Resuscytacja - technika, którą każdy powinien znać
Wiele istnień można uratować, jeśli tylko przypadkowi świadkowie zawału podejmą odpowiednie działania - pokazuje amerykańskie badanie.
Przeprowadzili je uczeni z Duke Clinical Research Institute. Przeanalizowali oni dane na temat prawie 5 tys. przypadków zawałów z 11 hrabstw w Północnej Karolinie.
Szybka resuscytacja zastosowana przez przechodnia, połączona z defibrylacją przeprowadzoną przez strażaków czy policję przed przybyciem personelu medycznego znacząco podnosiła przeżywalność chorych.
"Pacjenci, którym świadkowie zdarzenia albo członkowie służb pierwszego kontaktu przeprowadzili RKO (resuscytacja krążeniowo-oddechowa) i defibrylację, częściej przeżywali w porównaniu do tych, którym przeprowadzono RKO i defibrylację dopiero po przyjeździe służb medycznych" - opowiada autorka badania Carolina Malta Hansen. "To sugeruje, że najwcześniejsza interwencja ma kluczowe znaczenie i jest to coś, co każdy może wykonać." - mówi lekarka i naukowiec.
Okres, z którego pochodziły zebrane przez uczonych dane (lata 2010 - 13) zbiegł się w czasie z wprowadzonym w Północnej Karolinie programem zachęcania mieszkańców do przeprowadzania w razie potrzeby masażu serca oraz do korzystania z coraz częściej dostępnych w wielu miejscach przenośnych defibrylatorów.
Wyniki mówią same za siebie. Liczba pacjentów, którym pomogli świadkowie wzrosła z 39,3 do 49,9 proc. Liczba defibrylacji przeprowadzonych przez ratowników, policję, strażaków czy inne służby przed przyjazdem lekarza wzrosła z 40,9 do 52,1 proc. Przeżywalność pacjentów w dobrym stanie neurologicznym wzrosła natomiast o 37 proc.
Źródło: Puls Medycyny
Podpis: MAT