Rezonans magnetyczny: resort zdrowia nie koordynuje zakupów sprzętu
Aparaty do rezonansu magnetycznego są rozmieszczone dość przypadkowo w polskich szpitalach, a do tego często niewłaściwie skonfigurowane. W efekcie proporcje w dostępie do tych badań są - zdaniem specjalistów - dramatycznie zachwiane. Dzieje się tak na skutek braku centralnego nadzoru nad zakupem tego drogiego sprzętu. To tym bardziej niepokojące, że jego nabycie musi być poprzedzone zgodą Ministerstwa Zdrowia.
Dyktat producentów
Jego zdaniem, problem wynika z tego, iż bardzo często zakupy nowego sprzętu dokonywane są bez nadzoru towarzystw naukowych czy ekspertów opiniujących jego rodzaj i konfigurację. Coraz częściej zdarza się, że decydują nie rzeczywiste potrzeby szpitala, lecz to, co dyktuje oferent. "Każdy szpital, w zależności od swojej specyfiki, powinien mieć w wyposażeniu sprzęt inaczej skonfigurowany. Na przykład szpital psychiatryczny, z uwagi na możliwość oceny zmian metabolicznych w mózgu, powinien mieć w wyposażeniu spektroskopię, a szpital pediatryczny - sprzęt z możliwością szybkiego sekwencjonowania, ułatwiający przyspieszone diagnozowanie. Tymczasem kupowane są aparaty z zupełnie inną konfiguracją, najczęściej taką, jaka pasuje oferentowi, bo to on dyktuje warunki. I tak dochodzi do paradoksu: wiodący w danym województwie ośrodek chirurgii naczyń, choć jest świetnie wyposażony, nie posiada aparatu z opcją "angio". To oznacza tylko tyle, że za te same pieniądze można było kupić porządny system do badań naczyniowych, z którego w tym miejscu pożytek byłby większy" - uważa prof. J. Walecki.
Bezczynne aparaty
Przynajmniej część problemów (np. kolejki do badań) zniknęłaby, gdyby sprzęt nie funkcjonował jednozmianowo. "Zamiast za miliony dolarów kupować kolejne systemy, wystarczyłoby oprzeć się na tych, które już są i wykorzystać ich potencjał przez przejście na wielozmianowość. Te aparaty mogą, a nawet powinny pracować całą dobę. Do tego konieczna jest jednak większa kontraktacja: co z tego, że jest sprzęt, jeśli nie ma pieniędzy, by go użytkować" - zaznacza J. Walecki.
Pewną nadzieję na zwiększenie liczby badań przy ograniczeniu kosztów na zakup sprzętu daje rozwijający się dynamicznie system teleradiologii: konsultowanie badań na odległość też usprawnia organizację tej diagnostyki. "To świetnie funkcjonuje np. w szpitalu przy ul. Wołoskiej w Warszawie, a w województwie podlaskim, za pieniądze Komitetu Badań Naukowych, udało nam się zorganizować sieć teleradiologiczną i dzięki temu doprowadzić do współpracy między szpitalami" - mówi prof. J. Walecki.
Specjalistów dziwi brak koordynacji przy dokonywaniu zakupów oraz przy lokalizacji aparatów w poszczególnych ośrodkach, skoro zarówno dyrektorzy szpitali, jak i prywatni inwestorzy muszą uzyskać zgodę z Ministerstwa Zdrowia na zakup tego sprzętu. Ono zaś, zanim tę zgodę wyda, powinno zasięgnąć opinii ekspertów. W wielu krajach taki centralny nadzór merytoryczny nad rozlokowaniem sprzętu sprawdza się doskonale (np. we Francji, w Holandii). "Nie umiem jednak odpowiedzieć na pytanie, dlaczego nasze ministerstwo nie chce korzystać z naszej wiedzy" - kwituje prof. J. Walecki.
Jest jednak szansa, że może coś się zmieni. Obecny minister zdrowia zwrócił się do konsultanta krajowego ds. radiologii doc. Olgierda Rowińskiego z prośbą o dane na temat rozmieszczenia aparatury radiologicznej, mając świadomość, że trzeba odnowić i uporządkować istniejącą bazę sprzętową. To o tyle ważne, że zgodnie z wytycznymi europejskimi, rezonans magnetyczny jako sprzęt nie powodujący promieniowania jonizującego, jest przyszłością diagnostyki. I choć z zainteresowania resortu na razie nie wynikają żadne konkrety, po raz pierwszy jego przedstawiciele zwrócili uwagę na problem.
Źródło: Puls Medycyny
Podpis: Monika Wysocka