To pacjent powinien wybierać

Ewa Szarkowska
opublikowano: 10-11-2010, 00:00

O potrzebie rozwoju rynku ubezpieczeń zdrowotnych w Polsce „Puls Medycyny” rozmawia z Łukaszem Zalickim, partnerem zarządzającym w firmie doradczej Ernst & Young.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
Po co nam dodatkowe ubezpieczenia zdrowotne w Polsce? Przecież płacimy już 9,5 proc. obowiązkowej składki na zdrowie.

- W rzeczywistości wydajemy na zdrowie znacznie więcej. Płacimy za usługi spoza koszyka gwarantowanego, a częściowo płacimy podwójnie za usługi zdrowotne, które Narodowy Fundusz Zdrowia gwarantuje nam w ramach koszyka. Ponieważ są do nich długie kolejki, jesteśmy skłonni zapłacić za nie drugi raz, żeby szybciej je uzyskać. W ten sposób dobrowolnie, bo nikt nas do tego nie zmusza, wydajemy dodatkowo ponad 20 mld zł.
Chodzi o to, żeby obecne bardzo prymitywne metody prywatnego zakupu usług medycznych zamienić na instrumenty bardziej cywilizowane, czyli polisy ubezpieczeniowe. Obywatele będą sami decydować, czy chcą płacić za usługi medyczne tak, jak teraz, czy nabędą polisę. Dziś rynek dodatkowych polis zdrowotnych jest szczątkowy – jego wartość szacuje się na ok. 200 mln zł. Barierą w jego rozwoju jest m.in. brak definicji ubezpieczenia zdrowotnego w ustawie ubezpieczeniowej i dalszych regulacji. Ponieważ nie ma takiej definicji, funkcjonuje usługa abonamentowa, która jest de facto nienazwanym ubezpieczeniem zintegrowanym ze świadczeniem usług medycznych. Wartość tego rynku (ubezpieczeń i abonamentowego) szacuje się na ponad 2 mld zł.


To w jaki sposób do systemu opieki zdrowotnej trafia pozostałe 18 mld zł?

- Pozostałe kwoty, pewnie nieco powyżej 20 mld złotych, trafiają na rynek w postaci zapłaty bezpośredniej gospodarstwa domowego za pojedyncze świadczenia (porady lekarskie, badania, zabiegi itd) oraz leki. Ponieważ płatności te są realizowane przez klientów systemu (pacjentów) jednorazowo, za każdy produkt lub usługę – jednostkowe ceny są relatywnie wysokie, a klient nie ma dużej siły zakupowej, aby wpływać na warunki bądź jakość tych świadczeń.


Czy beneficjenci tego, jak pan mówi, prymitywnego sposobu płacenia za poszukiwane usługi zdrowotne, będą zainteresowani cywilizowaniem rynku? Mogą przecież stracić część dochodów, nieformalnych wpływów…

- Nie mówimy tu o nieformalnych wpływach. Te ponad 20 mld złotych wydatków to rynek oficjalny, rejestrowany. Ale zgadzam się z kierunkiem pytania. Jeżeli wprowadzimy firmę ubezpieczeniową pomiędzy klientów (pacjentów) a świadczeniodawców, wówczas możliwość uzyskiwania nieformalnych wpływów ulegnie znacznemu ograniczeniu. Mało tego, większa siła zakupowa i znajomość rzeczy po stronie firmy ubezpieczeniowej spowoduje, że na tym rynku będzie większa presja konkurencyjna na dostawców. Z korzyścią dla pacjentów. Jeśli pacjenci będą to dostrzegać jako wartość, wówczas rynek ubezpieczeń będzie się rozwijał.


Czy dzięki wprowadzeniu dodatkowych ubezpieczeń zdrowotnych w systemie będzie więcej pieniędzy niż obecnie?

- Jeżeli część z nas zamieni ponoszone dodatkowo wydatki na zdrowie na dobrowolne polisy ubezpieczeniowe, to wcale nie oznacza, że nagle wydamy więcej. Dodatkowe ubezpieczenia zdrowotne to jest po prostu bardziej nowoczesny sposób wydawania przez nas tych samych pieniędzy. Będą one wprowadzane na rynek przez profesjonalnych graczy i bardziej systemowo zarządzane. Oczywiście, wraz z rozwojem tego rynku, dalszym wzrostem kosztów świadczeń w systemie ochrony zdrowia (demografia, innowacje) oraz postępującą edukacją pacjentów dotyczącą tej metody nabywania świadczeń, pojawią się dodatkowe pieniądze w systemie ochrony zdrowia.


Cały wywiad znajdziesz w najnowszym Pulsie Medycyny nr 16 (219).


Aktualna oferta prenumeraty Pulsu Medycyny

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Ewa Szarkowska

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.