Otyłość to choroba. Pacjenci często słyszą w gabinecie “proszę schudnąć”, ale to dla nich puste słowa
Otyłość to choroba wpisana na listę Międzynarodowej Klasyfikacji Chorób (w klasyfikacji ICD‑10). Mimo to nadal jest dla systemu ochrony zdrowia „przezroczysta”. Tymczasem lecząc skutecznie chorobę otyłościową, zapobiegamy jej ponad 200 powikłaniom.
28 listopada odbyła się 16 edycja konferencji “Polityka lekowa”. Jednym z tematów omówionych przez ekspertów była choroba otyłościowa jako źródło wielu powikłań oraz przedwczesnej śmiertelności.
Praprzyczyna wielu chorób
Zajmujący się leczeniem pacjentów z otyłością od niemal trzydziestu lat prof. Mariusz Wyleżoł, wiceprezes Polskiego Towarzystwa Leczenia Otyłości, ocenia, że w systemie ochrony zdrowia choroba otyłościowa, mimo że jest źródłem wielu różnych powikłań, nadal stanowi schorzenie wręcz „przezroczyste”. Choć teoretycznie postawienie jej diagnozy powinno być stosunkowo łatwe, otyłość zwykle zamyka listę rozpoznań, natomiast u obarczonych nią chorych diagnozuje się przede wszystkim jej powikłania, takie jak choroby sercowo-naczyniowe, cukrzycę lub zwyrodnienia stawów.
- Otyłość to praprzyczyna wielu różnych chorób. Liczbę jej powikłań szacujemy na ponad 200 jednostek chorobowych. Lecząc powikłania otyłości, leczymy objawowo, a nie zachowaczo. Skutkuje to tym, że pacjenci z otyłością w polskim systemie ochrony zdrowia leczeni są w sposób paliatywny, terapia jedynie łagodzi skutki choroby – ocenia prof. Mariusz Wyleżoł, wiceprezes Polskiego Towarzystwa Leczenia Otyłości.
W jego ocenie wynika to także z faktu, że przez wiele lat specjaliści inni niż chirurdzy bariatryczni pozostawali wobec otyłości bezsilni, nie mogli bowiem zaproponować chorym skutecznego postępowania terapeutycznego.
- Mogli jedynie mówić chorym „jedz mniej i ruszaj się więcej”, co u większości chorych będzie działaniem nieskutecznym, a co więcej będzie prowadziło do adaptacji metabolicznej. Dzięki wdrożeniu do praktyki klinicznej skutecznych leków przeciwotyłościowych coraz większa liczba lekarzy dostrzega tę chorobę, choć to nadal za mało – ocenia prof. Wyleżoł.
Otyłość to szerokie wrota do innych chorób
Jedną z chorób często współistniejących z otyłością jest cukrzycą – ich wzajemną współzależność można dostrzec na wielu etapach. Przede wszystkim u osób otyłych ryzyko rozwoju cukrzycy typu 2. Jest znacznie wyższe niż w przypadku populacji ogólnej. Co więcej, badania i praktyka kliniczna dostarczają wielu dowodów na to, że redukcja masy ciała pozwala na uzyskanie lepszej kontroli nad chorobą.
- Pomiędzy otyłością i cukrzycą istnieje związek w przebiegu, który w dużym stopniu determinuje masa ciała stopień otyłości. Przypadki otyłości przebiegające jednocześnie z otyłością, szczególnie zaawansowaną, cechują się gorszą kontrolą metaboliczną. Im więcej kilogramów ma pacjent, tym ma z reguły wyższy poziom cukru i chemoglobiny glikowanej, a więc długoterminowego parametru wyrównania cukrzycy. Co więcej, u chorych z cukrzycą typu 2. I otyłością częściej występują przewlekłe powikłania w postaci zawału mięśnia sercowego, choroby miażdżycowej, zgonu sercowo-naczyniowego, ale także powikłania o charakterze angipatycznym, jak przewlekła choroba nerek czy retinopatia cukrzycowa. Warto więc zapobiegać otyłości i redukować jej stopień, tym bardziej że jako interniści i diabetolodzy dostajemy do tego coraz lepsze narzędzia, również w zakresie farmakoterapii – podkreślił prof. dr hab. n. med. Maciej Małecki, specjalista w dziedzinie chorób wewnętrznych, diabetologii, diagnostyki laboratoryjnej i endokrynologii, kierownik Katedry i ordynator Kliniki Chorób Metabolicznych Uniwersytetu Jagiellońskiego w Szpitalu Uniwersyteckim w Krakowie.
Jak podkreślili eksperci, dane epidemiologiczne wskazują, że nawet 44 proc. Polaków spełnia kryteria otyłości określane poziomem BMI lub otyłości brzusznej, a 33 proc. spełnia już kryteria zespołu metabolicznego, a więc cierpi nie tylko na chorobę otyłościową, ale również na cukrzycę (lub stan przedcukrzycowy) i nadciśnienie tętnicze lub aterogenną dyslipidemię. Potwierdza to wniosek, że trudno dziś rozpatrywać ryzyko zdrowotne związane z otyłością w oderwaniu od czynników ryzyka sercowo-naczyniowego.
- Im wcześniej wdrożymy skuteczną prewencję, tym lepszy efekty zdrowotny uzyskamy. Jedno jest pewne: dziś często trudno nam w praktyce klinicznej jednoznacznie stwierdzić czy dane powikłanie będzie wynikało z otyłości, czy też z jej następstw. Otyłość jako choroba zwykle ma swój początek w 20 dekadzie życia, natomiast dwie kolejne dekady to stała kumulacja czynników ryzyka sercowo-naczyniowego, czego następstwa obserwujemy w 40-50 roku życia. Mamy więc do czynienia z efektem kuli śniegowej, im dłużej masa ciała pacjenta pozostaje nadmierna, tym wzrasta liczba czynników i poziom ryzyka sercowo-naczyniowego – wskazał prof. Aleksander Prejbisz, past prezes Polskiego Towarzystwa Nadciśnienia Tętniczego.
Eksperci zgodzili się co do tego, że choroba otyłościowa powinna zostać należycie dostrzeżona nie tylko przez lekarzy, którzy specjalizują się w pracy z pacjentami otyłymi, ale przez specjalistów wszystkich pozostałych specjalności.
- Nie może być, że otyłość dostrzegana jest jako choroba jedynie w gabinecie kardiologa, diabetologa i endokrynologa. Choroba otyłościowa powinna znaleźć się w centrum zainteresowania pediatrów, lekarzy rodzinnych, ginekologów. Niezależnie od tego z jakiego powodu pacjent zgłasza się na lekarską konsultację, lekarz musi potrafić zdiagnozować i prawidłowo leczyć otyłość. Chciałabym przy tym podkreślić, że postępowanie terapeutyczne w przebiegu otyłości powinno mieć charakter wieloczynnikowy i uwzględniać interwencję żywieniową, aktywność fizyczną i farmakoterapię – wskazała prof. Beata Matyjaszek-Matuszek, kierownik Kliniki Endokrynologii, Diabetologii i Chorób Metabolicznych Uniwersytetu Medycznego w Lublinie, członek zarządu Polskiego Towarzystwa Leczenia Otyłości.
Rosnące koszty otyłości
W dyskusji ekspertów kilkukrotnie wybrzmiewała konstatacja, że w przestrzeni publicznej otyłość nadal nie funkcjonuje jako choroba, ale wciąż jest przedstawiana jako cecha wyglądu.
- W gabinetach lekarskich wciąż słyszymy „proszę schudnąć”, ale to są puste słowa, ponieważ pacjent nie wie jak to zrobić. System ochrony zdrowia nam w tym nie pomaga, choć coraz lepiej w jego ramach leczymy powikłania otyłości i funkcjonują w nim takie znakomite rozwiązania jak program KOS-BAR. Brakuje natomiast rozwiązań systemowych, które skutecznie zapobiegałyby rozwojowi otyłości. Brakuje między innymi działań o charakterze edukacyjnym – mówiła Elżbieta Brzozowska, wiceprezeska zarządu Fundacja Zdrowie i Edukacja Ad Meritum.
W jej ocenie opieka nad pacjentami z otyłością jaką oferuje chorym system opieki zdrowotnej nie ma charakteru kompleksowego i interdyscyplinarnego. Przykładowo, pacjentom brakuje opieki psychologów
- Porad dietetycznych i psychologicznych pacjent musi szukać w ramach prywatnego sektora. Moim zdaniem warto zbudować system, który będzie wspierał osoby zagrożone otyłością w taki sposób, by nie dopuścić do jej rozwoju – podkreśliła, jednocześnie dodając, że system w większym stopniu powinien wspierać pacjentów po zabiegach bariatrycznych.
- Leczenie otyłości to proces, a istnieje grupa pacjentów po operacji chirurgicznej, którzy zaczynają ponownie tyć – dodała prezes Brzozowska.
Jak zauważył prof. Marcin Czech, prezes Polskiego Towarzystwa Farmakoekonomicznego, roczne koszty medyczne walki z otyłością mogą sięgać nawet 5 miliardów złotych.
- Leczenie chorego otyłego kosztuje nas nawet dwa razy więcej niż pacjenta bez tego rodzaju obciążenia. Na koszty bezpośrednie koszty opieki zdrowotnej należy nałożyć pośrednie koszty otyłości, z których najłatwiej jest oszacować absenteizm. Ich poziom szacujemy na dodatkowe 10 mld zł rocznie. Całościowo otyłość „kosztuje” system blisko 15 mld zł – powiedział prof. Marcin Czech.
Jak dodał, należy się spodziewać, że koszty te w najbliższych latach będą rosnąć z uwagi na fakt, że polska populacja dzieci i młodzieży tyje najszybciej w Europie.
PRZECZYTAJ TAKŻE: Polityka lekowa – czego potrzebujemy w zakresie dostępności refundacyjnej?
Źródło: Puls Medycyny