Rzeszowscy lekarze będą współpracować z kolegami ze Lwowa
O tym, jak może wyglądać wymiana doświadczeń polskich i ukraińskich lekarzy, z prof. Wrzesławem Romańczukiem, pomysłodawcą i przewodniczącym komitetu organizacyjnego I Polsko-Ukraińskiej Konferencji Pediatrów rozmawia Krzysztof Rokosz.
- Zawsze się mówi, iż położenie geograficzne Podkarpacia sprawia, że mamy być wrotami na południe i wschód Europy. Mówi się, ale tak faktycznie nic w tym kierunku się nie robi. Wszystko kończy się na deklaracjach. Efekt jest taki, że na Ukrainę weszli przebojem Niemcy i Amerykanie. We wspaniałych sanatoriach w Truskawcu leczą się niemieckie dzieci. Kierowane są tam bardzo trudne przypadki, pacjenci wymagający wysokospecjalistycznej opieki. Te świadczenia na Ukrainie są dostępne, ale żeby uwierzyć, trzeba to zobaczyć. Ja widziałem.
- Czy rzeczywiście możemy nauczyć się czegoś od ukraińskich pediatrów?
- Ależ Lwów to kolebka polskiej szkoły pediatrii! Mówię oczywiście o czasach sprzed II wojny światowej i tamtejszym uniwersytecie medycznym. O renomie uczelni w dużej mierze stanowi tradycja, a tę lwowski uniwersytet ma bardzo bogatą. Obecnie ich profesorowie zasiadają w najpoważniejszych europejskich i światowych gremiach pediatrycznych. Obecni na tej konferencji prof. Sergey Nyankovsky, prof. Yuriy Korzhynsky, doc. Victorija Pylypenko to uznane autorytety. Ukraińscy lekarze mają ogromne doświadczenie w leczeniu chorób nowotworowych u dzieci. U nas na Podkarpaciu mamy rocznie kilku pacjentów z nowotworem dróg moczowych lub nerek. Na Ukrainie leczą setki takich przypadków. To prawdopodobnie pokłosie Czarnobyla. Naprawdę warto korzystać z ich doświadczeń.
- A jak oni skorzystają na współpracy z Podkarpaciem?
- Wymiana doświadczeń jest zawsze pouczająca dla obu stron. Po referatach prof. Danuty Dzierżanowskiej i prof. Andrzeja Radzikowskiego rozgorzała gorąca dyskusja na temat antybiotykoterapii. Okazuje, się, że te same schorzenia leczymy różnymi sposobami. Czyja metoda jest lepsza? Porównanie osiąganych efektów pozwalało na znalezienie konsensusów. Niektórzy z ponad 300 uczestników konferencji chwilami zacietrzewiali się broniąc swoich racji. Gdy powściągano emocje, okazywało się, że opinie naszych kolegów zza wschodniej granicy są często nie do podważenia. Bywało również, iż goście musieli uznać nasze racje. Dwa dni to jednak zdecydowanie za mało. Dlatego konieczna jest stała wymiana naukowa. Nasi lekarze będą wyjeżdżać na Ukrainę, a lekarze stamtąd przyjadą do nas. Teraz takie staże będą mogły trwać trzy miesiące.
- Teraz?
- Czyli po konferencji. 11 kwietnia została zawarta umowa o współpracy naukowej między Uniwersytetem Rzeszowskim a Państwowym Lwowskim Uniwersytetem Medycznym. Na zakończenie konferencji podpisaliśmy też porozumienie pomiędzy Lwowskim Towarzystwem Pediatrycznym a Rzeszowskim Oddziałem Polskiego Towarzystwa Pediatrycznego. Nie należy jednak na te dokumenty patrzeć osobno. Razem stanowią formalną bazę do bardzo szeroko pojętej współpracy medycznej i naukowej.
Ukraina ma łatwiejszy niż my dostęp do środków pomocowych, grantów naukowych. Będziemy z nich korzystać wspólnie.
Na Uniwersytecie Rzeszowskim, wzorem lwowskiego, chcemy w najbliższej przyszłości utworzyć Wydział Nauk o Zdrowiu. We Lwowie mają bardzo mocne pielęgniarstwo i medycynę ratunkową. Skorzystamy z ich doświadczeń. Podkarpaccy lekarze będą mogli się doktoryzować i habilitować we Lwowie. Warto z tego skorzystać. We Lwowie mają również wysoko postawioną genetykę, która na Podkarpaciu jest, ośmielę się powiedzieć, w powijakach. To bardzo droga dyscyplina. Przypuszczam, że Ukraina skorzystała po Czarnobylu z pomocy Unii Europejskiej. Ważne jest to, że mają dobrze wyposażone laboratoria do badań genetycznych i wysokiej klasy specjalistów. Z Rzeszowa do Lwowa jest dużo bliżej niż do Szczecina czy choćby Warszawy.
- Ale trzeba będzie jeszcze pokonać wiele barier formalnych i prawnych...
- Pierwszy krok został zrobiony. Minister zdrowia jest przychylny tej idei, bo nie wymaga nakładów, a efekty mogą być duże. Teraz kolej na działanie prawników i urzędników. Każda współpraca, jeżeli ma być owocna, musi się jednak zacząć od nawiązania kontaktów między ludźmi, którzy mają razem działać. Dopiero na tym można budować rozwiązania formalne. System odgórnych nakazów o przyjaźni i współpracy nie przynosi oczekiwanych efektów. W Polsce już to przerabialiśmy.
Źródło: Puls Medycyny
Podpis: Krzysztof Rokosz