Strajk lekarzy: długa droga do porozumienia

Anna Gwozdowska
opublikowano: 13-06-2007, 00:00

Ponad 20 dni strajków szpitali nie przyniosło na razie żadnych rozstrzygnięć. Lekarze zarzucają rządowi, że nadal nie traktuje ich protestów poważnie.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
W całym kraju strajkuje obecnie 226 szpitali, a kolejne 46 mają do nich dołączyć 18 czerwca. Według Krzysztofa Bukiela, przewodniczącego Zarządu Krajowego Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy, już w 21 szpitalach lekarze złożyli trzymiesięczne wypowiedzenia. Jego zdaniem, na przełom w rozmowach z rządem nie ma jednak co liczyć. "Do tej pory nie było jeszcze prawdziwych negocjacji. To raczej przymierzanie się do negocjacji" - podsumowuje K. Bukiel.

Zdania odrębne

W drugim tygodniu strajków, za pośrednictwem wicepremierów Przemysława Gosiewskiego i Zyty Gilowskiej, związkowcy dowiedzieli się raz jeszcze, że pieniędzy na postulowane przez OZZL podwyżki w tym roku nie będzie. Bardzo ostro wypowiedział się w tej sprawie także premier Jarosław Kaczyński, który zadeklarował, że nie dopuści do zburzenia tegorocznego budżetu nawet za cenę utraty władzy. Rząd i przedstawicieli OZZL różnią także szacunki dotyczące kosztów podwyżek dla budżetu państwa. Rząd oceniał dotąd, że podwyżki, których domagają się lekarze kosztowałyby 15 mld zł, a związkowcy szacują, że wzrost płac obciążyłby budżet sumą 4 mld zł. Statystyki dotyczące płac, na których opierał się dotąd rząd, zostały zakwestionowane przez związkowców, dlatego resort zdrowia w pośpiechu rozesłał do szpitali ankiety z pytaniem o wynagrodzenia lekarzy. "Rząd wpadł we własną pułapkę, bo ze statystyk, które nam pokazał wynika, że lekarze zarabiają od 3600-6500 zł, a to oznacza, że podwyżki, które postulujemy, wcale nie kosztowałyby 15 mld zł" - komentuje K. Bukiel.
"To strona związkowa nie ma pełnych danych i ma, w naszym przekonaniu, błędne wyobrażenie o tym, jak wyglądają wynagrodzenia - odpiera zarzuty Paweł Trzciński, rzecznik resortu zdrowia. - Wypełnione ankiety będą realną podstawą do rozmów".
Obie strony konfliktu różnią się także co do zmian potrzebnych w systemie ochrony zdrowia. OZZL postuluje przekształcenie szpitali w spółki prawa handlowego, podczas gdy wicepremier
P. Gosiewski powiedział dziennikarzom, że ewentualna prywatyzacja szpitali w polskich warunkach odbyłaby się w wąskim gronie zainteresowanych, czemu rząd jest przeciwny. Według premiera J. Kaczyńskiego, kwestię prywatyzacji będzie można rozstrzygnąć dopiero w ewentualnym ogólnonarodowym referendum.

Wszystkim po równo

Związkowcy podtrzymują swoje postulaty płacowe. Jednak na spotkaniu z wicepremier Z. Gilowską domagali się również przeznaczenia 5 proc. PKB na ochronę zdrowia. "Niestety, nie dowiedzieliśmy się, na co rząd przeznaczy ok. 20 mld zł nadzwyczajnych przychodów wynikających z szybkiego wzrostu gospodarczego. Pani wicepremier mówiła, że rząd ma inne priorytety (niż podwyżki dla lekarzy - red.). Poza tym powtarzała, że trzeba się liczyć z różnymi zobowiązaniami, także wobec koalicjantów" - opowiada K. Bukiel. Lekarze zwrócili się w tej sprawie do prezydenta RP. "Jeszcze nigdy sytuacja budżetu nie była tak dobra, jak obecnie - piszą w kolejnym liście do prezydenta Lecha Kaczyńskiego związkowcy. - Branże rynkowe korzystają na tym w sposób naturalny. Aby skorzystała również służba zdrowia, potrzebna jest decyzja polityczna. O tę decyzję prosimy". Lekarze chcą także gwarancji płac minimalnych w formie układu zbiorowego. Akurat takie postulaty nie podobają się dyrektorom szpitali. "Chciałbym, jako dyrektor i szef kliniki, mieć wybór, komu więcej zapłacić za dobrą pracę - argumentuje prof. Marian Zembala, dyrektor Śląskiego Centrum Chorób Serca. - Jeśli są lekarze-perełki, wybitnie zdolni i pracowici, a mam takich, to ja im dam 8 tys. zł. Innym, leniwym, nie dam. Socjalizm się skończył".
Tymczasem rząd nadal próbuje przekonać związkowców do zakończenia strajków obietnicą zwiększonych nakładów na całą ochronę zdrowia. Wicepremier Przemysław Gosiewski powiedział dziennikarzom, że w 2008 r. rząd przeznaczy na świadczenia zdrowotne dodatkowo 5,8 mld zł. Także w tym roku będzie więcej pieniędzy na świadczenia, ponieważ NFZ ma 652 mln zł dodatkowych przychodów, a z rezerwy resortu zdrowia otrzyma 200 mln zł. Zakup większej liczby świadczeń ma, według wicepremiera, stopniowo skracać kolejki do specjalistów i równocześnie zadowolić lekarzy. 50-60 proc. wartości świadczeń zdrowotnych to, zdaniem wicepremiera, koszty pracy.
Pieniędzy w systemie ochrony zdrowia będzie być może jeszcze więcej, bo według Andrzeja Sośnierza, prezesa NFZ, ze względu na szybki wzrost gospodarczy, tegoroczny budżet funduszu może być nowelizowany jeszcze dwukrotnie. Rząd obiecuje nowelizację ustawy podwyżkowej z 22 lipca 2006 r., zapewniając utrzymanie także w 2008 r. 30 proc. wzrostu funduszu płac. Na 2008 r. została też zaplanowana 30-procentowa podwyżka dla lekarzy rezydentów, których nie objął tegoroczny wzrost płac. Będzie kosztować budżet około 54 mln zł. Zyta Gilowska zgodziła się również na wprowadzenie od przyszłego roku możliwości odliczania kosztów prywatnych usług medycznych od podatku dochodowego dla osób fizycznych. Postawiła jednak warunek: lekarze będą dokumentować dochody z tytułu świadczenia odpłatnych usług medycznych w kasach rejestrujących.

Gra na czas

Oferta rządu nie przekonuje związkowców. K. Bukiel nazywa ją grą na dwie strony i próbą skłócenia lekarzy z pacjentami. "Nie zgadzamy się na to, aby dodatkowe środki przeznaczyć na świadczenia, jeśli ma to dla nas oznaczać więcej pracy - przekonuje K. Bukiel. - Za to zgadzamy się na zwiększenie wyceny świadczeń". I tu pojawia się kolejna przeszkoda w negocjacjach rządu z pracownikami ochrony zdrowia. Uczestniczące w rozmowach pozostałe związki zawodowe, m.in. NSZZ "Solidarność" i przedstawicielki pielęgniarek i położnych, wolałyby, aby pieniądze na podwyżki były - tak jak w ustawie z 22 lipca 2006 r. - "znaczone".
"Ministerstwo zdrowia najwyraźniej lekceważy kwestię ustawowego uregulowania wynagrodzeń, dlatego trzeba utrzymać ustawę z 2006 r. - uważa Maria Ochman, przewodnicząca Sekretariatu Ochrony Zdrowia NSZZ "Solidarność". - Obawiamy się, że w przeciwnym razie dyrektorzy szpitali mogą nie wypłacić w 2008 r. przyznanych już 30-procentowych podwyżek". M. Ochman nie liczy jednak na rychły przełom w rozmowach z rządem. "Chcą przeciągnąć rozmowy do wakacji, ale po wakacjach protesty mogą wybuchnąć ze zdwojoną siłą" - przekonuje M. Ochman. Dlatego "Solidarność", wspólnie z Federacją Związków Zawodowych Pracowników Ochrony Zdrowia i Pomocy Społecznej oraz Ogólnopolskim Związkiem Zawodowym Pielęgniarek i Położnych wezwały do udziału w manifestacji zapowiedzianej na 19 czerwca na Placu Zamkowym w Warszawie.

Na Podkarpaciu najgoręcej
Strajkujący lekarze zaczęli składać wypowiedzenia z pracy. W województwie podkarpackim na ten krok zdecydowało się już ponad 800 szpitalnych specjalistów.

"Większość ma trzymiesięczny okres wypowiedzenia. Te z krótszym terminem są zdeponowane w związku i trafią na biurka dyrektorów później. Oznacza to, że pod koniec sierpnia w regionalnych szpitalach może zabraknąć specjalistów" - mówi Zdzisław Szramik, przewodniczący oddziału podkarpackiego OZZL.
Lekarze zapowiadają, że wypowiedzenia są gotowi cofnąć tylko pod jednym warunkiem - jeżeli dostaną podwyżki. Tyle że dyrektorzy szpitali mogą nie wyrazić zgody na cofnięcie wypowiedzeń wszystkim lekarzom. Na taką ewentualność strajkujący są jednak przygotowani. Podpisują zobowiązania, że nie będą uczestniczyli w indywidualnych rozmowach dotyczących powrotu do pracy. Albo wszyscy wrócą na te same stanowiska, albo nie wróci nikt - zapowiadają.
Dyrektorzy szpitali nie czekają na rozwój wypadków bezczynnie. "Wierzymy, że rząd dojdzie do porozumienia ze strajkującymi, ale mamy też zgodę samorządu, aby ogłaszać konkursy i szukać lekarzy gotowych pracować na kontrakcie" - mówi Janusz Solarz, dyrektor Szpitala Wojewódzkiego nr 2 w Rzeszowie. Do strajku przygotowują się także pielęgniarki. W 85 proc. szpitali siostry weszły już w spory zbiorowe.
Podkarpackie to jeden z regionów, gdzie zasięg lekarskiego protestu jest największy. W województwie strajkują 23 z 27 szpitali.

Ewa Kurzyńska,
Beata Terczyńska, Rzeszów


Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Anna Gwozdowska

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.