Spotkania firm z lekarzami pod kontrolą

Ewa Szarkowska, Sławomir Molęda
opublikowano: 30-09-2008, 00:00

W Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym im. M. Kopernika w Łodzi wizyty przedstawicieli medycznych wymagają zgodą dyrektora medycznego. Ale szef placówki Wojciech Szrajber przyznaje, że nie ma żadnej pewności, czy to zarządzenie jest respektowane. "Oni przeważnie znają lekarzy, więc po prostu wchodzą i rozmawiają" - twierdzi dyrektor Szrajber.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
Wizyty "repów" uregulowane są także w szpitalu w Nowym Targu. "Traktujemy je jako akwizycję, więc są możliwe dopiero po uzyskaniu zgody dyrektora lub lekarza naczelnego. Chodzi o to, żeby takimi spotkaniami nie zdezorganizować pracy naszych lekarzy" - wyjaśnia Krzysztof Kiciński, szef nowotarskiej placówki. Pytany o poradnie przyszpitalne, odpowiada: "Tam problem właściwe reguluje się sam. Wszelkie próby wciśnięcia się przedstawiciela wywołują taki bunt i protest pacjentów oczekujących na wizytę do specjalisty, że natychmiast o tym wiem, a komfort takiego spotkania przedstawiciela z lekarzem jest właściwie żaden".
To, co się w tej chwili dzieje na styku przedstawiciel medyczny - lekarz, szefowie szpitali i przychodni nazywają wprost jako "totalne bezhołowie". Dlatego z zadowoleniem przyjęli propozycję uregulowania problemu w rozporządzeniu ministra zdrowia.
"To bardzo dobra inicjatywa, choć generalnie jestem za tym, żeby rozmowy na temat nowych terapii i nowych leków były prowadzone z komitetem terapeutycznym, a nie poszczególnymi lekarzami. To jest najsensowniejsze rozwiązanie, bo decyzja o wyborze leku potem się odbija na kondycji finansowej zakładu" - uważa Wojciech Szrajber.
Krzysztof Kiciński przekonuje, że zapis o zgodzie dyrektora na wizytę przedstawiciela medycznego w ZOZ-ie jest potrzebny, ale chyba niewystarczający. "Może warto pójść dalej i określić, pod jakimi warunkami taka zgoda może być wydana. Jeśli lekarz miałby się spotykać po godzinach pracy, to jaki jest sens, żeby robił to w ogóle w szpitalu?" - pyta Krzysztof Kiciński.

Co dokładnie zapisano w paragrafach

Nie od dziś zakłady opieki zdrowotnej są miejscem prowadzenia intensywnej reklamy kierowanej nie tylko do pacjentów, ale i do lekarzy. Jednak reklama leków kierowana do lekarzy nie podlega ograniczeniom wprowadzonym do ustawy o zakładach opieki zdrowotnej, tylko przepisom Prawa farmaceutycznego. A te stanowiły dotychczas, że odwiedzanie lekarzy przez przedstawicieli handlowych lub medycznych w celu reklamy produktu leczniczego nie może utrudniać prowadzenia przez nich działalności i odbywa się po uprzednim uzgodnieniu terminu spotkania, zgodnie z zasadami przyjętymi w danym zakładzie. Nowe przepisy dodają, że termin spotkania ustala się po godzinach pracy lekarzy oraz po uzyskaniu zgody kierownika ZOZ-u. Wskazują więc na to, że spotkania z przedstawicielami firm farmaceutycznych nie będą mogły odbywać się kosztem czasu przeznaczonego na wykonywanie obowiązków zawodowych przez lekarzy, co mogło mieć miejsce do tej pory. Identyczne rozwiązanie ma obowiązywać aptekarzy.
Zdaniem Naczelnej Izby Lekarskiej, spotkania z przedstawicielami firm to najłatwiej dostępna forma informacji o nowych lekach i wyrobach medycznych. Dlatego pomysł, że mają się odbywać po godzinach pracy jest bezzasadny i niezrozumiały. Jeśli w celu odbycia tych spotkań lekarz będzie musiał dłużej zostać w pracy, to trzeba się liczyć z dodatkowymi kosztami godzin nadliczbowych - twierdzi NIL.
"Lekarze i aptekarze to też ludzie i większość z nich nie będzie czekać po pracy na wizyty przedstawicieli firm" - mówi Grzegorz Kucharewicz, prezes Naczelnej Rady Aptekarskiej.

Do pacjenta bez dźwięku

Przepisy o reklamie leków stanowią, że "zwykłe" kampanie marketingowe w ZOZ-ie nie mogą utrudniać prowadzonej tam działalności. Reklama może być rozmieszczana jedynie w poczekalniach dla pacjentów. Nie może polegać na stosowaniu form dźwiękowych i audiowizualnych, za wyjątkiem reklamy zawartej w programach radiowych i telewizyjnych. Za dozwolone na terenie ZOZ-u należy więc uznać wyświetlanie spotów reklamowych w formie wizualnej, ale bez dźwięku. Przepisy te stosuje się odpowiednio w miejscu wykonywania praktyki lekarskiej.

Przemysł protestuje

Projekt rozporządzenia w sprawie reklamy produktów leczniczych przekazany do konsultacji społecznych nie podoba się firmom farmaceutycznym. Zdaniem Związku Pracodawców Innowacyjnych Firm Farmaceutycznych Infarma, wymóg uzyskania zgody kierownika i ustalania terminu spotkań z osobami uprawnionymi do wystawiania recept po godzinach ich pracy w praktyce będzie utrudniać wykonywanie obowiązków nałożonych na przedstawicieli medycznych. Należy do nich np. zbieranie i przekazywanie informacji, zwłaszcza o działaniach niepożądanych zgłaszanych przez lekarzy.
"Propozycje stanowią daleko idącą ingerencję w swobodę prowadzenia działalności gospodarczej przez przedsiębiorstwo zagwarantowane przez Konstytucję RP. Ograniczeniem takim jest narzucenie przedsiębiorcom czasu wykonywania pracy przez pracowników, jak również narzucanie podmiotom gospodarczym sposobu i zakresu prowadzenia reklamy" - argumentuje Paweł Sztwiertnia, dyrektor generalny Infarmy.
Michał Nitka, dyrektor generalny Plivy pyta, jak zatem ma działać reprezentant medyczny, gdy aptekarza nie ma w aptece, a lekarza w gabinecie?


Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Ewa Szarkowska, Sławomir Molęda

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.