Podwójne życie zawodowe lekarza

Beata Lisowska
opublikowano: 22-02-2006, 00:00

Coraz więcej lekarzy z Polski, chcąc poprawić swój budżet, decyduje się na tzw. wyjazdy weekendowe do Wielkiej Brytanii. wiadczą tam nocną i świąteczną pomoc ambulatoryjną i wyjazdową.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
Jednym z podróżujących jest lekarz rodzinny z Kalisza, który prosił o nieujawnianie jego danych osobowych. Nie afiszuje się wśród kolegów ze swymi weekendowymi wyjazdami, tak samo zresztą jak pozostali Polacy, którzy zdecydowali się, by w ten sposób dorobić sobie do podstawowej pensji lekarza. Reporterka Pulsu Medycyny rozmawiała z nim rano, tuż przed jego wylotem do Londynu.

Praca non stop

Co drugi piątek około 3 w nocy nasz bohater wyrusza z Kalisza w kilkunastogodzinną podróż, by o 6 wieczorem stawić się na pięciogodzinny wieczorny dyżur w jednej z przychodni w hrabstwie Devon na południu Anglii (około 300 km od Londynu). W sobotę i niedzielę dyżur trwa po 10 godzin. W poniedziałek rano lekarz rusza w podróż powrotną, by we wtorek rozpocząć normalną pracę w ZOZ-ie.
Czasami podczas weekendowych dyżurów jest sam, ale zazwyczaj lekarzy jest dwóch: jeden pracuje na miejscu, drugi dyżuruje w samochodzie i jeździ na wezwania pacjentów.
"Wykonujemy normalną pracę lekarza rodzinnego "po godzinach". Każdy na własny rachunek. Od początku jestem samodzielny. Praca jest taka sama jak w Polsce: wszystkie nagłe i pilne przypadki i co tylko ludziom przyjdzie do głowy - opowiada lekarz. - Pracy jest dużo, bo pacjentów jest wielu. Przez te kilka godzin przychodzi bardzo dużo ludzi, jest mnóstwo telefonów, sporo wyjazdów i nie można nawet chwilę posiedzieć. Jeżeli dyżur trwa 10 godzin, to jest to z reguły 10 godzin pracy non stop".

Dobrze, ale tanio

Różnice w pracy polskiego i angielskiego lekarza rodzinnego nie są duże.
Brytyjczycy mają nieco odmienne procedury, trochę inną organizację pracy, nieco inaczej postępują z pewnymi jednostkami chorobowymi, ale to są rzeczy, których szybko można się nauczyć.
Jednym z pierwszych "odkryć" naszego bohatera było to, że bardzo ważną sprawą w pracy brytyjskiego lekarza rodzinnego jest "cost effective treatment" (wypośrodkowanie pomiędzy jak najmniejszym kosztem leczenia a osiągnięciem za te pieniądze jak najlepszych rezultatów).
"To, co u nas byłoby uznane za terapię nie najnowocześniejszą, dla nich jest leczeniem tanim, a dobrym. Trzeba się do tego przyzwyczaić, że jeśli chce się leczyć lekami droższymi, ale bardziej nowoczesnymi, można mieć z tego powodu pewne organizacyjne nieprzyjemności" - opowiada nasz rozmówca.
Najważniejszym wymogiem stawianym Polakom jest umiejętność komunikowania się z pacjentami i personelem w języku angielskim. Lekarz przyznaje, że nie włada tym językiem perfekcyjnie. Może być to czasami powodem stresu. "Jeżeli jesteś w stanie dogadać się przez telefon, rozumiesz pacjenta, a pacjent ciebie, to generalnie wystarczy. Miałem jednak parę razy sytuację, że musiałem prosić pielęgniarkę, żeby przetłumaczyła mi, o co chodzi pacjentowi, ponieważ niektórzy używają slangu albo gwary. Ta praca jest stresująca, bo to jest środowisko obce. Zawsze jestem tu odbierany jako obcokrajowiec, tym bardziej, że pracuję w typowo konserwatywnym angielskim środowisku, ale muszę podkreślić, że ludzie mają do nas przychylny i życzliwy stosunek" - mówi lekarz rodzinny.

Motywacja nie tylko finansowa

Nasz bohater nie chce pracować w Anglii na stałe, bo - jak mówi - ma całkiem przyzwoitą pracę w Polsce. 90 proc. jego motywacji do tych weekendowych wyjazdów, to względy finansowe. Reszta to chęć, by coś zobaczyć, przeżyć, zrobić coś dodatkowo. Podoba mu się, że tam podejście do pracy lekarza jest bardziej biznesowe: jeżeli chcesz mieć dobrą usługę, musisz lekarzowi dobrze zapłacić. Jeden wyjazd weekendowy to 25 godzin pracy, a stawka godzinowa wynosi od 30 funtów w "zwykłe" weekendy do nawet 110 funtów podczas świąt lub w wakacje. Nasz rozmówca twierdzi, że po odliczeniu wszystkich kosztów zarabia podczas jednego weekendu równowartość miesięcznej pensji lekarza rodzinnego w Polsce. Sam musiał jednak ponieść koszty rejestracji w brytyjskiej izbie lekarskiej oraz ubezpieczenia od odpowiedzialności cywilnej. Sam ponosi koszty podróży i noclegów w hotelu.
Kontrakt w Anglii ma do końca marca. Zgodnie z nim, pracuje przez dwa weekendy w miesiącu. Oprócz tego jest jeszcze kierownikiem przychodni w Polsce, więc od pięciu miesięcy właściwie nie robi nic innego tylko jeździ z pracy do pracy, pokonując miesięcznie ponad 9 tys. km. Nie narzeka i jest bardzo zadowolony z tego, co robi, choć przyznaje, że czuje się już trochę zmęczony.

Serdecznie dziękujemy p. Katarzynie Shepherd, dyrektorowi zarządzającemu firmy rekrutacyjnej Cherry Tree Medical Ltd za umożliwienie kontaktu z lekarzem.

Zbyt męczące wyjazdy weekendowe
Komentuje dr n. med. Grzegorz Krzyżanowski, przewodniczący Okręgowej Rady Lekarskiej w Łodzi:

Próbowaliśmy jako izba pośredniczyć w organizowaniu wyjazdów dla lekarzy do pracy w weekendy w Wielkiej Brytanii, ale one zostały sfinalizowane tylko w pojedynczych przypadkach. Chętnych nie ma wielu, bo takie wyjazdy są bardzo męczące. Lekarze, jeżeli chcą pracować za granicą, to decydują się raczej na dłuższy pobyt. Najczęściej to się odbywa tak, że jadą na jakiś staż w okresie własnego urlopu i jeżeli im się tam podoba, podpisują kontrakt i zostają na dłużej, co najmniej na rok.
Z drugiej strony wiem, że chęć szukania dodatkowych pieniędzy jest wręcz rozpaczliwa, zwłaszcza wśród młodych lekarzy, którzy mają jeszcze siłę. W łódzkim pogotowiu zarobki zeszły już do takiego niskiego poziomu, że niektórzy lekarze jeździli na weekendy dyżurować do Warszawy, bo stołeczne pogotowie płaciło im lepiej.
Wyjazdy weekendowe do pracy za granicą będą na pewno bardziej popularne, gdy powstaną tanie lokalne połączenia lotnicze. W Łodzi powoli zaczynają je wprowadzać i to może być przełom, bo chęć wyjazdów na weekendy do pracy może być wtedy dużo większa. W tej chwili, jeżeli lekarz musi najpierw dojechać do Warszawy, a dopiero stąd lecieć do Londynu, to zupełnie traci sens.




Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Beata Lisowska

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.