Patomorfologia w stanie zapaści

Robert Grzesiński
opublikowano: 25-11-2016, 17:12

„W Polsce brakuje patomorfologów i sytuacja się pogarsza, choć nie jest to dostrzegalne z punktu widzenia stolicy, gdzie pracuje jedna czwarta tych specjalistów” – alarmuje prof. dr hab. n. med. Radzisław Kordek, konsultant krajowy w dziedzinie patomorfologii. Są w kraju regiony, gdzie pacjenci nie mają dostępu do takiego specjalisty.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna

Blisko 580 specjalistów faktycznie wykonuje zawód patomorfologa w Polsce, co oznacza, że jeden z nich przypada na 100 tys. mieszkańców (dokładnie 1,12 specjalisty). „To sytuuje nas na poziomie Turcji – zauważył prof. Radzisław Kordek. – W USA na 100 tys. mieszkańców jest sześciu patomorfologów”. Kondycji tej specjalizacji w Polsce poświęcona była konferencja „Diagnostyka patomorfologiczna i genetyczna nowotworów w dobie medycyny personalizowanej – znaczenie kliniczne, organizacja i zarządzanie”.

Nierówny dostęp do badań

Problemem jest utrudniony dostęp do badań patomorfologicznych w kraju. „W niektórych województwach nie ma w ogóle patologów – podkreślał prof. Kordek. – Tego problemu nie widać w Warszawie, gdzie pracuje jedna czwarta polskich patologów. Tymczasem w całym województwie opolskim jest tylko jeden patomorfolog, a są regiony, gdzie nie ma żadnego”.

W skali kraju występują też bardzo duże różnice w zakresie wyposażenia i standardu pracowni patomorfologicznych. W Polsce są 144 zakłady patomorfologii, 13 pracowni zajmujących się diagnostyką cytologiczną i bardzo liczne jednoosobowe działalności specjalistów patomorfologów. 

„Wobec braku specjalistów, rozwija się „catering” firm komercyjnych, oferujących diagnostykę laboratoryjną” – mówił krajowy konsultant w dziedzinie patomorfologii. Jego zdaniem, te zewnętrze usługi powinny być wykorzystywane tam, gdzie to konieczne, jednak outsourcing nie może być powszechną praktyką. 

 

Nielubiana specjalizacja?

Pogłębiający się deficyt patomorfologów dotyczy nie tylko Polski, ale też Europy Zachodniej czy nawet USA. W bogatszych krajach sytuację ratują imigranci, np. z Indii, w Polsce nie mamy tego komfortu i powiększa się luka w zatrudnieniu oraz kłopoty pacjentów.

W ocenie prof. Kordka, powodem niedoborów tych specjalistów jest zła opinia o zawodzie patomorfologa wśród samych lekarzy, a do tego praktycznie zerowe wymagania wobec szpitali ze strony NFZ co do funkcjonowania pracowni patomorfologicznych. To bezpośrednio przekłada się na brak woli i chęci dyrektorów placówek do tworzenia takich pracowni. 

„Wśród polskich lekarzy panuje fałszywe przekonanie, że patomorfolog to jest ktoś, kto zajmuje się sekcją zwłok – ubolewał prof. Kordek. - A jaki młody lekarz wybierający specjalizację chciałby trafić na resztę życia do prosektorium?”.

W Polsce rocznie 125 lekarzy jest w trakcie specjalizacji patomorfologicznej, ale mniej niż 10 osób zdaje rocznie Państwowy Egzamin Specjalizacyjny. Część osób kończących tę specjalizację w ogóle nie zamierza podchodzić do trudnego egzaminu i nie wiąże swojej przyszłości z tym zawodem. „W konsekwencji struktura wiekowa specjalistów w tej dziedzinie jest zatrważająca. Według statystyk, najwięcej, bo aż jedna czwarta lekarzy, ma 51-60 lat – mówił profesor.

 

Wymagania rosną, finanse nie

Brak kadr będzie się nasilał wobec niedofinansowanie zakładów patomorfologii, co oznacza, że czeka nas kryzys, bowiem wciąż wzrasta zapotrzebowania ze strony pacjentów i rosną wymagania wobec badań. „Mamy coraz mniej patologów, za to coraz więcej potrzebujących - ocenił prof. Kordek. - Coraz większe są też wymagania opisowe wobec badań, nieustannie rośnie liczba badań i badanych preparatów. Wzrostowi wymogów nie towarzyszy jednak wzrost finansowania. W konsekwencji zakłady patomorfologii, zarówno publiczne, jak i prywatne są przeładowane pracą”. 

A paradoksem tej sytuacji jest to, że w Polsce można być dziś bezrobotnym patomorfologiem. „Bo szpitale nie czują potrzeby zwiększenia kadr, wolą zarzucać pracą już posiadanych specjalistów. To wynika z niedoszacowania potrzeb przez szpitale, które nie czują żadnej presji ze strony NFZ” – uważa profesor.

Przy braku wycen przez NFZ procedury patomorfologiczne są kosztem ogólnym szpitala, a który dyrektor chce taki koszt zwiększać? „Europie Zachodniej od dawna normą jest oddzielna wycena tych procedur, a w USA funkcjonuje 6 grup kosztów opartych na Current Procedural Terminology (CPT).

 

Potrzebne regulacje prawne, standardy i procedury

"Do dziś w Polsce nie dopracowaliśmy się żadnych uregulowań prawnych w dziedzinie patomorfologii. Dopiero w tym roku NFZ wprowadził zasadę przyznawania dodatkowego punktu za posiadanie zakładu patomorfologii w placówce medycznej, co jednak doprowadziło do przypadków patologii. „Niektóre ośrodki wprawdzie powołały takie zakłady, a nawet mianowały ich szefów, ale... tylko na papierze" - mówił prof. Kordek. - NFZ nie ma żadnego sposobu, by przeciwdziałać podobnym praktykom”. W ocenie profesora, trzeba zdecydowanie dążyć do konieczności potwierdzonego posiadania zakładu patomorfologii przez szpital, tak jak do wprowadzenia standardów i procedur w ich działaniu.

„Ostatnio znów wystąpiliśmy do Ministerstwa Zdrowia w sprawie wprowadzenia wycen, chociaż sprawę m za wątpliwą wobec wciąż zmieniających się koncepcji, jak ma wyglądać polski system ochrony zdrowia” – dodawał profesor. Pocieszające jest to, że po 8 latach prac zespołu pod jego kierownictwem nad projektem rozporządzenia ministra zdrowia w sprawie patomorfologii, nareszcie zostanie on skierowany do uzgodnień międzyresortowych.

 

 

 

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Robert Grzesiński

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.