Nowoczesne neuroleptyki powinny być szerzej dostępne dla pacjentów

  • Monika Wysocka
opublikowano: 12-02-2014, 19:42

W ostatnim czasie nie pojawiły się żadne nowe preparaty do leczenia chorych na schizofrenię. Zdaniem specjalistów, pacjenci mogliby wiele skorzystać, gdyby na liście refundacyjnej rozszerzono wskazania dla leków przeciwpsychotycznych drugiej generacji.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna

Powszechnie stosowane przez chorych na schizofrenię klasyczne neuroleptyki mają niestety działania niepożądane. Powodują m.in. sztywność mięśniową, niepokój, maskowatość twarzy, ślinienie się. Leki te wywierają również negatywny wpływ na funkcje poznawcze, koncentrację, pamięć, wywołują senność, co jest szczególnie kłopotliwe dla osób aktywnych. Wielu pacjentów, zwłaszcza młodych, przerywa leczenie.

Choroba lepiej kontrolowana

Leki przeciwpsychotyczne II generacji powodują znacznie mniej skutków ubocznych, wyraźnie poprawiając jakość życia chorych ze schizofrenią. Problem w tym, że nowoczesne leki są znacznie droższe od klasycznych preparatów. Są co prawda refundowane, ale tylko w przypadku schizofrenii lekoopornej, co oznacza, że każdy chory najpierw musi przejść terapię lekami klasycznymi.

Szczególną rolę w nowoczesnym leczeniu psychiatrycznym odgrywają leki o przedłużonym działaniu, które pomagają utrzymać na właściwym poziomie stężenie substancji leczniczych w organizmie przez długi czas. Ułatwia to lekarzom i opiekunom kontrolę nad chorym psychicznie, zmniejsza ryzyko ostrych nawrotów i kosztownych hospitalizacji. Niestety, nieostre kryteria refundacyjne (ten sam lek jest refundowany w terapii schizofrenii, a w paranoi już nie) powodują, że lekarze niechętnie przepisują te najbardziej nowoczesne leki.

Rozpoznanie schizofrenii dla dobra chorego

„Problem leków jest przez płatnika demonizowany, ponieważ wydatki na leki to zaledwie ok. 5 proc. wszystkich kosztów ponoszonych na leczenie w tej chorobie. Tymczasem problem polega na tym, że od kilku lat żadna nowa molekuła nie wchodzi na listę leków refundowanych. Rozszerzono wprawdzie refundację dla pewnych wskazań niektórych leków, ale wciąż część z tych, które mamy do dyspozycji, na tę listę nie weszło” — mówi prof. Marek Jarema, krajowy konsultant w dziedzinie psychiatrii.

Jego zdaniem, jednym z powodów takiej sytuacji jest przekonanie, że w zakresie farmakoterapii nie nastąpił w psychiatrii żaden istotny postęp. Osoby odpowiedzialne za politykę lekową często argumentują, że grupa osób, która korzysta z leczenia farmakologicznego, jest tak duża, że łatwiej zrefundować nowy lek np. pacjentom z chorobami rzadkimi.

„Chcielibyśmy zmiany na liście leków refundowanych poprzez rozszerzenie wskazań dla leków drugiej generacji. Obecnie są one refundowane tylko w przypadku schizofrenii, a nam zależy na tym, aby wskazaniem objąć także choroby schizoafektywne, zaburzenia uporczywe urojeniowe. Okazuje się jednak, że to zbyt duży wydatek dla płatnika” — mówi konsultant ds. psychiatrii.

Zadaniem ekspertów, fakt, że nowoczesne neuroleptyki, (których jest 6) są refundowane wyłącznie pacjentom z rozpoznaniem schizofrenii, może prowadzić do anomalii. „Choć nie ma danych, które by to potwierdzały, nie możemy wykluczyć ewentualności, że w przypadkach wątpliwych, gdy z ostrożności diagnostycznej nie powinno się stawiać rozpoznania schizofrenii, jest ono postawione tylko dlatego, żeby pacjent miał dostęp do leków refundowanych. W innym przypadku nie będzie go stać na leczenie” — tłumaczy prof. Jarema.

Ważne także koszty społeczne

Zdaniem Krzysztofa Łandy, prezesa Fundacji Watch Health Care, do negocjacji w sprawie zmian w refundacji trzeba wykorzystać rzetelne dane. „Dochodzi do erozji cen, z czasem się one przecież zmniejszają i uwalniane są pewne środki na leki refundowane. Być może te pieniądze powinny być przeznaczane w pierwszej kolejności na leki, które czekają w kolejce na refundację” — mówi Krzysztof Łanda.
W jego ocenie, najważniejsza jest właściwa perspektywa analizy. Wytyczne ATOM dopuszczają nie tylko perspektywę płatnika, ale też inne koszty społeczne, takie jak renty, zwolnienia lekarskie. „Uważam, że w rozmowach na temat zmian na liście refundacyjnej należałoby korzystać z tych argumentów” — dodaje ekspert.



Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Monika Wysocka

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.