Odwołanie niepotrzebnej wizyty skraca kolejkę
Odwołanie niepotrzebnej wizyty skraca kolejkę
W Polsce czas oczekiwania pacjentów na wizytę u specjalistów i badania wydłuża się. Według raportu NIK, mediana średniego czasu oczekiwania np. do poradni endokrynologicznej w 2013 r. wyniosła 105 dni w porównaniu z 93 dniami w 2012 r., a do poradni kardiologicznej czas wydłużył się z 70 do 79 dni w 2013 r.
Pacjenci narzekają na kolejki, a NFZ i Ministerstwo Zdrowia tłumaczą je ograniczonymi zasobami. Jednak oprócz limitowanej liczby świadczeń, wynikającej zarówno z ograniczonych środków finansowych, jak i kadrowych, niedocenionym — w szerszej skali — problemem wydaje się nieodwoływanie wizyt przez pacjentów, którzy nie korzystają z zarezerwowanych wcześniej świadczeń.
Zapisani, niewidziani
W pierwszych tygodniach 2014 roku do poradni endokrynologicznej w Uniwersyteckim Centrum Klinicz-nym w Gdańsku nie zgłosiło się aż 45 proc. pacjentów, zaś do poradni hematologicznej 40 proc. — informo-wał portal trójmiasto.gazeta.pl. Absencja pacjentów na badaniach TK i MR w Szpitalu Wojewódzkim w Zielonej Górze w styczniu 2014 r., jak podawał dziennik „Metro”, wyniosła ok. 30 proc.; 20 proc. zapisanych nie zgłosiło się też na umówioną wizytę u ortopedy, a 15 proc. u kardiologa. O tym samym problemie wspomina rzecznik Centrum Zdrowia Dziecka w Warszawie: do poradni nie stawia się tam około 25 proc. pacjentów („Metro”).
Mając takie dane, nietrudno przeliczyć, że redukcja średniego czasu oczekiwania pacjentów na poradę lub badanie mogłaby ulec skróceniu nawet o 1/3, a w skrajnych przypadkach o połowę, jeżeli pacjenci zgłaszali rezygnację z wizyty.
Pacjenci, wiedząc o kolejkach, rezerwują terminy w kilku miejscach i nie rezygnują potem z nadmiarowych świadczeń. Częściowo ogranicza to wymóg przedstawienia do 14 dni roboczych oryginału skierowania, wprowadzony w 2015 r. To rozwiązanie może zredukować kolejki pacjentów pierwszorazowych i na badania, natomiast pacjenci pozostający pod opieką poradni niekoniecznie pamiętają o wyznaczonej kolejnej wizycie, jeżeli jej termin jest odległy, a ich stan zdrowia się nie pogarsza. Czasami też nie mają zamiaru kontynuować leczenia, gdyż rolę lekarza wystawiającego recepty przejmuje lekarz pierwszego kontaktu, a oni sami nie widzą potrzeby odbycia kolejnej wizyty u specjalisty. Niezależnie od pobudek pacjentów, najważniejsze jest, by mieli oni świadomość, że ich zapisanie się na pierwszą lub kolejną wizytę, z której nie mają zamiaru skorzystać, blokuje dostęp do świadczeń innym osobom.
Kwestia solidarności
Zasoby są ograniczone, a potrzeby rosną, dlatego pacjenci muszą zdawać sobie sprawę, że wcześniejsze zwolnienie przez nich miejsca daje możliwość skorzystania ze świadczenia osobie, która naprawdę go potrzebuje. Jest to korzystne dla obu stron, gdyż nawyk odwoływania wizyt działa jak sprzężenie zwrotne: dziś ty możesz skorzystać z wolnego miejsca, jutro ja lub bliska mi osoba dostanie się do specjalisty dzięki tobie.
Niektóre mniejsze podmioty lecznicze mają w zwyczaju telefonować do pacjentów w celu przypomnienia o wizycie i jej potwierdzenia. Duże placówki, niestety, nie mogą sobie na to pozwolić, przyjmując w swoich poradniach dziennie ok. 1000 pacjentów. Niemniej jednak ważne jest, aby przy zapisie pacjenta podkreślić konieczność powiadomienia poradni o nieprzybyciu na wizytę. Ta informacja musi być widoczna i słyszalna: w podmiotach leczniczych i w mediach. Pacjent nie działa z premedytacją, jest nieświadomy. Trzeba mu pomóc zrozumieć jego rolę w publicznej służbie zdrowia i redukcji czasu oczekiwania na świadczenie.
Ważne ułatwienie techniczne
Pomóc należy także infrastrukturalnie. Kto próbował dodzwonić się do rejestracji w celu umówienia wizyty, ten wie, że czasem potrzebne jest kilka dni nieustannych prób połączeń telefonicznych, by zapisać się do lekarza lub na badanie. Determinacja ta istnieje, jeżeli jesteśmy zainteresowani świadczeniem. Jeżeli jednak w to samo miejsce trzeba takim samym kosztem próbować dodzwonić się w celu rezygnacji z wizyty, to upór na pewno nie będzie tak wielki. Dlatego należy umożliwić pacjentom kontakt telefoniczny i internetowy z placówką, który służyć będzie wyłącznie rezygnacji z zaplanowanych świadczeń. Takie rozwiązanie stosuje już część, głównie niepublicznych zakładów opieki zdrowotnej, ale stanowią one nadal jedynie margines świadczeniodawców.
Zaprezentowane na początku dane przemawiają za tym, że warto potraktować tę kwestię poważnie i rozpocząć kampanię uświadamiającą pacjentów o skutkach problemu, jaki wynika z niestawiania się na planowych wizytach. Nie można też zapominać o technicznej pomocy świadczeniobiorcom, by mogli wywiązać się z tej powinności. Nie możemy sobie pozwolić na marnowanie i tak już bardzo ograniczonych zasobów wyłącznie przez brak świadomości pacjentów i właściwej organizacji rejestracji wizyt w podmiotach leczniczych.
Paulina Gaudyn, Fundacja im. Lesława A. Pagi [email protected]
Źródło: Puls Medycyny
W Polsce czas oczekiwania pacjentów na wizytę u specjalistów i badania wydłuża się. Według raportu NIK, mediana średniego czasu oczekiwania np. do poradni endokrynologicznej w 2013 r. wyniosła 105 dni w porównaniu z 93 dniami w 2012 r., a do poradni kardiologicznej czas wydłużył się z 70 do 79 dni w 2013 r.
Pacjenci narzekają na kolejki, a NFZ i Ministerstwo Zdrowia tłumaczą je ograniczonymi zasobami. Jednak oprócz limitowanej liczby świadczeń, wynikającej zarówno z ograniczonych środków finansowych, jak i kadrowych, niedocenionym — w szerszej skali — problemem wydaje się nieodwoływanie wizyt przez pacjentów, którzy nie korzystają z zarezerwowanych wcześniej świadczeń. Zapisani, niewidzianiW pierwszych tygodniach 2014 roku do poradni endokrynologicznej w Uniwersyteckim Centrum Klinicz-nym w Gdańsku nie zgłosiło się aż 45 proc. pacjentów, zaś do poradni hematologicznej 40 proc. — informo-wał portal trójmiasto.gazeta.pl. Absencja pacjentów na badaniach TK i MR w Szpitalu Wojewódzkim w Zielonej Górze w styczniu 2014 r., jak podawał dziennik „Metro”, wyniosła ok. 30 proc.; 20 proc. zapisanych nie zgłosiło się też na umówioną wizytę u ortopedy, a 15 proc. u kardiologa. O tym samym problemie wspomina rzecznik Centrum Zdrowia Dziecka w Warszawie: do poradni nie stawia się tam około 25 proc. pacjentów („Metro”).Mając takie dane, nietrudno przeliczyć, że redukcja średniego czasu oczekiwania pacjentów na poradę lub badanie mogłaby ulec skróceniu nawet o 1/3, a w skrajnych przypadkach o połowę, jeżeli pacjenci zgłaszali rezygnację z wizyty. Pacjenci, wiedząc o kolejkach, rezerwują terminy w kilku miejscach i nie rezygnują potem z nadmiarowych świadczeń. Częściowo ogranicza to wymóg przedstawienia do 14 dni roboczych oryginału skierowania, wprowadzony w 2015 r. To rozwiązanie może zredukować kolejki pacjentów pierwszorazowych i na badania, natomiast pacjenci pozostający pod opieką poradni niekoniecznie pamiętają o wyznaczonej kolejnej wizycie, jeżeli jej termin jest odległy, a ich stan zdrowia się nie pogarsza. Czasami też nie mają zamiaru kontynuować leczenia, gdyż rolę lekarza wystawiającego recepty przejmuje lekarz pierwszego kontaktu, a oni sami nie widzą potrzeby odbycia kolejnej wizyty u specjalisty. Niezależnie od pobudek pacjentów, najważniejsze jest, by mieli oni świadomość, że ich zapisanie się na pierwszą lub kolejną wizytę, z której nie mają zamiaru skorzystać, blokuje dostęp do świadczeń innym osobom. Kwestia solidarnościZasoby są ograniczone, a potrzeby rosną, dlatego pacjenci muszą zdawać sobie sprawę, że wcześniejsze zwolnienie przez nich miejsca daje możliwość skorzystania ze świadczenia osobie, która naprawdę go potrzebuje. Jest to korzystne dla obu stron, gdyż nawyk odwoływania wizyt działa jak sprzężenie zwrotne: dziś ty możesz skorzystać z wolnego miejsca, jutro ja lub bliska mi osoba dostanie się do specjalisty dzięki tobie. Niektóre mniejsze podmioty lecznicze mają w zwyczaju telefonować do pacjentów w celu przypomnienia o wizycie i jej potwierdzenia. Duże placówki, niestety, nie mogą sobie na to pozwolić, przyjmując w swoich poradniach dziennie ok. 1000 pacjentów. Niemniej jednak ważne jest, aby przy zapisie pacjenta podkreślić konieczność powiadomienia poradni o nieprzybyciu na wizytę. Ta informacja musi być widoczna i słyszalna: w podmiotach leczniczych i w mediach. Pacjent nie działa z premedytacją, jest nieświadomy. Trzeba mu pomóc zrozumieć jego rolę w publicznej służbie zdrowia i redukcji czasu oczekiwania na świadczenie. Ważne ułatwienie technicznePomóc należy także infrastrukturalnie. Kto próbował dodzwonić się do rejestracji w celu umówienia wizyty, ten wie, że czasem potrzebne jest kilka dni nieustannych prób połączeń telefonicznych, by zapisać się do lekarza lub na badanie. Determinacja ta istnieje, jeżeli jesteśmy zainteresowani świadczeniem. Jeżeli jednak w to samo miejsce trzeba takim samym kosztem próbować dodzwonić się w celu rezygnacji z wizyty, to upór na pewno nie będzie tak wielki. Dlatego należy umożliwić pacjentom kontakt telefoniczny i internetowy z placówką, który służyć będzie wyłącznie rezygnacji z zaplanowanych świadczeń. Takie rozwiązanie stosuje już część, głównie niepublicznych zakładów opieki zdrowotnej, ale stanowią one nadal jedynie margines świadczeniodawców. Zaprezentowane na początku dane przemawiają za tym, że warto potraktować tę kwestię poważnie i rozpocząć kampanię uświadamiającą pacjentów o skutkach problemu, jaki wynika z niestawiania się na planowych wizytach. Nie można też zapominać o technicznej pomocy świadczeniobiorcom, by mogli wywiązać się z tej powinności. Nie możemy sobie pozwolić na marnowanie i tak już bardzo ograniczonych zasobów wyłącznie przez brak świadomości pacjentów i właściwej organizacji rejestracji wizyt w podmiotach leczniczych. Paulina Gaudyn, Fundacja im. Lesława A. Pagi [email protected]
Dostęp do tego i wielu innych artykułów otrzymasz posiadając subskrypcję Pulsu Medycyny
- E-wydanie „Pulsu Medycyny” i „Pulsu Farmacji”
- Nieograniczony dostęp do kilku tysięcy archiwalnych artykułów
- Powiadomienia i newslettery o najważniejszych informacjach
- Papierowe wydanie „Pulsu Medycyny” (co dwa tygodnie) i dodatku „Pulsu Farmacji” (raz w miesiącu)
- E-wydanie „Pulsu Medycyny” i „Pulsu Farmacji”
- Nieograniczony dostęp do kilku tysięcy archiwalnych artykułów
- Powiadomienia i newslettery o najważniejszych informacjach