To nie koniec strajków?

Anna Gwozdowska
opublikowano: 03-10-2007, 00:00

Na kilka dni przed pierwszym dniem października lekarze ustępowali i wycofywali złożone trzy miesiące wcześniej wypowiedzenia. Jednocześnie szpitale i samorządy z całego kraju alarmowały, że bez szybkiej renegocjacji kontraktów z funduszem zdrowia nie będzie pieniędzy na wypłacenie wynegocjowanych wynagrodzeń.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
Pod koniec września sytuacja w ponad 70 szpitalach w całym kraju, w których związkowcy nie osiągnęli jeszcze porozumienia z dyrekcją, stała się napięta. Dyrektorzy szpitali nieoficjalnie przyznawali, że najprawdopodobniej z powodu zbliżających się wyborów parlamentarnych lekarze byli bardziej nieustępliwi. Nie przekonywały ich obietnice zwiększenia nakładów na ochronę zdrowia w 2008 r.

W 2007 r. wycena punktu bez zmian

W Częstochowie lekarze podpisali nawet zobowiązania, że wpłacą na konto Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy karę w wysokości 20 tys. zł, jeśli wyłamią się z protestu. W trzech szpitalach w Radomiu lekarze do ostatniej chwili odrzucali propozycje podwyżek od 1 stycznia 2008 r. na niższym niż się domagali poziomie. W tym samym czasie dyrektorzy głowili się, jak spełnić żądania pracowników, także ci, którzy już wcześniej podpisali porozumienia. Aby spełnić żądania np. strajkujących w 5 szpitalach podległych urzędowi marszałkowskiemu na Pomorzu, brakowało 13,5 mln zł. Pomorscy lekarze domagali się, jak w całym kraju, podwyżek od 1 października br. Według Anny Szczepańskiej, wicedyrektor Departamentu Zdrowia Urzędu Marszałkowskiego Województwa Pomorskiego w Gdańsku, pieniędzy na podwyżki wynagrodzeń nie można było znaleźć w budżecie szpitali. "Już w lipcu br. 17 ?marszałkowskich" szpitali miało 29 mln zł strat pochodzących z działalności bieżącej i 80 mln zł zobowiązań wymagalnych" - tłumaczyła A. Szczepańska.
Dlatego Sejmik Województwa Pomorskiego wysłał alarmujące listy do premiera, ministra zdrowia i prezesa Narodowego Funduszu Zdrowia. Wicemarszałek województwa pomorskiego, Leszek Czarnobaj zaapelował w nich o zwiększenie od 1 października br. wyceny świadczeń szpitalnych z 10 zł do 18 zł za punkt. Jego zdaniem, tylko wyższa wycena punktu mogła zapobiec eskalacji strajków i zapowiadanym zwolnieniom. Podobnie Artur Puszko, dyrektor Szpitala Specjalistycznego w Nowym Sączu, wystosował list do prezesa NFZ apelując o podwyższenie wyceny punktu z 10,50 zł do 16 zł od 1 października br. Do apeli dyrektorów dołączył wreszcie także Zarząd Krajowy OZZL. "Już otrzymaliśmy odpowiedź, że nie ma takiej możliwości. Najgorsze, że strajkujący nie chcą o tym słyszeć" - przyznał A. Puszko.
Według Andrzeja Troszyńskiego z Biura Komunikacji Społecznej Narodowego Funduszu Zdrowia, zgodnie z art. 158 ust. ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych, zmiana wyceny punktu w ciągu roku nie jest możliwa. "To powszechnie znana prawda. W aneksach można zmieniać liczbę kontraktowanych świadczeń, a nie wycenę punktową" - tłumaczył Polskiej Agencji Prasowej A. Troszyński. Dodał, że tam, gdzie to będzie konieczne, wycena zmieni się w 2008 r.

Potrzebne różowe okulary

Dyrektorzy szpitali widzą przyszłoroczne kontrakty w czarnych barwach. Bernard Waśko, dyrektor Szpitala im. F. Chopina w Rzeszowie, który porozumiał się ze strajkującymi lekarzami już w sierpniu, pod koniec września był pewien, że nie będzie w stanie zrealizować uzgodnionych z podwyżek. Jego zdaniem, z zatwierdzonego przez ministra finansów planu finansowego NFZ wynikało, że na lecznictwo szpitalne fundusz przeznaczy w 2008 r. tylko o 0,4 proc. środków więcej. "1 mln zł na podwyżki tegoroczne jakoś wygospodaruję, ale w czasie negocjacji podwyżek na 2008 r. opierałem się na zapowiadanym przez rząd i NFZ wzroście nakładów na świadczenia. Tym samym spodziewałem się wzrostu przychodów szpitala - tłumaczy B. Waśko. - Czuję się oszukany. Okazuje się, że zamiast dodatkowych przychodów w 2008 r. szpitale na Podkarpaciu otrzymają tylko 94 proc. środków przeznaczonych na świadczenia szpitalne w tym roku". B. Waśkę niepokoi również niższa niż dotychczas punktacja świadczeń, mimo że fundusz obiecuje w 2008 r. wyższą wycenę, na poziomie 12 zł za punkt. "Nie tylko ja, ale wielu kolegów z innych szpitali ocenia, że w przyszłym roku realnie zmniejszy się wartość kontraktów - uważa B. Waśko. - Tymczasem nam zależy na tym, aby wreszcie realnie wzrosła wycena świadczeń".

Dalej dzielenie biedy

Andrzej Troszyński broni planu finansowego NFZ i projektu warunków kontraktowania świadczeń szpitalnych. Jego zdaniem, trzeba założyć, że plan na 2008 r. jeszcze się zmieni, tak jak to się stało w tym roku, trzeba zatem porównywać plan do planu, a nie do zmieniającego się wykonania. "W bieżącym roku, w związku z wyższymi niż planowane dochodami, NFZ mógł zwiększyć wydatki na świadczenia o 2,3 mld zł. Ostatecznie mogą to być nawet 3 mld zł, bo w ostatnich dniach prezes wniósł o kolejne zwiększenie planu NFZ o 720 mln zł" - wyjaśnia A. Troszyński i równocześnie przyznaje, że w 2008 r. fundusz postawił na mniej kosztowną chirurgię jednego dnia z zamiarem ograniczenia wydatków na drogie leczenie szpitalne.
To niewątpliwie sposób na zwiększenie konkurencji, która według prezesa NFZ Andrzeja Sośnierza jest lekarstwem na chorobę polskich szpitali. B. Waśkę taka polityka przekonuje, ale tylko pod warunkiem odważnego przyznania się do tego, które szpitale powinny przestać istnieć. "Trzeba wybrać strategiczne szpitale i dać im więcej, a nie dzielić biedę po równo - przekonuje B. Waśko. - Trzeba zamknąć niepotrzebne szpitale, zamiast zadłużać wszystkie". Tymczasem dyrektor rzeszowskiego szpitala zabezpieczył się, jak mówi, przed niestałością urzędników. Zgodnie z porozumieniem, które podpisał z pracownikami szpitala, podwyżki będą obowiązywać od 1 stycznia przyszłego roku tylko pod warunkiem, że szpital podpisze umowę na 2008 r. O tym, czy zostanie podpisana, będzie decydować wspólnie dyrekcja i personel placówki. W ślady Rzeszowa mogą pójść inne placówki.

Z ostatniej chwili
Kiedy zamykaliśmy ten numer Pulsu Medycyny, w całym kraju 1750 lekarzy wycofało swoje wypowiedzenia. Na negocjacyjnym stole nadal było 2247 wypowiedzeń, które miały zacząć obowiązywać 1 października. Strajki trwały w 67 szpitalach, w tym protesty głodowe, m.in. w szpitalu psychiatrycznym przy ul. Nowowiejskiej w Warszawie. Szczególnie napięta sytuacja miała miejsce w trzech szpitalach w Radomiu. W ostatni piątek września do Radomia pojechał minister zdrowia Zbigniew Religa.
Przedstawiciele OZZL w Radomiu nie chcieli się zgodzić na propozycje podwyżek od 1 stycznia 2008 r., zakładające, że z drugim stopniem specjalizacji będą zarabiać 3920 zł (obecnie 2500 zł). Radomscy lekarze domagali się zarobków od 5600 zł (rezydenci) do 8600 zł. Chcieli także wprowadzenia 48-godzinnego tygodnia pracy. Samorządy Radomia i Warszawy były przygotowane do ewakuacji pacjentów (m.in. do warszawskiego szpitala przy ul. Banacha) w przypadku, gdyby protestujący lekarze ostatecznie odeszli z pracy 1 października.

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Anna Gwozdowska

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.