymałość, jeżdżąc na rowerze, biegając lub pływając w basenie. Także ogólna sprawność i gibkość jest ważna, kiedy dzieje się coś złego, kiedy upadamy, bo od niej zależy, czy upadniemy bezwładnie i bezbronnie, czy też nie" - przestrzega M. Ziółkowski.
Warto też pamiętać o ograniczeniach wynikających z wieku. Po wielu latach jazdy na nartach, mimo doskonałej techniki, możemy nie ustrzec się przed urazami, których wcześniej potrafilibyśmy uniknąć.
Bardzo ważną rzeczą jest dobór sprzętu: wiązań, butów, dopasowanie długości nart i siły wypięcia wiązań. "Jeżeli but jest za luźny, jesteśmy narażeni na urazy stawu skokowego. Kiedyś narciarze z powodu zbyt niskich butów łamali kość piszczelową, teraz buty są wysokie, więc złamań piszczeli jest mało, natomiast częściej zdarzają się urazy kolan" - mówi M. Ziółkowski.

Jedź rozsądnie!

Najważniejszy jest więc rozsądek: jeśli jesteś zmęczony, najwyższa pora zdjąć narty. I jeszcze jedna rada - prawidłowa kolejność to: narty, dopiero potem wizyta w barze, a na koniec zjazd najprostszą drogą na dół, najlepiej wyciągiem. Nigdy w innej kolejności, bo alkohol i narty nie dają się pogodzić.
Zwłaszcza że prawie w każdym urazie i kontuzji działa jeszcze element przypadku. "Nie mogę powiedzieć, że nie byłem w tym roku przygotowany do sezonu, bo zawsze to robię. To była kwestia przypadku, że trafiłem na jakąś nierówność na śniegu. Akurat takie uderzenie i taki mechanizm urazu, że narta nie miała możliwości wypięcia" - opowiada o doznanym w Korbielowie urazie dr M. Ziółkowski.
Rywale odetchnęli z ulgą, bo podczas Mistrzostw Polski Lekarzy na początku lutego nie wystąpi na pewno. A co dalej? Mistrzostwa świata lekarzy odbywają się w tym roku 21-25 marca.
"Nie wiem, czy się uda zdążyć z rehabilitacją. Potrzebuję na to 6-8 tygodni. Zbyt wczesny powrót do sportu po urazie źle się kończy, gdy jesteśmy nieprzygotowani, noga nie jest zrehabilitowana, mięśnie są osłabione, uraz można ponowić albo pogłębić. To jest bardzo niebezpieczne. Po tych 6-8 tygodniach okaże się, czy uda się na tyle dużo pojeździć, na tyle się przygotować, żeby pojechać na mistrzostwach bezpiecznie. Przejazd slalomu giganta trwa ponad minutę, to jest dużo. Ale kto wie..." - mówi dr Marcin Ziółkowski.




Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Beata Lisowska

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.