Poszukaj wiaty
Francuzki słyną z tego, że potrafią z niczego zrobić kapelusz, sałatkę i awanturę małżeńską. A Polki? Do awantury zawsze mają powód. Sztuka w tym, by go ujawnić.
Oto instrukcja, którą słyszą czasem uczestnicy warsztatów psychologicznych: „usiądźcie naprzeciwko siebie, oprzyjcie prawe łokcie na blacie, chwyćcie się za dłonie. Macie trzydzieści sekund na to, żeby jak największą ilość razy dotknąć dłonią partnera do blatu”. I co robią? To jasne. Zaczynają się siłować.
Czyje na wierzchu?
Osoba silniejsza kilka razy dotyka dłonią przeciwnika blatu lub ludzie trwają w równowadze, natężając się bezskutecznie. A gdyby tak raz jeszcze posłuchać instrukcji? Nie ma w niej mowy o siłowaniu. Zamiast rywalizacji można wybrać współpracę. Wtedy ja dotykam dziesięć razy twoją dłonią, raz za razem, bo bez oporu, ty dziesięć razy moją, ja dziesięć twoją, póki starczy czasu. I wygrywamy oboje. Uczestnicy warsztatów są zwykle zdziwieni, że nie wpadli na tak prosty pomysł. Tak działa nastawienie, i to nie tylko wtedy, gdy opieramy ręce o stolik.
Większość z nas przywykła widzieć konflikt jako sytuację, w której ktoś musi wygrać, a ktoś przegrać. Przy takim ujęciu właśnie tak rozwiązujemy konflikty. Siłowo. Czyje będzie na wierzchu? Jedna strona odniesie zwycięstwo, druga podkuli ogon i będzie czekać, żeby się odegrać. Są rodziny, gdzie dwie strony chcą postawić na swoim równie mocno. Tam konflikt może trwać tygodniami, przechodząc od fazy wojny przez ciche dni do fazy drobnych złośliwości, wypowiadanych przy każdej okazji.
Gdy postrzegamy konflikt jako zagrożenie, to albo lukrujemy rzeczywistość, dla świętego spokoju zapierając się własnych potrzeb, albo atakujemy przeciwnika. Jakiego przeciwnika? Zwykle chodzi o partnera, z którym z własnego wyboru dzielimy życie. Albo o dziecko, które chcemy wychować, więc musimy pokazać, kto tu rządzi, choć to i tak jest jasne.
Słuchać siebie nawzajem
Kilka tygodni temu trafiło do mnie małżeństwo wciąż kłócące się o to samo. Obydwoje są po rozwodzie, mają dorosłe dzieci z pierwszego małżeństwa, na wspólne już za późno. On wprowadził się do niej po ślubie, mieszkają w ładnym i dużym mieszkaniu. Jest im w nim całkiem wygodnie, ale ona nie jest zadowolona. Chce, by sprzedali swoje mieszkania i kupili jedno większe. On nie widzi powodu. Wynajmuje własne mieszkanie, mają z tego dodatkowe pieniądze. Codzienne kłótnie w rok po ślubie doprowadziły ich na skraj rozwodu.
Na szczęście konflikt udało się rozwiązać. Wystarczyło wyjść poza stanowiska, na których mocno stali. Odkryć potrzeby, z których wynikał ich upór. Żona chciała, by mieli coś wspólnego, by z dwojga ludzi zmienili się w prawdziwą rodzinę. Wspólne cele i plany, wspólną własność, wspólne urządzanie życia. Bez tego miała wrażenie, że mąż stoi w progu i w każdej chwili może wrócić do własnego mieszkania, czym zresztą groził przy awanturach. Nie czuła się bezpiecznie w nowym stadle. A on poczucie bezpieczeństwa wiązał ze swoim stanem posiadania. Gdy w końcu wy- słuchali się nawzajem, znaleźli rozwiązanie. Postanowili kupić ziemię i wybudować dom na wsi. Wspólny dom — na wspólne weekendy i wakacje, a może i na wspólną starość?
Ochrona przed burzą
Francuz Jean Claude Decaux — widząc, jak ludzie mokną na przystankach — wymyślił wiatę. Dlaczego akurat o nim mówię, skoro ludzkość ma na koncie tysiące poważniejszych wynalazków? Żeby wynaleźć wiatę, nie trzeba być naukowcem poświęcającym życie jednej sprawie. Jean Claude Decaux dostrzegł potrzebę, rozwiązanie leżało na tacy. W przypadku konfliktów rodzinnych sprawa jest jeszcze prostsza. Nasz partner, nie przeciwnik — niezależnie od tego, czy to mąż, żona, czy dziecko — może nam pomóc odkryć, o co tak naprawdę mu chodzi. Zamiast mówić: co za bzdury, większe mieszkanie nie jest nam potrzebne — lepiej spytać: a dlaczego ci na tym zależy? Zamiast wrzeszczeć na dziecko, że chodzi bez czapki — lepiej spytać, czemu nie chce jej nosić. Spytać siebie: A o co mnie chodzi? Czy o to, żeby postawić na swoim, czy o to, żeby dziecko się nie przeziębiło?
Zamiast wkraczać na ring przy każdej różnicy zdań, lepiej razem szukać rozwiązania dobrego dla obu stron. Rozwiązywanie konfliktów to sztuka współpracy, a nie walki. Przy takim nastawieniu możemy wynaleźć wiatę, która ochroni nasz dom przed niejedną burzą. l
Źródło: Puls Medycyny
Podpis: Hanna Samson