Dla wielu z nas bolesne są sprawy, które się dzieją wokół. Im bardziej się w coś zaangażujemy, tym bardziej boli. Na przykład 0:6 w Lidze Mistrzów zabolało kibiców pewnej drużyny. Często ból jest nieunikniony, można tylko złagodzić jego dolegliwość, ale pozbyć się go nie sposób, jak choćby w leczeniu wielu przypadków migren (str. 14).
Każda zmiana boli. Zwykle pojawiają się jakieś przejściowe niedogodności lub kłopoty, konieczność dostosowania się do zmienionych warunków. Kupimy nowe buty — i najczęściej pierwsze dni są bolesne. Zmienimy pracę — nowe krzesło wydaje się mniej wygodne.
Najbardziej boli tych, którzy są najaktywniejsi, najwięcej działają, najbardziej się starają. Zapowiadane zmiany organizacji służby zdrowia (str. 4-6) na pewno będą bolały. Pytanie tylko, kogo najbardziej. Czy ich autorów? Czy pacjentów? Czy lekarzy? I jak długo potrwa, zanim rany się zabliźnią, ból minie i nastąpi — jeśli kiedykolwiek — poprawa.
Warto zamawiać meble u doświadczonych stolarzy, którym zależy na efektach ich pracy. Ich znakiem rozpoznawczym jest liczba palców dłoni w systemie innym niż dziesiętny. Jeśli stolarz ma ręce jak pianista — to znak, że ładnego mebla nam nie zrobi. Z chirurgami bywa podobnie, chociaż to fach znacznie mniej opłacalny. Widząc, że permanentna nieopłacalność oddziałów chirurgii ogólnej prowadzi do katastrofy, próbują oni zmienić zasady działania i uchylić jakąś furtkę w systemie, aby przynajmniej wyjść na zero (str. 12). Oby tylko nikt im nie przytrzasnął palców w tej furtce, bo będzie bolało.
Ból dochodzący z jakiegoś miejsca organizmu jest jednocześnie błogosławieństwem. To dla pacjenta sygnał, że trzeba się zgłosić do lekarza, ponieważ coś się dzieje niedobrego. Dla lekarza ból stanowi najcenniejszą informację, nieocenioną pomoc w ustalaniu rozpoznania, a także w procesie terapii i oceny jej skuteczności. Najtrudniej jest diagnozować schorzenia, które nie bolą, oraz namawiać pacjentów, żeby podjęli leczenie w sytuacji, kiedy nie odczuwają żadnych dolegliwości, jak w przypadku hipercholesterolemii (str. 20-21) czy nadciśnienia tętniczego.
Niestety, dla wielu pacjentów ból jest często sygnałem, że trzeba iść do apteki. A nawet bliżej. Dla niektórych to oznacza, że trzeba na stacji czy w sklepie kupić jakiś środek przeciwbólowy i go zażyć. Nadużywanietych środków w samoleczeniu, dzięki lekom OTC, negatywnie wpływa także na wykrywanie i wczesne rozpoczynanie wielu terapii. Zatrważające jest, że już nastolatki samodzielnie zażywają leki przeciwbólowe, a problem leczenia bólu głowy u dzieci narasta (str. 15).
Nie bójmy się bólu. On jest naszym przyjacielem, stoi zwykle u początków życia (chyba że zastosujemy znieczulenie zewnątrzoponowe) i pomaga w diagnozowaniu problemów. Od pewnego wieku, jeśli rano nic nie boli — to sygnał, że nie żyjemy. Nie ma życia, żeby nie bolało.
[email protected]