W Polsce (nie)warto być medykiem? Jankowski o zderzeniu z górą lodową
Zmiany systemowe w polskiej ochronie zdrowia nie nadążają za dynamicznie zmieniającymi się potrzebami pacjentów, lekarzy i wyzwaniami rzeczywistości. Młodzi medycy mówią “work-life balance”, pacjenci oczekują empatii i partnerstwa w procesie leczenia. - Jeżeli szybko nie wspomożemy personelu medycznego w ich zadaniach, zderzymy się z górą lodową - ostrzega dr Łukasz Jankowski, prezes NRL.

Idziemy w kierunku medycyny opartej na doradztwie, rozwija się sztuczna inteligencja i informatyzacja w medycynie, młodzi lekarze oczekują godnej pracy i płacy, ważna jest dla nich koncepcja work-life balance (równowaga pomiędzy pracą a życiem prywatnym - red.). Tymczasem kierunek, w którym idzie system OZ, zwiastuje katastrofę. Dzisiaj prawie jedna trzecia lekarzy jest w wieku emerytalnym lub okołoemerytalnym - wyliczał w czwartek (9 czerwca) Łukasz Janowski, prezes Naczelnej Rady Lekarskiej podczas Kongresu Szczyt Zdrowie.
Dyskusję m.in. o tym, czy w Polsce warto być medykiem, zorganizowały Instytut Ochrony Zdrowia oraz Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego PZH-PIB.
Zmienia się spojrzenie na leczenie
Jak mówił Łukasz Jankowski, w Polsce rozumienie leczenia dynamicznie się zmienia. - Pierwszy kierunek to rozwój sztucznej inteligencji czy narzędzi terapeutycznych do tej pory nam nieznanych. Za tym idzie zmiana pewnego paradygmatu leczenia. Byliśmy wychowani w medycynie patriarchalnej, gdzie to lekarz w pewnym sensie narzucał pacjentowi rozwiązania, a chory na dobrą sprawę nie wiedział nawet, na jakie idzie badanie i co będzie miał wykonywane. Dziś idziemy w kierunku medycyny opartej na doradztwie - tłumaczył prezes Naczelnej Rady Lekarskiej.
Dodał, że w jego ocenie młodzi lekarze i lekarki wchodzący do systemu już teraz czują się bardziej doradcami zdrowotnymi pacjenta niż lekarzami, którzy mieliby narzucać swoją wiedzę.
- Myślę, że to kierunek, który dotyczy nie tylko systemu ochrony zdrowia. On też dzieje się na zewnątrz, mówimy: mój dietetyk, mój psychoterapeuta, mój doradca. Za chwilę będziemy mówili: mój lekarz. Pacjent wymaga zaopiekowania się nim już nie tylko przez empatycznego lekarza czy pielęgniarkę, ale również dobrych warunków leczenia, dostępu do nowoczesnych technologii czy po prostu do samych świadczeń. Lekarz przyszłości będzie stawiał na indywidualizację leczenia, będzie umiał wykorzystywać nowoczesne technologie, ale będzie w stosunku do nich również krytyczny - wskazywał Jankowski.
Prezes NRL podkreślił też, że nowi rezydenci, stażyści, którzy wchodzą obecnie do systemu OZ, „mają zupełnie inne podejście do tego, jak powinna wyglądać ich praca”. - Mówią: work-life balance - zauważył.
Jankowski o katastrofie, zderzeniu z górą lodową
Szef Naczelnej Rady Lekarskiej mówił, że jeśli popatrzymy na demografię polskiego systemu ochrony zdrowia, to „wyjdzie nam czarno na białym, że nie jesteśmy przygotowani do wdrożenia tych wszystkich zmian”. - Co więcej kierunek, w którym nieuchronnie idzie system, zwiastuje nadchodzącą katastrofę. Dzisiaj prawie jedna trzecia lekarzy jest w wieku emerytalnym lub okołoemerytalnym. Jeżeli szybko nie wspomożemy personelu medycznego w zadaniach, które ma w tej chwili, zderzymy się z górą lodową – ostrzegał.
Skuteczne wsparcie – zdaniem Jankowskiego – jest możliwe. W tym kontekście wymienił narzędzia teleinformatyczne czy zawody pomocnicze w ochronie zdrowia. - Jeżeli spojrzymy na systemy zachodnie, jest lekarz, który leczy, pielęgniarka, która pielęgnuje i uczestniczy w zespole terapeutycznym, ale jest też bardzo dużo ludzi dokoła, którzy spełniają inne funkcje i odciążają lekarzy i pielęgniarki – mówił.
Dodał, że postęp w polskim systemie OZ ograniczają także złe rozwiązania prawne.
Lekarz boi się leczyć
Zdaniem Jankowskiego obecnie lekarzom „wiąże się ręce” odpowiedzialnością karną za niezawiniony błąd medyczny. – Oczywiście medycy są odpowiedzialni za leczenie pacjenta od A do Z, ale presja związana z ryzykiem karnym to leczenie pogarsza. Z drugiej strony pacjent oczekuje, że lekarz będzie go leczył najlepiej jak potrafi, że będzie uczył się na swoich błędach – wskazywał. Tłumaczył, że chirurg, który przed operacją chorego jest narażony na straszenie przez jego bliskich, że w razie błędu zostanie zaskarżony, że ryzykuje karnie, będzie operował gorzej.
- Zniesienie odpowiedzialności karnej przy utrzymaniu odpowiedzialności cywilnej i wdrożeniu jakiejś formy zadośćuczynienia pacjentowi, gdyby taki błąd się zdarzył, pozwala zdjąć presję z chirurga, lekarza, pielęgniarki i sprawi, że nie będziemy bać się, że jakiś niezawiniony błąd przerwie naszą ścieżkę zawodową – podkreślał Jankowski.
Jak mówił, mamy „pewne niezrozumienie systemu no-fault”. - Jeżeli kierowca autobusu wyprzedza „na trzeciego” i kogoś potrąci na przejściu, to za to odpowiada. Podobnie medyk, który popełnia rażący błąd medyczny. Sęk w tym, że kierowca autobusu, któremu byśmy grozili gdy jedzie zgodnie z przepisami, nie mógłby dobrze wykonywać swojej pracy. Tak jest w ochronie zdrowia – mimo fachowego leczenia zdarza się, że chodzimy po prokuraturach, grozi nam się sądem. Taka presja i - ogólnie – trudne warunki pracy sprawiają, że wiele osób decyduje się na wyjazd z Polski – tłumaczył prezes NRL.
Skonstatował, że oczekiwania pacjentów rosną i będą rosły i nie interesuje ich to, jak działa system – chcą być leczeni w dobrych warunkach i przez empatycznych, zaangażowanych lekarzy. Za tym – zdaniem Jankowskiego – nie nadążają zmiany systemowe, prawne.
PRZECZYTAJ TAKŻE: Biurokracja kradnie lekarzom czas, a chorzy czują się zaniedbani. “Gdzieś pomiędzy” są pielęgniarki [RAPORT]
Źródło: Puls Medycyny