Próbna ewakuacja szpitala: test dla służb medycznych i ratunkowych
Szpitale nie mają prawnego obowiązku dokonywania próbnych ewakuacji na wypadek pożaru, ataku terrorystycznego lub innej sytuacji zagrażającej zdrowiu i życiu pacjentów. Przeprowadzanie co najmniej raz do roku ćwiczebnej ewakuacji (z udziałem pozorantów, co minimalizuje ryzyko i zagrożenia dla hospitalizowanych) jest natomiast jednym ze standardów Programu Akredytacji Szpitali w Polsce, prowadzonego przez Centrum Monitorowania Jakości w Ochronie Zdrowia.
Problem jest ciągle niedoceniany przez polskich dyrektorów. Nawet te placówki, które przeżyły koszmar rzeczywistej ewakuacji po serii fałszywych alarmów bombowych i ostrzegających przed wąglikiem w 2000 i 2001 roku, po chwilowej mobilizacji, przestały się interesować na co dzień tym tematem.
Każde wytłumaczenie jest dobre
?Mamy dobrze przygotowany plan ewakuacyjny szpitala, a to najważniejsze. Wszędzie są rozmieszczone instrukcje powiadamiania i przywoływania personelu. Wszystko powinno zadziałać w sytuacji zagrożenia i gdy doszło do prawdziwej ewakuacji półtora roku temu - rzeczywiście zadziałało\" - mówi Wojciech Boratyński, zastępca dyrektora ds. lecznictwa w Szpitalu Klinicznym im. prof. M. Michałowicza w Warszawie. Jego zdaniem, organizowanie próbnej ewakuacji jest bardzo skomplikowane. Takie ćwiczenia trudno byłoby przeprowadzić, bo szpital jest usytuowany w samym centrum miasta i pozorowana ewakuacja zablokowałaby główną arterię komunikacyjną stolicy.
Dyrektorzy tłumaczą się też brakiem czasu i pieniędzy. Wymówka o tyle niewłaściwa, że służby ratownicze mają środki na organizowanie takich ćwiczeń dla szpitali z funduszy prewencyjnych. ?Rozmawialiśmy z komendą wojewódzką krakowskiej straży pożarnej i okazało się, że bardzo chętnie przeprowadzi ona bezpłatnie ewakuacje dla placówek medycznych, natomiast nie są tym zainteresowane same szpitale. Myślę zatem, że nie jest to problem finansowy, lecz organizacyjny\" - mówi Halina Kutaj-Wąsikowska, zastępca dyrektora Ośrodka Akredytacji Centrum Monitorowania Jakości w Ochronie Zdrowia.
Symulacja w ramach promocji
Symulowaną akcję ewakuacji udało się bez problemu przeprowadzić 30 września w samym centrum Warszawy, w Szpitalu Specjalistycznym św. Zofii. W ćwiczeniach uczestniczyły: straż pożarna, pogotowie ratunkowe i straż miejska, a w trwających przez miesiąc szkoleniach szpitalnego personelu i przygotowaniach do akcji - także oficerowie brygady antyterrorystycznej. ?Przećwiczona została gotowość zespołu do przeciwstawienia się zagrożeniu atakami terrorystycznymi na placówki służby zdrowia. Do takich działań zobowiązuje nas posiadanie certyfikatu akredytacyjnego. Wpisaliśmy tę próbną ewakuację także do programu działań promocyjnych na rzecz szpitala bezpiecznego, otwartego i przyjaznego\" - wyjaśnia powody zorganizowania ewakuacji Wojciech Puzyna, dyrektor Szpitala św. Zofii.
Akcję rozpoczął telefon o podłożeniu bomby w szpitalu. Najpierw pracownicy poszukiwali jej na poszczególnych piętrach i zabezpieczali teren. Kolejnym etapem było przejście całego personelu przez zadymiony, zaciemniony korytarz. Potem zostało przećwiczone uruchamianie gaśnicy. Kulminacyjnym momentem akcji była ewakuacja pacjentów (w tej roli zamiast dzieci występowały lalki) z poszczególnych pięter, w tym znajdującego się w inkubatorze noworodka w ciężkim stanie. Jak ocenia dyr. W. Puzyna, akcja była pouczająca nie tylko dla pracowników szpitala, ale także służb ratowniczych, które miały okazję zapoznać się z topografią placówki, opracować optymalne rozmieszczenie wozów i drabin, a także ocenić możliwości ewentualnej ewakuacji pacjentów z dachu.
Standard, ale nie bezwzględnie przestrzegany
Próbna ewakuacja, przeprowadzana co najmniej raz do roku, to jeden ze standardów programu akredytacji.
?Standard zamieszczony w dziale rodowisko Opieki często nie jest spełniany przez ubiegające się o akredytację placówki - mówi Halina Kutaj-Wąsikowska. Do jego spełnienia, prócz przeprowadzenia ćwiczebnej ewakuacji, wymagane jest również opracowanie wniosków przez szpital, a także zaplanowanie ich wdrożenia. Organizowanie ćwiczebnych ewakuacji jest jednak potrzebne, gdyż wskazuje wiele obszarów poprawy\".
Czasami wnioski po ewakuacji są przerażające. ?Zdarzało się, że podczas ćwiczeń na oddziale pozostawało trzech nie ewakuowanych chorych. Całe szczęście, że byli to tylko pozoranci, a nie prawdziwi pacjenci\" - podkreśla H. Wąsikowska. Jej zdaniem, świadomość rangi tego problemu w szpitalach jest coraz większa, ale działania najczęściej wymusza samo życie.
Potwierdza to Bożena Osińska, dyrektor Samodzielnego Publicznego Zakładu Opieki Zdrowotnej w Nowej Soli. Kierowana przez nią placówka ośmiokrotnie doświadczyła skutków fałszywego alarmu o podłożeniu bomby i trzykrotnie ?miała do czynienia\" z wąglikiem. ?Jesteśmy szpitalem mocno doświadczonym, jeśli chodzi o stworzenie procedury i jej przestrzeganie przez personel. Po każdym fałszywym alarmie musieliśmy ją wdrożyć i w pełni zrealizować. Mogę przewidzieć, ile potrwa przyjazd straży pożarnej, ile - policji, kiedy pojawi się pies z przewodnikiem, w jaki sposób i kiedy uruchomione będą służby wewnętrzne - mówi Bożena Osińska. - Zastanawiam się natomiast nad pomysłem pełnej ewakuacji na zewnątrz, z wykorzystaniem transportu i służb podporządkowanych prezydentowi miasta\". W Nowej Soli pewnie uda się przeprowadzić takie ćwiczenia, chociaż pani dyrektor ma poważne wątpliwości natury etycznej, czy należy w nie angażować pacjentów. Koledzy namawiają ją, by zrobić to przynajmniej na takim oddziale, gdzie nie ma chorych w stanie ciężkim, np. na rehabilitacji.
Źródło: Puls Medycyny
Podpis: Beata Lisowska