Pustki na oddziałach ginekologiczno-położniczych

Urszula Ludwiczak, Białystok
opublikowano: 18-03-2003, 00:00

Od kilku lat w Polsce rodzi się coraz mniej dzieci. Tymczasem w każdym powiecie jest przynajmniej jedna porodówka. W Białymstoku o potencjalną pacjentkę konkurują ze sobą szpital wojewódzki, kliniczny i dwie prywatne kliniki.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
?Z informacji podanych na Kongresie Demograficznym w grudniu ub.r. wynika, że Polaków jest obecnie 38,3 mln - mówi prof. Marian Szamatowicz, wojewódzki konsultant ds. położnictwa i ginekologii na Podlasiu. - Ale prognozy nie są optymistyczne. Zmniejsza się dzietność par. Zostało wyliczone, że aby populacja utrzymywała się na tym samym poziomie potrzeba, aby rodziło się 2,3 dziecka na parę. U nas ten wskaźnik wynosi poniżej dwóch. Ma to też swoje odzwierciedlenie na Podlasiu".
W 2000 roku urodziło się tu 11 tys. 963 dzieci, w 2001 r. - 11 tys. 529, a w ubiegłym - o kolejne trzysta dzieci mniej. W ostatnim czasie zmalała nieco liczba łóżek dla noworodków w szpitalach, ale tylko z 342 w 2001 roku do 325 w roku 2002. Jednocześnie na Podlasiu jest około 700 łóżek położniczo-ginekologicznych, a ich średnie wykorzystanie w ostatnich latach nie przekracza 60 procent.
?Jako konsultant wojewódzki ds. położnictwa i ginekologii odwiedziłem wszystkie oddziały tej specjalności na Podlasiu i w tym czasie nie spotkałem ani jednej pacjentki na porodówce, a na salach zajęte były tylko nieliczne łóżka położnicze - mówi prof. M. Szamatowicz. - W porównaniu do lat 80., kiedy to oddziały te były przepełnione, wrażenie było niesamowite".
Ważniejsza duma, czy obłożenie łóżek?
Skoro zapotrzebowanie na usługi położnicze będzie malało, to - według profesora - potrzebne są zmiany. Przede wszystkim unowocześnianie i doskonalenie opieki położniczej. ?Na Podlasiu są oddziały, które wyróżniają się jakością, jak chociażby te w Bielsku Podlaskim i Sokółce, ale są też takie, które wyraźnie odstają od obecnego poziomu usług położniczych, np. placówki w Łapach i Dąbrowie Białostockiej - nie ukrywa prof. M. Szamatowicz. - Są oddziały, które przynoszą szpitalom zyski i takie, które generują straty".
Dla dyrektora szpitala w Sokółce Marka Chojnowskiego oddział położnictwa w tej placówce jest powodem dumy, mimo że np. w ubiegłym roku wskaźnik wykorzystania łóżek nie przekroczył tu 50 proc. Szpital w Sokółce słynie jednak na Podlasiu m.in. z porodów rodzinnych i w wodzie. ?Od kilku lat liczba porodów wynosi u nas ok. 600 rocznie, co jest dobrym wynikiem jak na szpital powiatowy - uważa dyrektor Chojnowski. - Natomiast liczbę łóżek ginekologiczno-położniczych zmniejszyliśmy już z 55 do 35 i dalsze redukowanie nie ma sensu. Nie wchodzi też w grę całkowita likwidacja oddziału, mamy bowiem pacjentki i to nie tylko z powiatu sokólskiego".
Przyzwolenie na straty
O pacjentki walczą także inne powiatowe szpitale. Gruntownej modernizacji poddane zostały m.in. oddziały położniczo-ginekologiczne w Augustowie i Bielsku Podlaskim. O poprawie jakości usług położniczych myślą również dyrektorzy najmniej obleganych szpitali w regionie: w Łapach i Dąbrowie Białostockiej.
?Nie ukrywam, że położnictwo przynosi nam największe straty - mówi Stanisław Zaręba, dyrektor szpitala w Łapach. - W ub. roku wykorzystanie łóżek wynosiło niecałe 36 proc. Problem nie tkwi jednak w zbyt dużej bazie łóżkowej, bo czy będę miał ich 30 czy 25 i tak muszę zapewnić pacjentkom opiekę anestezjologa, lekarza i położnej. Trzeba poprawić jakości usług. Ordynator musi zrestrukturyzować oddział i w najbliższym czasie wprowadzić nowe usługi".
O utrzymanie położnictwa chce także walczyć Helena Habzylik, dyrektor szpitala w Dąbrowie Białostockiej (w ub.r. wykorzystanie łóżek ginekologiczno-położniczych wyniosło tu 37,3 proc.).
Prof. M. Szamatowicz nie chce wprost namawiać dyrektorów szpitali czy właścicieli placówek, czyli władz samorządowych do likwidacji oddziałów położniczych. ?Warto jednak podjąć racjonalną dyskusję, bo o ile bazę na usługi położniczo-ginekologiczne mamy zaspokojoną, o tyle brakuje nam miejsc do opieki nad ludźmi starszymi" - mówi konsultant.
Czy warto utrzymywać nierentowne oddziały w zadłużonych szpitalach i jak przekonać dyrektorów do ewentualnych zmian - na te pytania muszą sobie odpowiedzieć samorządy.








Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Urszula Ludwiczak, Białystok

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.