Przeprosiny z etatami
Gremialne zwalnianie się lekarzy z pracy nie przyniosło tak spektakularnych sukcesów, jakich oczekiwali działacze związkowi.
W końcu sierpnia termin wypowiedzeń kończył się w ośmiu szpitalach w Małopolsce i na Podkarpaciu. We wszystkich powtórzył się ten sam scenariusz. Lekarze spośród możliwych wariantów rozwiązania kryzysu, wybierali najbardziej zachowawczy: negocjacje z dyrektorami i powrót do pracy. Najwcześniej (bo jeszcze w lipcu) i na najkorzystniejszych dla siebie warunkach wycofali wypowiedzenia lekarze z Wadowic. Do końca tego roku ich podstawowe wynagrodzenie ma wzrosnąć krocząco o 50 proc. w stosunku do stanu z czerwca br. Półtora tysiąca dodatku od sierpnia wywalczyli natomiast lekarze ze Szpitala Powiatowego w Oświęcimiu.
Wypowiedzenia, nie czekając aż minie trzymiesięczny termin wygaśnięcia umów o pracę, wycofują też lekarze ze szpitali w innych regionach kraju. 300 zł podwyżki do pensji zasadniczej od października zgodzili się przyjąć specjaliści zatrudnieni w Szpitalu dla Nerwowo i Psychicznie Chorych w Rybniku. Dyrektor tej placówki Piotr Zagrodnik musiał w obecności każdego z nich podrzeć wypowiedzenie. Lekarze obawiali się, że nie wszyscy zostaną przywróceni do pracy.
Najtrudniej na Podkarpaciu
Do ostatniej chwili nie było wiadomo, jak zakończą się negocjacje na Podkarpaciu. 27 sierpnia doszło tu do rozłamu. Około 50 z 70 lekarzy, którzy złożyli wypowiedzenia w Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym im. F. Chopina, zdecydowało się wrócić do pracy. Pracodawca zagwarantował im, że ich zasadnicza pensja będzie wynosić od 3600 do 4200 zł brutto (w zależności od specjalizacji). Ponadto w przypadku przekroczenia na koniec roku kontraktu z NFZ nie mniej niż o 5 proc., każdy specjalista otrzyma dodatek w wysokości tysiąca zł miesięcznie (w sumie 4 tys. zł). Reszta lekarzy nie chciała wycofać wypowiedzeń. Rozmowy z dyrekcją trwały jeszcze w ostatnim dniu sierpnia. "Ci ludzie są wykorzystywani do tego, by w drugim szpitalu ktoś mógł prowadzić rozmowy i mieć argument siły, że strajk jeszcze nie wygasł. Pan Szramik jest już jednak na kolanach" - tak komentował na bieżąco rozłam w swojej załodze Bernard Waśko, dyrektor Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego im. F. Chopina w Rzeszowie.
Do końca sierpnia codziennie trwały burzliwe rozmowy w rzeszowskim Szpitalu Wojewódzkim nr 2. Jeszcze w przeddzień ostatecznego terminu wygaśnięcia umów o pracę Zdzisław Szramik zapowiadał, że lekarze nie zgodzą się na przyjęcie "ochłapów" proponowanych im przez dyrekcję. Przedmiotem negocjacji 31 sierpnia była propozycja zwiększenia zasadniczego wynagrodzenia dla lekarzy z I stopniem specjalizacji i specjalizujących się o 1600 zł, ale tylko do końca 2007 roku oraz ewentualność przejścia lekarzy na kontrakty od 1 września.
Jednak podwyżki
Akcja składania wypowiedzeń nie zakończyła się sukcesem, ale działacze związkowi, którzy ją zainspirowali, robią dobrą minę do złej gry. "Wszędzie, gdzie były zwolnienia, są podwyżki. Lekarze wracają do swojego pracodawcy na lepszych warunkach, więc jakiś efekt został osiągnięty. Gdyby nie było niepokoju społecznego, nie dostaliby żadnej podwyżki w tym roku" - mówi Krzysztof Bukiel, przewodniczący Zarządu Krajowego Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy. Przyznaje jednocześnie, że dyrektorzy, którzy zobowiązali się do podwyższenia płac w zamian za wycofanie wypowiedzeń, nie mają pewności, czy ze zobowiązań, które wzięli na siebie, będą w stanie się wywiązać. "Niektórzy dyrektorzy podpisując te porozumienia płacowe, na mój chłopski rozum, ryzykują zadłużeniem się swoich szpitali. To są zobowiązania, z którymi będą musieli iść do NFZ i tam walczyć o lepsze stawki, a NFZ jest monopolistą i może zrobić wszystko" - zauważa Krzysztof Bukiel.
Prezes Narodowego Funduszu Zdrowia Andrzej Sośnierz wyciągnął z akcji lekarzy przewrotny wniosek. "Akcja pokazała, że część szpitali (może nawet kilkanaście procent) nie musi funkcjonować w pełnym zakresie, bo potrzeby ubezpieczonych i tak były zabezpieczone. Zmniejszenie potencjału szpitali w wyniku strajków nie spowodowało żadnych szkód dla pacjentów. Myślę, że strajkujący nie taki efekt chcieli uzyskać" - mówi Andrzej Sośnierz.
Wycofywanie wypowiedzeń jeszcze się nie kończy. Termin dla większości lekarzy, którzy zdecydowali się na ten krok, upływa dopiero z końcem września. Ale już widać, że nie ma wśród lekarzy bojowych nastrojów. "Odpuszczamy sobie akcję protestacyjną i czekamy na klauzulę opt-out" - mówi Sławomir Zimny z łódzkiego OZZL. W związku z nowymi przepisami o czasie pracy, które będą obowiązywały od przyszłego roku, dyrektorzy już w końcu września będą musieli zaproponować lekarzom nowe warunki pracy. Zdaniem Sławomira Zimnego, to będzie doskonała okazja do wpływania na wynagrodzenia lekarskie, bo specjalista będzie mógł powiedzieć, że nie zgadza się na pracę powyżej 48 godzin tygodniowo, jeśli nie dostanie podwyżki (czytaj też o dyżurach kontraktowych na stronach 22-23).
Pozycja przetargowa lekarzy będzie więc wzmocniona. Ale czy na pewno? W końcu ostateczne negocjacje z dyrektorem każdy lekarz prowadzi sam.
Źródło: Puls Medycyny
Podpis: Beata Lisowska