Sąd Pracy we Wrocławiu orzeka głównie w sprawach zaległych wynagrodzeń

Marcin Murmyło, Wrocław
opublikowano: 18-03-2003, 00:00

Ponad połowa spraw we wrocławskim Sądzie Pracy dotyczy pracowników dolnośląskich zakładów opieki zdrowotnej, którzy na tej drodze starają się odzyskać należne im pensje.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
W ostatnich miesiącach Sąd Pracy we Wrocławiu został ?zalany" pozwami od pracowników dolnośląskich szpitali i przychodni, którzy nie otrzymują wcale lub dostają w niepełnej wysokości wynagrodzenia. To najskuteczniejszy sposób na ich odzyskanie.
?Pracownicy wrocławskiego Szpitala im. L. Rydygiera od dawna korzystają z tego sposobu. Po nas przyszli inni. Sprawy nie trwają długo, bo zwykle dyrektorzy placówek uznają nasze pozwy" - twierdzi Jolanta Nanowska z Komitetu Obrony Szpitala im. L. Rydygiera.
Tragiczna sytuacja dolnośląskich placówek służby zdrowia spowodowała, że brakuje w nich leków, żywności, środków czystości, zagrożone są dostawy ciepła i gazu. W przynajmniej dziesięciu placówkach pracownicy nie otrzymali należnych im pensji, m.in. we wrocławskich szpitalach im. L. Rydygiera, Szpitalu Klinicznym nr 1 i Szpitalu Kolejowym. Powodem są zajęcia komornicze wypracowanych przez szpitale pieniędzy w Dolnośląskiej Regionalnej Kasie Chorych. Ponieważ jednak należności za pracę mają według kodeksu postępowania cywilnego pierwszeństwo przez innymi wierzycielami, pracownicy skierowali swoje sprawy do sądu pracy. Mając jego prawomocne wyroki, mogą żądać od komorników, by ich pieniądze były wypłacane w pierwszej kolejności.
Niewiarygodny partner, czyli szpital
?Nie ma wątpliwości, że zapewnienie pensji dla swoich pracowników to nasz podstawowy obowiązek. Dlatego z życzliwością patrzę na ich pozwy, gdyż dzięki nim dostaną to, co się im należy. Wcześniej niż dostawcy leków czy opału" - mówi Dariusz Wołowiec, p.o. dyrektora Szpitala Klinicznego nr 1.
Oczywiście na egzekucji zaległych pensji komornicy również zarobią (ich prowizja wynosi 15 proc.).
Jak wynika z informacji senackiej Komisji Polityki Społecznej i Zdrowia, w województwie dolnośląskim zobowiązania wymagalne zakładów opieki zdrowotnej w 2002 roku przekroczyły 950 mln złotych, a egzekucje komornicze sięgnęły kwoty 89,5 mln zł, co stanowiło blisko 30 proc. ogółu wierzytelności zajętych w poszczególnych kasach chorych. W niektórych szpitalach wartość zajęć komorniczych przekracza roczne przychody z kas chorych.
Według danych Urzędu Marszałkowskiego, w 2002 roku komornicy zajęli konta 24 podległych mu placówek, zarabiając na tym kilka milionów złotych. Długi szpitalne są źródłem szybkiego zarobku dla komorników, gdyż mają oni łatwy dostęp do pieniędzy placówek w kasach chorych. Sytuacja może się zmienić wraz z wejściem Narodowego Funduszu Zdrowia, który będzie chronił przed wierzycielami ZOZ-ów należności dla świadczeniodawców płatne zaliczkowo do wysokości 75 proc. Pisaliśmy o tym szczegółowo w poprzednim numerze (Puls Medycyny nr 5/2003).
Nie dostarczą posiłków
Część wierzycieli szpitali już zapowiada, że brak możliwości odzyskania pełnych należności od zadłużonych placówek spowoduje, że będą oni świadczyć usługi tylko po zapłaceniu przez nie zaległości.
?Szpitale są winne naszej firmie 14 mln złotych. Brak tych pieniędzy powoduje, że z kolei nasi pracownicy nie otrzymują swoich wynagrodzeń. Dlaczego oni mają być bardziej uprzywilejowani od nas?" - pyta Andrzej Hanczko, szef ?Solidarności" w Bresco, firmy sprzątającej i przygotowującej posiłki w wielu dolnośląskich szpitalach.




Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Marcin Murmyło, Wrocław

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.