Obecny system negocjowania kontraktów jest chory
Komentuje Konstanty Radziwiłł, prezes Naczelnej Rady Lekarskiej:
Tak więc w świetle obowiązującego w Polsce prawa ani samorząd lekarski, ani Naczelna Rada Lekarska nie mają formalnych pełnomocnictw do reprezentowania świadczeniodawców w negocjacjach z płatnikiem. Ale w zaistniałej obecnie sytuacji rada zdecydowanie popiera tych, którzy mają jednoznaczny mandat do reprezentowania konkretnych grup świadczeniodawców, np. Porozumienie Zielonogórskie w obszarze poz. Są oni dobrze przygotowani do negocjacji i protestują przeciwko ofercie NFZ, odmawiając przystąpienia do konkursu ofert na rok 2004. Uważamy, że to jest wyraz odpowiedzialności tych świadczeniodawców za jakość w opiece zdrowotnej.
Naczelna Rada Lekarska wielokrotnie w swoich stanowiskach domagała się, by jednolite zasady kontraktowania były ustalane w drodze porozumienia zawartego pomiędzy płatnikiem a reprezentacjami poszczególnych grup świadczeniodawców. Tego typu trudne negocjacje są praktyką bardzo wielu krajów, w których powszechne ubezpieczenie zdrowotne jest realizowane, np. w Czechach, Holandii, Słowenii, Niemczech, Austrii. Oczywiście należy przewidzieć możliwość jakiegoś arbitrażu w sytuacji, gdyby strony nie porozumiały się, tak by nie doszło do paraliżu udzielania świadczeń. Postulat ten potwierdziła także konferencja okrągłego stołu w ochronie zdrowia.
Obecny system negocjowania kontraktów jest chory i dlatego jako samorząd sekundujemy wszelkim inicjatywom podejmowanym przez reprezentantów świadczeniodawców, takich jak list profesorów czy rozmowy Kolegium Lekarzy Rodzinnych z NFZ, które ostatnio decyzją kolegium zostały zawieszone. Z tego, co wiem zarząd kolegium uznał, że NFZ prowadzi jakąś dziwną grę, rozmawia z różnymi podmiotami, w efekcie dezawuując reprezentatywność każdego z nich. Osobiście uważam, że wycofanie się z negocjacji przez KLR i udzielenie poparcia Porozumieniu Zielonogórskiemu to mądre posunięcie.
Źródło: Puls Medycyny
Podpis: Notowała Ewa Szarkowska