Specjalizacja: kierunek Niemcy!

Beata Lisowska
opublikowano: 29-03-2006, 00:00

Niemcy to na razie jedyny kraj Unii Europejskiej, który daje szansę na specjalizowanie się młodym lekarzom z nowych państw UE. W ciągu maksymalnie czterech miesięcy można uzyskać niemieckie prawo wykonywania zawodu i rozpocząć bez egzaminów większość specjalizacji.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
Michał Szot ukończył w 2004 roku Collegium Medicum w Krakowie, a w listopadzie ubiegłego roku zdał LEP. Jak mówi, całkiem przeciętnie. Chce być neurochirurgiem albo okulistą, ale w jego rodzimym województwie małopolskim w obecnej sesji nie ma ani jednego miejsca specjalizacyjnego w obu tych dziedzinach medycyny. Ponieważ zna dobrze język niemiecki, jeszcze podczas stażu zaczął za pośrednictwem Internetu nawiązywać kontakty ze szpitalami w Niemczech, by w którymś z nich rozpocząć specjalizację.
"Młody lekarz w Polsce, zanim do czegokolwiek dojdzie, musi odstać swoje w kolejce. Wykonuje głównie papierkową robotę i ma niewielki dostęp do prawdziwej medycyny. Większość moich kolegów to widzi, ale wolą odczekać swoje, bo nie mają innego wyjścia. Dla mnie to byłaby strata czasu. Mnie interesuje przede wszystkim możliwość zdobywania wiedzy, a w Polsce jest to w pewien sposób blokowane" - uważa Michał Szot.

Praca w Magdeburgu

W poszukiwaniu pracodawcy w Niemczech pisał e-maile i pytał, czy może przyjechać w charakterze obserwatora. Podczas wakacji i weekendów wizytował szpitale w Heidelbergu, Magdeburgu i Kolonii. Po kilku takich wyjazdach wybrał klinikę neurochirurgii Uniwersytetu Otto von Guericke w Magdeburgu kierowaną przez prof. Raimunda Frischinga. Zainteresowanie było obustronne: w szpitalu uniwersyteckim w Magdeburgu znają już i cenią Polaków. Kilku specjalistów z Polski pracuje tu w charakterze lekarzy ogólnych, a dwie młode osoby robią specjalizacje: jedna z okulistyki, druga z medycyny nuklearnej. Na ostateczną rozmowę M. Szot przyjechał w listopadzie ubiegłego roku, po zdaniu LEP-u.
"Przyjęto mnie bardzo serdecznie, zwrócono mi koszty przejazdu w obie strony. Okazało się, że bez najmniejszego problemu mogę rozpocząć specjalizację z neurochirurgii. Podoba mi się to, że tam nie ma nierównego traktowania" - uważa M. Szot.
W styczniu rozpoczął pracę w niemieckiej klinice. Program specjalizacji z neurochirurgii trwa w Niemczech sześć lat. M. Szot umówił się z prowadzącym go profesorem Firschingiem, że przez dwa lata będzie pracował w Magdeburgu, a kolejne cztery lata w szpitalu w Kolonii - macierzystej placówce profesora.

Polscy lekarze zastępują niemieckich

Pracy jest więcej niż w Polsce, bo w niemieckich szpitalach pracuje się dłużej (od 7.30 do 17.00, z godzinną przerwą na obiad), ale za to można się więcej nauczyć. Niemcy dają młodym lekarzom duże możliwości wychodzenia z własną inicjatywą, zapewniają też lepszy dostęp do sprzętu. M. Szot, który na razie uczestniczy w operacjach neurochirurgicznych na zasadzie asysty, zgodnie z planem specjalizacji, będzie mógł operować po roku pracy. Plan specjalizacji jest trochę bardziej szczegółowy niż w Polsce, ale do egzaminów można podchodzić kilkakrotnie.
Zdaniem M. Szota, Polacy nie będą mieli żadnego problemu z rozpoczęciem w Niemczech takich specjalizacji, jak: ginekologia, chirurgia, interna, ortopedia czy psychiatria. Takie miejsca specjalizacyjne Polacy dostają od ręki. W niemieckich szpitalach, przez które przewinęła się ostatnio fala strajków, brakuje specjalistów, ponieważ Niemcy wyjeżdżają do pracy w krajach skandynawskich i USA, gdzie mogą zarobić nawet trzykrotnie więcej niż u siebie w kraju.
Zarobki, które mają do zaoferowania niemieccy pracodawcy, niesatysfakcjonujące dla Niemców, są jednak wciąż bardzo atrakcyjne dla młodych lekarzy z Polski. M. Szot przyjechał do Niemiec z rodziną, z żoną lekarką (która nie ma jeszcze prawa wykonywania zawodu, bo nie zdawała LEP-u) oraz małym dzieckiem. Dzięki temu, że zdecydował się na wyjazd z rodziną, może liczyć na ulgę podatkową i dostaje dodatek na dziecko. W sumie zarabia około 3200 euro miesięcznie.


Jak pokonać biurokrację
Jedyną barierą, którą musi pokonać młody lekarz, chcąc się specjalizować w Niemczech, jest niemiecka biurokracja.
Michał Szot, ubiegając się o niemieckie prawo wykonywania zawodu, musiał skompletować w Polsce 18 dokumentów. Problemem może też być długi czas (nawet do czterech miesięcy) oczekiwania na prawo wykonywania zawodu w Niemczech. Droga jest dużo prostsza, gdy z wnioskiem o nadanie tego prawa występuje niemiecki pracodawca. Wtedy dokument dostaje się po 4-6 tygodniach.
Wszystkie dokumenty powinny być przetłumaczone przez niemieckiego tłumacza przysięgłego, bo bardzo często Niemcy nie akceptują tłumaczeń polskich. M. Szot poleca inną drogę: dużo bardziej opłacalne jest przetłumaczenie dokumentów w Polsce i uwierzytelnienie ich przez niemiecką ambasadę.

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Beata Lisowska

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.