Prof. Przemysław Mitkowski: medycyna nie znosi zdrad, trzeba poświęcić się jej całkowicie
Rok 2023 był niezwykle pracowity. Wynika to z faktu, że w medycynie wciąż następuje ogromny postęp, a mnie zależy na tym, żeby z nowoczesnych technologii mogli jak najszybciej korzystać polscy pacjenci - stwierdza prof. Przemysław Mitkowski, który zajął 5. miejsce na Liście Stu 2023 najbardziej wpływowych osób w polskiej medycynie.

Prof. Mitkowski od ponad 30 lat specjalizuje się w elektroterapii serca. Cieszy go, że w ostatnich latach na rynku pojawiło się bardzo dużo różnego rodzaju urządzeń wszczepialnych. Wiele z nich zostało już zaimplementowanych do Polski, np. drugi rodzaj stymulatora bezelektrodowego czy podskórny, całkowicie pozanaczyniowy kardiowerter-defibrylator. Udało się też po raz pierwszy w naszym kraju wszczepić choremu kardiowerter-defibrylator z funkcją stymulacji resynchronizującej, który ocenia jej skuteczność nie tylko na podstawie wysłanego impulsu, ale i efektu jego zadziałania. Ma to olbrzymie znaczenie u pacjentów z napadowym migotaniem przedsionków. Poza tym w związku z wpisaniem systemu zdalnego nadzoru do katalogu świadczeń gwarantowanych ambulatoryjnej opieki specjalistycznej konieczne były prace organizacyjne dotyczące tej procedury.
– Rozpoczęliśmy w naszym ośrodku również zabiegi polegające na stymulacji układu bodźcoprzewodzącego, co oznacza, że dołączyliśmy do tych, którzy wdrażają w Polsce tę technologię. Mamy przy tym dość ciekawe obserwacje. Tak jak przewidywałem jeszcze kilka lat temu — być może niebawem stymulacja układu bodźcoprzewodzącego, przede wszystkim lewej odnogi, zastąpi nie tylko stymulację prawej komory, ale także stymulację pęczka Hisa. Zmieniłoby to całkowicie spojrzenie na ten rodzaj zabiegów — przewiduje kardiolog. W minionym roku prof. Mitkowski pomagał też wdrożyć stymulację bezelektrodową w ramach proctoringu (czyli eksperckiego nadzoru) w kilku ośrodkach w kraju i za granicą. W zagranicznych ośrodkach szkoleniowych sam przeszedł szkolenie z wszczepiania drugiego obecnego na rynku stymulatora bezelektrodowego i podskórnego kardiowertera-defibrylatora.
– Na pewno był to rok obfitujący w wyzwania, ale to jest to, co kocham. Ukułem nawet własną definicję osoby, która — tak jak ja — gdy tylko coś osiągnie, to od razu szuka kolejnego wyzwania: człowiek nudzący się. Sam uwielbiam taki pęd i ciągłe zmiany. Lubię, jak ciągle coś się dzieje, gdy można zrobić coś nowego, zobaczyć jak pacjent, któremu nie mieliśmy wcześniej nic do zaoferowania, korzysta z nowoczesnej terapii, czuje się doskonale, uśmiecha się, znów jest zadowolony z życia. To jest to, co każdego z nas, a zwłaszcza lekarza, „kręci”, dostarcza wielu pozytywnych emocji, a także zachęca do dalszych wysiłków — tłumaczy specjalista.
Mimo że dzisiaj zmienia polską medycynę, to do trzeciej klasy liceum nikt by nie pomyślał, że może być kandydatem na lekarza.
– Po pierwsze, uczęszczałem do klasy o profilu matematyczno-fizycznym, a po drugie… mdlałem na samą myśl o krwi. Pobrania krwi czy szczepienia ochronne zawsze kończyłem w pozycji leżącej — śmieje się profesor. Po pierwszym roku studiów odbywałem praktyki pielęgniarskie w Klinice Chirurgii Urazowej w szpitalu przy ulicy Długiej w Poznaniu. Pamiętam, że gdy zobaczyłem pierwszego pacjenta z kroplówką z solą fizjologiczną, to zrobiło mi się słabo. Potem, jak przytrzymywałem pacjenta do nakłucia krwiaka opłucnej po wypadku komunikacyjnym, to ledwo doczekałem do końca zabiegu — wspomina.
Całe szczęście, po kilku latach tak przywykł do widoku krwi, że teraz nawet krwawe zabiegi, jakimi są niejednokrotnie wykonywane przez niego procedury usuwania układów do elektrostymulacji, nie robią już na nim większego wrażenia.
Mało jednak brakowało, a dzisiaj przed nazwiskiem miałby tytuł „mgr inż.”.
– Początkowo, zgodnie z profilem klasy licealnej, przygotowywałem się do studiów na Politechnice Poznańskiej, tym bardziej, że zawsze „ciągnęło” mnie do wszelkiego rodzaju technologii informatycznych. W szkole średniej uczyłem się programować. Doszedłem nawet do programowania w języku wewnętrznym procesora, co w czasach, gdy mikrokomputery pracowały na interpreterze Basica, było przełomem. Później był Turbo Pascal, a potem… medycyna całkowicie mnie pochłonęła, nie było czasu na dalsze zabawy informatyczne, chociaż w pierwszych latach pracy byłem członkiem uczelnianej Komisji Informatyki, więc moja wiedza w tym kierunku wciąż ewoluowała i pogłębiała się. Medycyna jednak jest zaborczą kobietą i nie znosi żadnych zdrad. Trzeba się jej poświęcić całkowicie — żartuje. Dodaje jednak, że dzisiaj doświadczenie informatyczne bardzo pomaga mu w pracy lekarza, bo na co dzień zajmuje się nowymi technologiami w kardiologii.
Przepis na sukces w medycynie? – Praca, pokora i pasja — odpowiada bez zastanowienia prof. Mitkowski. Co nie znaczy, że nie lubi wypoczywać, chociaż nie znajduje na to zbyt wiele czasu. Uwielbia jazdę na rowerze i spływy kajakowe. Jest też zawodnikiem Polskiego Związku Strzelectwa Sportowego.
– Gdy idzie się na strzelnicę, to jest tylko broń i tarcza, trzeba się kompletnie odizolować od tego, z czym się przychodzi, zostawić cały świat zewnętrzny. Chodzi nie tylko o bezpieczeństwo, ale także o fakt, że skupienie pozwala na uzyskiwanie lepszych wyników — tłumaczy profesor.
Jako dusza niespokojna, lubi też zwiedzać świat. Często odkrywa nowe zakątki przy okazji wyjazdów na kongresy czy konferencje. – Uwielbiam siąść w jakimś ogródku i pijąc kawę, obserwować przechodzących ludzi — mówi. Lubi również czytać książki, głównie dramaty polityczne, a także oglądać filmy, zwłaszcza o tematyce wojennej i komedie. „Helikopter w ogniu”, „Wróg u bram”, „CK Dezerterzy”, „Vabank”, „Seksmisja” — może je oglądać w nieskończoność. Czasami jednak ma ochotę po prostu porządnie się wyspać.
Trzy słowa, którymi by się określił, to: innowacyjność, konsekwencja, partnerstwo. Nie bez powodu podczas wyborów na prezesa Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego (PTK) jego hasłem było: „Razem możemy więcej”. Był inicjatorem wspólnych spotkań i konferencji z innymi towarzystwami naukowymi.
– Niestety, dzisiaj jako eksperci w danej dziedzinie jesteśmy często zamknięci w dosyć wąskim świecie własnej specjalności. A uważam, że możemy się od siebie wiele nauczyć, poprawić swój warsztat, ponieważ trochę inaczej widzimy te same problemy. Dzięki wymianie doświadczeń zaczynamy postrzegać rzeczy bardziej holistycznie i znajdujemy w tej zatomizowanej medycynie jakieś rozwiązania. Przykładów nie trzeba daleko szukać. W ostatnim czasie flozyny, które zjednoczyły diabetologów, nefrologów i kardiologów, pokazały, że możliwy jest powrót do wielkiej interny — zaznacza.
W październiku ubiegłego roku zakończyła się jego kadencja na stanowisku prezesa PTK. Nie oznacza to, że zwolnił tempo, wręcz odwrotnie.
– Jako jednostka nudząca się, myślę już o nowych zadaniach i wyzwaniach — stwierdza. Szczegółów na razie nie chce zdradzać, ale przekonuje, że kolejne lata również zapowiadają się dla niego niezwykle pracowicie.
ZOBACZ TAKŻE: LISTA STU 2023: MEDYCYNA
Źródło: Puls Medycyny