Ratownicy na motocyklach - wiozą nadzieję na jednośladzie

Marta Markiewicz
opublikowano: 09-07-2009, 00:00

Dotarcie do poszkodowanego w wypadku w niespełna cztery minuty nie jest dużym wyczynem, gdy do akcji wkraczają motocykle. Ratunkowe jednoślady jeżdżą już po ulicach Legnicy, Gdańska oraz Krakowa. W planach mają je również Rybnik i Wrocław.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
Polskim aglomeracjom daleko do skali Paryża, Londynu czy Berlina, specjaliści są jednak zgodni, że mimo przyjętych procedur czas dotarcia do poszkodowanego nieustannie się wydłuża.

"W obrębie centrów miast zatłoczenie ulic doprowadza do sytuacji, że ambulans sanitarny może nie dotrzeć do potrzebującego, ponieważ nie będzie w stanie pokonać korków. Motocykl sanitarny taką szansę ma" - przekonuje dr Tomasz Zejer, dyrektor Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego nr 3 w Rybniku.

Podobnego zdania jest prof. Artur Pupka z Kliniki Chirurgii Naczyniowej, Transplantacyjnej i Ogólnej AM we Wrocławiu, sam zapalony motocyklista. "Ratownik czy lekarz na motocyklu jest w stanie dotrzeć z pomocą znacznie szybciej niż karetka - w nagłych wypadkach te dwie-trzy minuty mogą być dla ofiary decydującymi. Jednak ze względu na koszty utrzymania, motocykl powinien być wykorzystywany wyłącznie w przypadkach wymagających natychmiastowej interwencji, a nie w charakterze objazdowej przychodni" - podkreśla prof. Pupka.

Ratowniczy czy nie?

Pierwszy motocykl-ambulans wyjechał na ulice Gdańska siedem lat temu. Kolejny, należący do Fundacji R2, pojawił się w Krakowie, gdzie rok temu decyzją wojewody małopolskiego organizacja ta została wpisana do jego rejestru, jako jednostka współpracująca z Państwowym Systemem Ratownictwa Medycznego.

"Jesteśmy do dyspozycji Pogotowia Ratunkowego, Straży Miejskiej, Centrum Powiadamiania Ratunkowego Urzędu Wojewódzkiego. Dopracowujemy również schemat współpracy ze Strażą Pożarną. Obecnie dysponujemy dwoma seryjnymi motocyklami ratunkowymi marki BMW oraz grupą ośmiu przeszkolonych ratowników dyżurujących na jednośladach" - wyjaśnia Marek Maślanka, prezes Fundacji R2.

Pod koniec ubiegłego roku w ambulans na dwóch kołach wzbogaciła się także Legnica. Tam zakup ratunkowej hondy sfinansował Wojewódzki Ośrodek Ruchu Drogowego w ramach programu poprawy bezpieczeństwa na drogach Dolnego Śląska.
Szef ratowników z Fundacji R2 przyznaje, że obecnie największym problemem jest ich status ratownika na dwóch kółkach, a raczej jego brak w strukturach państwowego systemu ratownictwa.

"Jesteśmy wpisani w rejestr wojewódzki, spełniamy wszelkie formalne wymogi konieczne do funkcjonowania w systemie ratownictwa, z drugiej strony nie widniejemy w ustawie o Państwowym Ratownictwie Medycznym. Nie możemy zatem starać się o pokrycie kosztów funkcjonowania ze środków publicznych. Jako fundacja działamy non-profit i ratownicy pełnią dyżury jako wolontariusze, zupełnie ochotniczo" - podkreśla Marek Maślanka.

Bractwo Kurkowe Miasta Rybnika zbiera fundusze

Zakup i utrzymanie seryjnego motocykla-ambulansu nie jest małym wydatkiem. Jednoślad kosztuje około 60 tys. zł, wyposażenie ratownika (ubiór wraz ze specjalnym systemem łączności) to kolejne 5-6 tys. zł. Do tego dochodzą amortyzacja pojazdu oraz koszty paliwa, które według szacunków dyrekcji wrocławskiego pogotowia wynoszą 1,5-1,6 tys. zł miesięcznie.

Pomimo znacznych kosztów do zakupu sanitarnego jednośladu przymierza się jednak Rybnik. W rozmowie z Pulsem Medycyny Lech Gęborski, koordynator akcji z Bractwa Kurkowego Miasta, nie ukrywa, że chce, aby motocykl trafił do Rybnika jeszcze w tym roku.

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Marta Markiewicz

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.