Okiem redaktora: reforma ministra Radziwiłła
Wyczekiwana strategia zmian w systemie ochrony zdrowia wreszcie ujrzała światło dzienne. Po półrocznej pracy rozmaitych zespołów w Ministerstwie Zdrowia powstał plan, który zapewne będzie określany "reformą Radziwiłła".
Plusem tej reformy jest przede wszystkim chęć chwycenia byka za rogi. Minister zapowiada istotne zmiany w podstawowej opiece zdrowotnej oraz w szpitalach. Podstawowa opieka ma być koordynowana, tak żeby pacjenta ktoś wreszcie prowadził po systemie za rękę i zarówno od strony szpitala, jak od strony lekarza rodzinnego, pomagał w zapewnieniu specjalistycznego leczenia w AOS. Połączenie kilku oddzielnie działających specjalistów w jeden zespół POZ ma sens, tylko czy w praktyce nie będzie to kolejna fikcja podobna do konsyliów, które miały obowiązkowo omawiać każdego pacjenta onkologicznego? Szybko przerodziiy się one w formalne przystawianie pieczątek na dokumentach i dlatego właśnie od nich odchodzimy. Oby ministerstwu udało się tym razem tak skonstruować umowy, aby wymuszały realną koordynację działania.

Szczególnie dobrze brzmią zapowiedzi, że POZ będzie finansowany inaczej - do stawki kapitacyjnej za pacjenta, powiększonej o dopłatę na leczenie chorób przewlekłych i profilaktykę, ma dojść premia za wyniki leczenia. Eureka! Wreszcie ktoś zacznie płacić za efekty, a nie tylko samo działanie. Ponieważ jednak nie oznacza to większych nakładów na POZ, a jedynie nowe zasady wydania takich samych środków, można się spodziewać małego entuzjazmu dla proponowanych zmian.
Zmiany zasad kontraktowania szpitali budzą największe emocje, ponieważ dotyczą największych pieniędzy. Chodzi o prawie 29 miliardów złotych rocznie. W planie ministra Radziwiłła jest przeznaczenie 78 proc. tej kwoty dla szpitali w formie corocznego budżetu finansującego ich działalność, obliczonego według zakresu procedur wykonywanych do tej pory. Każdy szpital typu powiatowego ma otrzymać środki na działanie czterech podstawowych oddziałów - interny, chirurgii, pediatrii i ginekologii. Większe szpitale dostaną dodatkowo środki na kolejne oddziały. Szpitale wysokospecjalistyczne, w tym pediatryczne i onkologiczne także otrzymają stały roczny budżet na działalność. Dzięki temu być może skończy się kreatywna księgowość w opisywanie przypadków poszczególnych pacjentów nie według prawdziwej choroby, ale według wyceny procedur, tak aby zdobyć jak najwięcej punktów. Co ciekawe, minister deklaruje, że nie będzie tutaj żadnej różnicy między szpitalami, które są nadal całkowicie publiczne, a szpitalami skomercjalizowanymi czy sprywatyzowanymi.
Nie widać jednak na razie żadnego mechanizmu, który wymuszałby w tym budżetowym systemie wysoką jakość świadczonych usług czy też skuteczność wykonywanych procedur. Tutaj zapowiedzi ograniczają się jedynie do miękkich metod kontrolowania, przez nowe zasady certyfikacji podmiotów. To w wielu przypadkach może nie wystarczyć do zagwarantowania skutecznego i bezpiecznego leczenia.
Pozostałe 22 proc. - tylko 22 proc. - pieniędzy na kontrakty szpitalne będzie dysponowane tak jak obecnie, na zasadzie konkursów. Mają w nich uczestniczyć wszystkie podmioty, także prywatne. W kontekście trwającego od pół roku "uszczelniania koszyka", czyli obniżania wyceny niektórych procedur, jest to bardzo kiepska wiadomość dla prywatnych szpitali, zwłaszcza zajmujących się jedną specjalnością. Trend powstawania nowych prywatnych placówek z pewnością się zatrzyma. I w ogóle "reforma Radziwiłła" spowoduje znaczące zabetonowanie rynku usług medycznych. Nowym będzie o wiele trudniej rozpocząć działalność, a istniejące podmioty skupią się na obronie status quo.
Do tego dochodzi jeszcze symboliczne przemalowanie NFZ na państwowy fundusz celowy i wojewódzkie urzędy zdrowia oraz zmiana składki zdrowotnej na udział w podatku dochodowym. I utworzenie nowego urzędu do spraw zdrowia publicznego zamiast 5-6 istniejących. Zmiany głównie dla wtajemniczonych urzędników. Efektem ubocznym będzie jednak to, że Minister Zdrowia - ktokolwiek to będzie - stanie się jeszcze bardziej, właściwie jednoosobowo, odpowiedzialny za wszystko, co się dzieje w służbie zdrowia. W tym sensie jesteśmy świadkami, że zatoczyła koło historia decentralizacji, regionalizacji i prywatyzacji systemu. Czas pokaże, czy to się opłaci.
Najbardziej wytęsknione przez wszystkich zwiększenie nakładów na zdrowie zostało co prawda zadeklarowane, ale jest to deklaracja w stylu poprzednich rządów, tzn. wzrost ma się rozpocząć za dwa lata i drobnymi kroczkami trwać przez kolejnych siedem. Oznaczać będzie na szczęście nie tyle podnoszenie składki lub podatku, co przekazywanie pieniędzy z budżetu. Ale przecież pieniądze z budżetu - to są w najlepszym razie właśnie nasze podatki, o ile nie kredyty. Tak więc koniec końców będziemy - my - przeznaczać więcej pieniędzy na zdrowie, do 6 proc. PKB w 2025 roku. Obyśmy tego dożyli w dobrym zdrowiu.
O zmianach w systemie zdrowia:
Źródło: Puls Medycyny
Podpis: Krzysztof Jakubiak