Superwizor wycisza emocje

Monika Wysocka
opublikowano: 03-03-2004, 00:00

W europejskich i światowych kodeksach etyki zawodowej superwizja jest czymś oczywistym. Lekarze, psycholodzy, pracownicy socjalni mają superwizorów - kogoś z większą wiedzą i doświadczeniem, kto wspiera, pomaga, podsuwa różne możliwości rozwiązań i jest swoistym piorunochronem.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
Specjaliści są zdania, że zespół wypalenia najczęściej dotyczy pielęgniarek psychiatrycznych, onkologicznych i pediatrycznych. ?Fakt, że chorują i umierają dzieci jest potwornie trudny do zniesienia, z kolei na psychiatrii obciążeniem są powracający pacjenci i nieuleczalność, a na onkologii jedno i drugie. Ale takie są koszty tej pracy i powinno być jasne, że trzeba starać się im zapobiegać. Pomoc psychologiczna powinna więc być zapewniona wszędzie tam, gdzie końcowy efekt zależy od postępu medycyny, organizacji pracy oraz działań zawodowych konkretnych osób" - uważa psycholog Bożena Winch, superwizor z wieloletnim doświadczeniem.
W polskich realiach taka pomoc odbywa się tylko wtedy, gdy zainteresowani sami jej szukają i oczywiście - gdy sami za nią zapłacą. ?Każdy, kto chce się rozwijać, kto chce chronić siebie i swoich pacjentów przed popełnieniem błędów, komu zależy na tym, by nie wpaść w rutynę, nie stosować gotowych rozwiązań, konsultuje swoje działania z kimś, kto ma większe doświadczenie i wiedzę. Sama korzystam z takiej formy pomocy i dzięki niej czuję się pewniej" - mówi Mariola Kosowicz, psychoonkolog, terapeuta i trener racjonalnej terapii zachowań z Centrum Onkologii w Warszawie.
Pacjent może stać się zagrożeniem
W pomoc osobom chorym na nowotwór i inne przewlekłe czy nieuleczalne choroby wpisana jest bezradność, współtowarzyszenie cierpieniu zarówno pacjentów, jak i ich rodzin. ?Gdzieś to wszystko trzeba pomieścić, a jak już się nie da - trzeba komuś oddać. Dlatego bardzo się cieszę, kiedy przychodzą do mnie lekarze, choć zazwyczaj przychodzą już w stanach granicznych, gdy sobie nie radzą" - mówi B. Winch. Często powodem przyjścia jest zastanawianie się, czy nie odejść z zawodu. ?Przyglądamy się wtedy wspólnie uzasadnieniom tych decyzji, zastanawiamy się, co jest prawdziwą przyczyną. Na ogół chodzi o poczucie przegranej i bezradność. Ponieważ głównym powodem, dla jakiego wybierają ten zawód jest chęć niesienia pomocy, zastanawiamy się, co się zdarzyło takiego, że już nie można pomagać" - opowiada psycholog.
Część rozmów dotyczy szukania zmiany na poziomie mentalnym. ?Lekarz nie może myśleć, że jego zadaniem jest walka ze śmiercią, ponieważ ta walka jest zawsze przegrana. Lekarz usuwa objawy choroby (jeżeli się da), poprawia jakość życia, minimalizuje cierpienie. A walka ze śmiercią? Musi doprowadzić do poczucia bezradności, przekonania o własnej niemocy i zmniejszyć poczucie sensu. By do tego nie doprowadzić, trzeba umieć postawić zdrową granicę, a najlepszym sposobem jest stawianie sobie zadań na poszczególnych etapach choroby i leczenia" - wyjaśnia M. Kosowicz.
Oprócz rozmowy o przeżywanych stanach emocjonalnych, o wartościach, które da się zrealizować lub nie, o jakości kontaktu i realacji z chorym i rodziną, superwizor stara się pomóc w określeniu metod rozładowywania napięcia. Takie zmiany wymagają zadbania o siebie jako o ?narzędzie swojej pracy".
Kilka lat temu na terenie warszawskiego Centrum Onkologii zorganizowano zajęcia dla lekarzy i pielęgniarek - tzw. grupę Balinta - których założeniem było wspólne omawianie trudnych sytuacji w relacji z pacjentem i pomaganie sobie w ich rozwiązywaniu. Można było w obecności psychologa-superwizora wymienić się uwagami, poznać ocenę innych, poradzić się albo po prostu wyżalić. Niestety, dzisiaj nie ma już takiej grupy. ?Taka forma treningu pozwala na głębsze zrozumienie emocji swoich i pacjenta, a dzięki temu umożliwia zachowanie higieny psychicznej personelu medycznego" - uważa M. Kosowicz.
Płytko i chłodno
Charakterystycznym dla wielu medyków sposobem na przetrwanie jest ochłodzenie relacji z pacjentem, dystans i brak kontaktu. ?Jeżeli ma się jednego dnia 50 pacjentów w poradni i 20 z nich trzeba powiedzieć, że mają nowotwór, ale przyjęcie na oddział możliwe będzie za 5 miesięcy, to zdystansowanie się jest jedynym sposobem" - uważa B. Winch. Podobnie jest z pielęgniarkami, które na nocnym dyżurze mają po kilkunastu pacjentów. Jednak te dystansujące sposoby, choć działają ochronnie, nie dają komfortu. Wywołują często głęboko skrywane, a nawet nieuświadamiane poczucie winy, że nie zadbało się o każdego pacjenta.
Sposobem obrony staje się selekcja - dopuszczanie tylko takiej części informacji, która jest bezpieczna, stąd np. niesłuchanie pacjenta lub spłycanie rozmów do niezbędnego minimum.
Prawdziwy dramat polega jednak na tym, że z jednej strony winny temu jest system, który nie promuje rozwoju, z drugiej jednak często stan niewiedzy wśród samych lekarzy. ?Studenci medycyny nie mają żadnych zajęć z psychologii praktycznej, potrzebnych w późniejszej pracy! Po warsztatach na temat: jak informować rodziców, że ich dziecko ma chorobę nowotworową, zapytałam lekarzy, którzy brali w nich udział, co było dla nich najważniejsze. Usłyszałam, że wychodzą z tych zajęć z przekonaniem, że dbanie o emocjonalną stronę pacjenta jest ważne i możliwe dla nich. Załamałam się, że ludziom, którzy na co dzień pracują z chorymi, trzeba tłumaczyć takie podstawy" - opowiada B. Winch.
Zaopiekuj się mną
Kiedy do psychologa trafia psycholog, świadczy to o tym, że stracił wiarę, iż może sam sobie pomóc. W ocenie Bożeny Winch, wizyta u superwizora jest drogą do szukania możliwości rozwoju osobistego, który to rozwój jest niezbędny, gdy pracuje się z innymi ludźmi i na rzecz ludzi. Psycholog często nie ma się z kim podzielić tym, co przeżywa, bo wie, że opowiadanie znajomym lub rodzinie o kolejnym umierającym pacjencie nie wchodzi w rachubę. ?Przychodzą do mnie osoby z potwornymi obciążeniami: to im pacjenci opowiadają o dzieciach, które zostawią, o sprawach, których już nie da się załatwić. Jeden z wolontariuszy musiał ratować młodego, nieuleczalnie chorego chłopaka, który przy nim chciał wyskoczyć z okna. Ale pacjenci mówią też o tym, jak w sytuacji, gdy stawką jest ich życie, nie potrafią dogadać się z lekarzami, jak złości bezradność wobec systemu, który pomniejsza ich szanse na wyzdrowienie" - opowiada superwizor.
Dojrzewanie decydentów
O tym nie zawsze da się zapomnieć, zostawić za drzwiami gabinetu. ?Mam pacjentów, których nigdy nie zapomnę i wcale mi to nie przeszkadza, nie męczy mnie to. Wiem, że dużo się od nich nauczyłam i potrafię z tego czerpać. Ale zdarzało mi się też, że wracając do domu musiałam zatrzymywać samochód, by ochłonąć, uspokoić emocje, zdarzało mi się płakać z żalu i bezsilności" - zwierza się M. Kosowicz.
Obcowanie z dramatami innych na co dzień wymaga od psychologa klinicznego wewnętrznej równowagi i dojrzałości w podejściu do problemu - choroby, możliwości jej leczenia i pokory wobec śmierci. ?Lekarz, który walczy o życie pacjenta, a jego śmierć przyjmuje jako osobistą porażkę, jest na najlepszej drodze do wypalenia zawodowego. To pokazuje, że żadna skrajność nie jest dobrym rozwiązaniem: ani nadmierna identyfikacja z pacjentem, ani odsuwanie się i traktowanie pacjenta na dystans" - mówi M. Kosowicz. W onkologii jest wyjątkowo trudno, bo pacjent przeżywający załamanie i poczucie napiętnowania nieuleczalną chorobą, wnosi tę emocję w relacje z personelem medycznym. ?Otwarty kontakt z pacjentem jest dużym wyzwaniem. Bo choć życzliwość, budowanie zaufania, empatia powinny należeć do standardowych zachowań całego ?białego personelu", to w wielu przypadkach umiejętności te z czasem mogą przygasać i pozostaje zmęczenie oraz frustracja drugim człowiekiem, co w konsekwencji prowadzi do psychofizycznego zmęczenia wykonywaną pracą" - tłumaczy M. Kosowicz.
Do tego, by wszystkie te emocje poukładać według odpowiedniej hierarchii ważności, by nie gromadzić w sobie bezsilności i żalu, by zdystansować się, potrzebne są regularne superwizje albo świadomość, że taka możliwość istnieje. Ale do tego muszą dorosnąć także decydenci, od których zależy stworzenie sprawnego systemu.

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Monika Wysocka

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.