Przeszczep twarzy: aspekt psychologiczny
Przygotowania do przeszczepu ludzkiej twarzy trwały co najmniej od kilku lat. Za najbardziej zaawansowane i jednocześnie najbardziej wyważone uważano dotąd prace zespołu prof. Marii Siemionow. Ostatecznie jednak to francuscy lekarze dokonali pierwszego przeszczepienia twarzy.
Zdaniem etyków, właśnie ten aspekt wywołuje największe emocje. "Zabieg przeszczepienia twarzy mógł zostać oceniony jak zabieg kosmetyczny, jakby chodziło tylko o wygląd. Tymczasem - choć bardzo rzadko - zdarzają się jednak sytuacje, gdy wygląd twarzy absolutnie nie pozwala funkcjonować społecznie" - uważa dr Paweł Łuków z Wydziału Filozofii Uniwersytetu Warszawskiego.
Podobnego zdania są też lekarze. "Opinia publiczna trywializuje problem i sprowadza go do poziomu zmiany wyglądu, rozpatrując od razu sytuacje odmładzania się czy ochrony kryminalistów. To pomylenie pojęć, które wywołuje niepotrzebne zamieszanie" - uważa dr Jerzy Kolasiński.
Lekarze nie mają dylematów
Zdaniem obserwatorów, krytyka wynika prawdopodobnie z niedoinformowania opinii publicznej, że zabiegi tego typu dotyczą wyłącznie sytuacji krańcowych, gdy nic innego nie można już pacjentowi zaproponować, gdy w żaden inny sposób nie udaje się przywrócić mu akceptowalnego wyglądu. Specjaliści nie mają wątpliwości, komu taki przeszczep ma służyć: chodzi wyłącznie o osoby, które na skutek różnych zdarzeń losowych zostały okrutnie oszpecone. "Zrozumiałby to każdy, kto zobaczyłby osobę, która z powodu oparzeń twarzy nie może zamknąć oczu i ma nieustające wysychanie rogówki, osobę, która nie może normalnie jeść, bo nie pozwalają jej na to blizny pooparzeniowe - mówi dr J. Kolasiński. - Przy kwalifikacji do tego typu zabiegu bierze się pod uwagę tylko pacjentów z tak ogromnymi deformacjami, że upośledzają one funkcje życiowe. Efekty estetyczne są dopiero na drugim miejscu - choć i one nie powinny dziwić".
Prof. Andrzej Zieliński, który jest także przewodniczącym Komisji Etycznej Polskiego Towarzystwa Chirurgii Plastycznej, Rekonstrukcyjnej i Estetycznej zapewnia, że żaden chirurg plastyk nie ma dylematów tego typu. "Jeśli tylko są możliwości, wykonuje się każdy zabieg, który przywraca zdrowie fizyczne i psychiczne, poprawia funkcje i czynność danego narządu. Nie ma dyskusji: robić czy nie. Jeśli wyczerpano wszystkie możliwości i nie ma prostszej, tańszej metody, pozostaje tylko kwestia prawidłowej selekcji pacjentów, bo nie każdy chory nadaje się do zastosowania tak radykalnej metody leczenia" - mówi prof. A. Zieliński.
Zasada ostatniej szansy
Prawdziwym problemem przy przeszczepie twarzy jest pokonanie bariery immunologicznej organizmu. "O ile serce po przeszczepie podejmuje lub nie swoje funkcje od razu, to w przypadku twarzy proces akceptacji trwa bardzo długo - mówi prof. A. Zieliński. - Najbardziej należy obawiać się braku drożności naczyń i ciągłości unerwienia. O sukcesie można mówić etapami. Najpierw po 5-7 dniach będzie wiadomo, czy przeżyły naczynia. Potem jest sprawa unerwienia przeszczepionych fragmentów mięśni - na to trzeba zaczekać ok. 6 tygodni. Dopiero po kilku miesiącach okaże się, czy przeszczep nie został odrzucony" - tłumaczy konsultant ds. chirurgii plastycznej.
Aby zmniejszyć ryzyko odrzucenia, przygotowujący się do przeszczepu twarzy zespół z Cleveland dokonywał jednoczesnego przeszczepu szpiku kostnego od dawcy (mowa oczywiście o doświadczeniach na zwierzętach), dzięki czemu można ograniczyć podawanie leków immunosupresyjnych do 1 tygodnia. ?I to jest sukces! Jeśli powiodą się badania nad procesem zahamowania odrzutu, będziemy mogli mówić o przełomie" - uważa dr J. Kolasiński.
Gdy gorzej być nie może
Odrzucenie przeszczepu oznaczałoby stopniowe pojawianie się martwicy i oddzielanie się martwej tkanki. "W takiej sytuacji trzeba byłoby usunąć martwą tkankę, wracając do pierwotnego zniekształcenia. Jedyne, co można w tej sytuacji zrobić, to - jeśli się da - pokryć go wolnym przeszczepem skóry własnej i pogodzić się z tym, że nie da się nic zrobić" - mówi prof. A. Zieliński.
To jeden z powodów, dla których do zabiegu przeszczepienia twarzy kwalifikuje się - mówiąc wprost - pacjentów, u których gorzej być nie może. "W każdej innej sytuacji odrzucenie przeszczepu oznaczałoby bowiem pogorszenie stanu pacjenta, a do tego lekarz nie może dopuścić. A tak - choć oczywiście mówimy o wielkiej, wręcz niewyobrażalnej tragedii osobistej - odrzucenie przeszczepu będzie po prostu powrotem do stanu wyjściowego" - mówi dr J. Kolasiński.
Co do jednego lekarze są zgodni: przygotowanie pacjenta do takiego zabiegu to niezwykłe wyzwanie. Aspekt psychologiczny odgrywa w tym przypadku niezwykle istotną rolę. "Problem polega przede wszystkim na poczuciu własnej tożsamości. Nasz wygląd stanowi bardzo ważną część wyobrażenia o tym, kim jesteśmy. Zbyt gwałtowne i szybkie zmiany na pewno będą miały jakiś wpływ na psychikę. Stąd mowa o konieczności długotrwałego przygotowywania pacjenta. Na obecnym etapie możemy sobie tylko próbować wyobrazić, jakiego typu konsekwencje psychologiczne może mieć taki przeszczep" - zauważa dr Paweł Łuków. I podkreśla, że reakcja jest w tym przypadku bardzo indywidualną sprawą. "Są ludzie mniej i więcej przywiązani do swojego wyglądu. Choć z drugiej strony możemy zakładać, że skoro ktoś uważa, iż powinien się poddać takiemu zabiegowi, to wygląd musi mieć dla niego określoną wartość, którą utracił" - mówi P. Łuków. Jego zdaniem, nastawienie i reakcje, o których mowa, zależą od stosunku do ciała. Jeżeli poczucie tożsamości nie jest zbyt mocno zakorzenione w wyglądzie, to niebezpieczeństwo kłopotów natury psychicznej jest mniejsze. "Dla bliskich takiej osoby zasadnicze znaczenie ma poczucie estetyki, ale też poczucie autentyczności kontaktów z nią. Wszystko to jednak bardzo osobiste, indywidualne sprawy" - dodaje P. Łuków.
Źródło: Puls Medycyny
Podpis: Monika Wysocka