Urzędowe limity dla dzieci w hospicjach
Wypowiedź wiceministra zdrowia Bolesława Piechy o tym, że dzieci w hospicjach niechorujące na raka ?nie zamierzają umrzeć w sensownym czasie" na nowo podgrzała dyskusję o wymogach, jakie Narodowy Fundusz Zdrowia stawia przy finansowaniu usług świadczonych przez te placówki.
To nie są sztywne zapisy
Rzecznik prasowy centrali funduszu Jolanta Kocjan twierdzi, że oddziały wojewódzkie nie trzymają się sztywno zapisu i wyrażają zgodę na zwiększenie w hospicjach dla dzieci odsetka pacjentów nienowotworowych. "Na Dolnym Śląsku podpisaliśmy kontrakt na takie świadczenia z Akademickim Dolnośląskim Zespołem Opieki Paliatywnej dla Dzieci. Za osobodzień w hospicjum domowym płacimy 64,02 zł. To stawka wynegocjowana podczas konkursu za świadczenia udzielane wszystkim dzieciom" - mówi Joanna Mierzwińska, rzecznik wrocławskiego oddziału NFZ. Inaczej jest jednak w województwie mazowieckim. Tu dyrektor oddziału zgodził się na odstąpienie od wymagań, ale w Warszawskim Hospicjum dla Dzieci zakontraktował usługi po obniżonej cenie. Jeden dzień opieki nad małym pacjentem wycenił na 56,40 zł.
"Jeżeli w ogóle dojdzie do zmiany przepisu określającego, że tylko 40 proc. dzieci leczonych w hospicjum może cierpieć na choroby inne niż nowotworowe, to najszybciej w przyszłorocznych zasadach kontraktowania usług przez NFZ" - twierdzi Jolanta Kocjan.
Złe prawo
Nie tylko przepisy NFZ wzbudzają kontrowersje. W ocenie rzecznika praw dziecka, przesłany do konsultacji społecznych projekt rozporządzenia ministra zdrowia w sprawie standardów postępowania i procedur medycznych z zakresu opieki paliatywno-hospicyjnej w ZOZ-ach nie zawiera zapisów odnoszących się do dzieci. E. Sowińska w liście do ministra zdrowia zarzuca, że całkowicie zostały pominięte, oparte na wieloletnich doświadczeniach, postulaty środowiska pediatrycznego (m.in. z Instytutu Matki i Dziecka czy Centrum Zdrowia Dziecka). Zdaniem doc. A. Dobrzańskiej, populacja wieku rozwojowego nie może być porównywana z populacją dorosłych. "Najczęściej do opieki hospicyjnej domowej kierujemy dzieci z ciężkim uszkodzeniem ośrodkowego układu nerwowego, letalnymi zespołami uwarunkowanymi genetycznie i wrodzonymi błędami metabolizmu" - twierdzi A. Dobrzańska. Powołuje się przy tym na badania z 2005 r., kiedy w 37 hospicjach w Polsce leczono 442 dzieci w wieku do 17 lat. Wśród nich było 100 dzieci cierpiących na choroby nowotworowe i 342 dzieci nieuleczalnie chorych z innych przyczyn.
Walka o godność i jakość życia
Kontrowersyjna wypowiedź wiceministra B. Piechy miała na celu umotywowanie zasadności utrzymania w hospicjach limitu 40 proc. miejsc dla dzieci z chorobami innymi niż nowotworowe. W liście do rzecznika praw obywatelskich pisze on, że do hospicjów domowych dla dzieci kierowano coraz więcej pacjentów z chorobami nienowotworowymi, których stan zdrowia wskazywał, że nie były "w stanie terminalnym" i wymagały leczenia. Zdaniem dr. Tomasza Dangela, specjalisty medycyny paliatywnej i założyciela Warszawskiego Hospicjum dla Dzieci, liczba dzieci z chorobami nienowotworowymi stopniowo wzrasta (wg jego badań w roku 1999 było ich 72, a w 2005 - 342), ale pojęcie "stan terminalny" jest w większości przypadków dzieci kwalifikowanych do domowej opieki paliatywnej nieprzydatne. "To pojęcie używane w medycynie paliatywnej dla dorosłych. W pediatrii może być stosowane w zasadzie tylko w przypadkach chorób nowotworowych. Dzieci znajdujące się pod opieką hospicjów domowych są nadal leczone, zmienia się tylko cel leczenia - jest nim poprawa jakości życia, a nie jego przedłużanie - tłumaczy T. Dangel. - Jest to zgodne z zasadami pediatrycznej opieki paliatywnej i nie uzasadnia wprowadzenia limitu".
Źródło: Puls Medycyny
Podpis: Edyta Szewerniak-Milewska