Prof. Sieroszewski: liczba porodów systematycznie spada, to demograficzna katastrofa
aktualizacja: 04-01-2024, 08:45
Decydenci powinni pomyśleć nad systemowym rozwiązaniem dostępności do znieczulenia zewnątrzoponowego na polskich porodówkach. Kobiety boją się rodzić naturalnie, bo obawiają się bólu, co jest zrozumiałe. Niestety, położnicy nie mają kogo poprosić o przeprowadzenie tej procedury, bo brakuje anestezjologów. Jeżeli takich prostych rzeczy nie załatwimy, to przyrost naturalny będzie coraz bardziej ujemny - alarmuje prof. Piotr Sieroszewski, prezes PTGiP, podsumowując rok 2023.

Najważniejszym wydarzeniem 2023 roku dla naszego towarzystwa naukowego był 28. Kongres European Board & College of Obstetrics and Gynaecology (EBCOG), któremu towarzyszyły obchody 100-lecia Polskiego Towarzystwa Ginekologów i Położników (PTGiP) w Krakowie (18-20 maja). Była to pierwsza tego typu impreza w Polsce, która zgromadziła 2 tys. uczestników, w tym ponad 100 znamienitych wykładowców z całego świata.
We wrześniu odbyła się kolejna edycja Akademii Rezydenta, czyli konferencja skierowana do lekarzy specjalizujących się w dziedzinie położnictwa i ginekologii, w grudniu natomiast Forum Ginekologii i Perinatologii Praktycznej, podczas którego omawiane są szeroko wszystkie najnowsze rekomendacje i standardy postępowania. A tych w tym roku nie brakowało.
Ważne dokumenty przygotowane przez PTGiP w 2023 r.
Do najważniejszych dokumentów przygotowanych przez PTGiP należały wytyczne postępowania przy przedwczesnym odpływaniu płynu owodniowego, zarówno przed 23. tygodniem ciąży, czyli przed zdolnością przeżycia płodu, jak i po tym okresie. W świetle dramatycznych wydarzeń, które miały miejsce na przestrzeni ostatnich miesięcy w Polsce, bardzo istotną sprawą było, aby przypomnieć i uporządkować standardy obowiązujące w takich sytuacjach. Drugi istotny dokument to nowe rekomendacje dotyczące diagnostyki i leczenia endometriozy. Przypomnę tylko, że jest to choroba, która dotyczy 10-20 proc. kobiet.
PRZECZYTAJ TAKŻE: Prof. Sieroszewski: PTGiP przygotowuje nowe wytyczne, m.in. dotyczące endometriozy
Najpilniejsze potrzeby polskiego położnictwa i ginekologii
Wciąż jednak w dziedzinie położnictwa i ginekologii istnieje wiele niezaspokojonych potrzeb, głównie systemowych. Przede wszystkim mam nadzieję, że nowy rząd jak najszybciej przywróci tzw. kompromis aborcyjny, dający możliwość zakończenia ciąży m.in. w przypadku ciężkich, nieodwracalnych wad płodu. Obecnie, diagnozując tego typu nieprawidłowości w okresie prenatalnym, zwykle nie jesteśmy w stanie pomóc swoim pacjentkom z powodu obowiązującego prawa. Bardzo często prowadzi to do powikłań ciążowych czy ciężkich zaburzeń depresyjnych u ciężarnych, które muszą donosić ciążę do końca, mimo iż mają świadomość, że ich dziecko może nawet nie przeżyć porodu.
PRZECZYTAJ TAKŻE: Rekomendacje NIL i PTGiP: jeśli życie kobiety jest zagrożone, ciążę należy zakończyć natychmiast
Liczymy również na zmianę zasad systemowego finansowania procedury in vitro. Obecnie jesteśmy jednym z nielicznych krajów rozwiniętych, w których dostęp do niej jest bardzo ograniczony. W Polsce odsetek ciąż powstałych w wyniku procedury in vitro wynosi zaledwie 1-1,5 proc. Tymczasem patrząc na liczbę niepłodnych par, które chciałyby i mogły mieć dzieci, to powinien on wynosić 6-8 proc.
Trzecią niezaspokojoną potrzebą, która dotyczy wielu obszarów systemu ochrony zdrowia, w tym ginekologii i położnictwa, jest realistyczna wycena procedur medycznych, a więc taka, która pokrywałaby koszty ponoszone przez świadczeniodawców. Chodzi o to, aby prowadzenie ośrodków opieki zdrowotnej bilansowało się na tyle, żeby było za co kupować nowoczesny sprzęt czy opłacać wykwalifikowane kadry.
Liczba porodów systematycznie spada
Przy okazji decydenci powinni pomyśleć nad systemowym rozwiązaniem dostępności do znieczulenia zewnątrzoponowego na polskich porodówkach. Obecnie w naszym kraju jest ok. 500 oddziałów położniczych (de facto jest ich o wiele za dużo w porównaniu do potrzeb, ale to osobny temat), a brakuje szerokiej dostępności do znieczulenia podczas porodów. To sprawia, że kobiety boją się rodzić naturalnie, bo obawiają się bólu, co jest zrozumiałe. Niestety, położnicy nie mają kogo poprosić o przeprowadzenie tej procedury, bo brakuje anestezjologów, brakuje zasobów ludzkich. Nad tym problemem trzeba się pochylić, bo jeżeli takich prostych rzeczy nie załatwimy, to przyrost naturalny będzie coraz bardziej ujemny.
Warto przy tym podkreślić, że kryzys demograficzny z roku na rok się pogłębia. W 2016 r. było 420 tys. porodów, a w tym roku będzie ich prawdopodobnie zaledwie 290 tys., co jest demograficzną katastrofą, ponieważ aby polskie społeczeństwo odnawiało się biologicznie, powinno być ich co najmniej 400 tys. Jeżeli nic się nie zmieni, to za 20 lat będzie za mało osób w naszym kraju i nie będzie miał kto gromadzić funduszu emerytalnego, m.in. na ochronę zdrowia, co tylko pogłębi kryzys w wielu obszarach. Z danych wynika, że jest to problem wielu krajów rozwiniętych, ale Polska jest w szczególnie trudnej sytuacji.
PRZECZYTAJ TAKŻE: Druzgocące dane NFZ. W ponad połowie porodówek w kraju nie wykonuje się znieczulenia zewnątrzoponowego
System no-fault optymalnym rozwiązaniem
Wspomnę jeszcze o jednej sprawie, która w szczególny sposób dotyka ginekologów położników. Obecna praktyka prawna w przypadku roszczeń wynikających z powikłań medycznych jest taka, że sprawa od razu kierowana jest na drogę postępowania karnego. To odstrasza lekarzy od wyboru tej specjalizacji, ponieważ wiadomo, że najwięcej roszczeń w wyniku różnego rodzaju powikłań jest w położnictwie. Lekarze mają świadomość, że każda tego typu sprawa będzie rozpatrywana przez prokuratora, mimo że 95 proc. tego typu zdarzeń nie wynika stricte z błędów medycznych. Powoduje to odpływ specjalistów chętnych do pracy na oddziałach położniczych.
Z tego względu uważam, że wprowadzenie systemu no fault, czyli możliwości wynagradzania pacjentom wystąpienia u nich niepożądanych zdarzeń medycznych przez instytucje odszkodowawcze, bez orzekania o winie medyków, byłoby optymalnym rozwiązaniem. Ten system skutecznie działa m.in. w krajach skandynawskich, Wielkiej Brytanii czy Niemczech.
Źródło: Puls Medycyny