USA: stwardnienie rozsiane błędnie rozpoznawane u 18 proc. badanych
Stwardnienie rozsiane (SM) może być błędnie diagnozowane aż w 18 proc. przypadków - wynika z przeprowadzonych w USA badań. Przeciętnie przez cztery lata pacjentów leczono z powodu SM, którego nie mieli, zanim w końcu udało się postawić właściwą diagnozę.
Retrospektywną analizę obejmującą 241 pacjentów przeprowadzili naukowcy z Cedars-Sinai Multiple Sclerosis and Neuroimmunology Center, University of California - Los Angeles (UCLA) oraz University of Vermont. Informuje o niej pismo "Multiple Sclerosis and Related Disorders".

Pacjenci zdiagnozowani przez innych lekarzy trafili do dwóch największych centrów medycznych w Los Angeles - Cedars-Sinai oraz UCLA w ciągu jednego roku. Tamtejsi specjaliści postanowili sprawdzić, jak często stawiana przez kierującego lekarza diagnoza była nieprawidłowa, i zidentyfikować wspólne cechy osób z błędnym rozpoznaniem.
Jak się okazało, nieprawidłowe diagnozy SM postawiono 18 proc. osób objętych badaniem.
Rozpoznanie SM jest trudne. Zarówno objawy, jak i wyniki badania obrazowego rezonansem magnetycznym mogą przypominać np. udar, migrenę czy niedobór witaminy B12.
Wiele osób trafiających do specjalistycznego ośrodka z diagnozą SM nie spełniało kryteriów niezbędnych do rozpoznania tej choroby. Przeciętnie przez cztery lata leczono ich z powodu stwardnienia rozsianego, którego nie mieli, zanim w końcu udało się postawić właściwą diagnozę.
Jak zaznaczają uczestniczący w badaniach specjaliści, gdy trafia do nich pacjent z rozpoznaniem SM, zaczynają diagnozowanie od początku. Najczęściej (16 proc.) prawidłowym rozpoznaniem okazywała się migrena, następnym w kolejności - izolowany zespół radiologiczny, w którym pacjent nie odczuwa objawów SM, chociaż badania obrazowe sugerują chorobę. Mniej częsta jest spondylopatia oraz neuropatia.
Autorzy mają nadzieję, że dzięki nowym biomarkerom oraz ulepszonym technikom obrazowania uda się poprawić procedury diagnostyczne i zapobiec wielu przyszłym pomyłkom.
W przypadku 72 proc. nieprawidłowo zdiagnozowanych osób lekarze przepisali im leki typowe dla SM, z których stosowaniem wiążą się często istotne skutki uboczne. 48 proc. z tych pacjentów otrzymało terapie niosące ze sobą ryzyko postępującej wieloogniskowej leukoencefalopatii, poważnej choroby substancji białej mózgu, spowodowanej przez zakażenie wirusowe. Z drugiej strony brak było odpowiedniego leczenia właściwej choroby.
Jak szacują autorzy, tylko w przypadku osób objętych badaniem niepotrzebne leczenie kosztowało niemal 10 milionów dolarów, pociągając za sobą także mniej wymierne niekorzystne skutki medyczne i psychologiczne. (PAP)
Źródło: Puls Medycyny
Podpis: Paweł Wernicki (PAP)