Ochlapani błotem
Naruszenie kodeksu etyki lekarskiej i odpowiedzialność karna nie idą w parze. Fakt, że wobec lekarza umorzono postępowanie karne nie powinien automatycznie oznaczać, że jego postępowanie było etyczne. rodowisko medyczne powinno być znacznie bardziej restrykcyjne i stosownie reagować, zanim sprawę rozdmuchają media.
Sprawa profesora X jest dość spektakularna i raczej oczywista. Znacznie bardziej martwi mnie jednak fakt, że ocenie umyka codzienna współpraca wielu lekarzy z przestępcami, którym fabrykuje się historie nieistniejących chorób i wydaje się fałszywe zwolnienia lekarskie. Na ciężkie choroby, w tym często - umysłowe, chorują oszuści i ,biznesmeni", którym obłożna choroba nie przeszkodziła wyłudzić grubych milionów oraz osoby zagrożone utratą politycznie uwarunkowanych, intratnych stanowisk. Wciąż nie wiadomo, co się stało z trzema bandytami postrzelonymi podczas próby odbicia z rąk policji skradzionego i odnalezionego w ,dziupli" pod Nadarzynem tira. Trudno oprzeć się wrażeniu, że na usługach gangu jest co najmniej jeden lekarz-zabiegowiec, który dobrze i dyskretnie wykonał swoją robotę.
Nic w tym dziwnego, że przestępcy wykorzystują wszelkie dostępne metody, by umknąć wymiarowi sprawiedliwości. ,Ktoś" jednak im takie działania umożliwia i tym ,kimś" są właśnie nasi koledzy lekarze. Pewnie robią to dla pieniędzy, chociaż mogą się zdarzyć przypadki wymuszenia lub działania pod wpływem strachu. Szkoda jednak, że lekarze ci nie widzą odleglejszych skutków swoich działań. Po pierwsze, kto raz wyda przestępcy lub gangsterowi ,lewe" zwolnienie lub sfabrykuje dla zysku dokumentację medyczną, będzie już zawsze podatny na szantaż. Za parę setek lub tysięcy brudnych złotych może być zmuszany do wykonywania coraz bardziej nielegalnych posług, a kiedy będzie chciał w końcu odmówić - narazi siebie i swoich krewnych na fizyczne niebezpieczeństwo.
Po drugie, przestępca w białym kołnierzyku, któremu właśnie pomógł, pośrednio okrada jego samego, dalej wyłudzając pieniądze od firm i państwa, zmuszonych do pokrywania strat z pieniędzy swoich klientów lub obywateli. Po trzecie wreszcie, przestępca drobniejszego kalibru może w ciemnej ulicy dać w głowę swojemu dobroczyńcy, jego żonie, dziecku lub koledze.
W poczuciu fałszywie pojętej zawodowej solidarności środowisko bez problemu toleruje sprzedajnych lekarzy. Rozzuchwalili się oni do tego stopnia, że ośmielają się przyjść do innego oddziału szpitalnego i zażądać postawienia konkretnego rozpoznania i wydania dla ,podopiecznego" odpowiednio długiego zwolnienia. Rzadko kto umie ,koledze" odmówić. Ku mojemu zdumieniu okazuje się bowiem, że ostracyzm towarzyski dotyka nie tych, których pozazawodowe ,układy" są powszechnie znane, ale tych, którzy umieją odmówić.
Oto niestety następny powód, dla którego statystyczny Polak uważa lekarzy za najbardziej skorumpowaną grupę zawodową. Jednakże jeśli tolerujemy obok siebie kogoś, kto tapla się w błocie, nie powinno nas dziwić, że sami jesteśmy nim trochę ochlapani.
Źródło: Puls Medycyny
Podpis: dr n. med. ; Monika Puzianowska-Kuźnicka