Niezwykły patent z Krakowa
Egzoszkielet wspomagany, nad którym pracują polscy naukowcy, pozwoli chorym z niedowładem kończyn wstać z wózka i chodzić. Gdy trafi do komercyjnej sprzedaży ma być na tyle tani, że niepełnosprawni będą mogli z niego korzystać w domach.
Polscy medycy i naukowcy nie kazali długo czekać na kolejny przełom, tym razem w dziedzinie ortopedii i rehabilitacji. Po tym, jak lekarze z Wrocławia przeprowadzili pionierską operację zespolenia przerwanego rdzenia kręgowego (więcej na temat TUTAJ), która przywróciła czucie w nogach mężczyźnie sparaliżowanemu od pasa w dół, swój wkład w pomoc chorym na wózkach zaprezentował zespół inżynierów biomedycznych i lekarzy z Krakowa.
Wstać z wózka
Podczas zorganizowanej w ubiegłym tygodniu w krakowskim Szpitalu im. Jana Pawła II konferencji „Możliwości współczesnej rehabilitacji” zademonstrowano prototyp urządzenia, dedykowanego dzieciom z wrodzonym lub nabytym niedowładem kończyn. Innowacyjna orteza, napędzana siłą elektrycznego silniczka, daje pacjentom nadzieję na chodzenie i siadanie.
Podczas konferencji student I roku Politechniki Krakowskiej, który jakiś czas temu uległ wypadkowi i porusza się na wózku, stanął na nogi i zaczął iść do przodu z pomocą kul.
"Pytany, ile czasu mógł wytrzymać w tym urządzeniu, kiedy założono go mu je po raz pierwszy, odpowiedział, że ok. 5 min. Dzisiaj, po dwóch miesiącach, to już prawie dwie godziny"- opowiada rzecznik krakowskiego szpitala Małgorzata Rygiel.

"To coś, co było dotąd nie do wyobrażenia"- mówi prof. dr hab. inż. Stanisław Mazurkiewicz z Wydziału Mechanicznego Politechniki Krakowskiej, jeden ze specjalistów od inżynierii biomedycznej pracujących nad projektem.
Na czym polega innowacyjność krakowskiego robota przypominającego zewnętrzny szkielet zakładany na nogi chorego? Dzięki zamontowanym pod butami kontaktronom, w momencie styku z podłogą jednej stopy pacjenta, do silniczka elektrycznego wysyłana jest informacja o tym, żeby wspomagał ruch drugiej nogi, jak opowiada prof. Mazurkiewicz. To pozwala pacjentowi, na ogół z pomocą balonika lub kul, poruszać się w pozycji pionowej do przodu, wysuwając na przemian obie nogi.
Z egzoszkieletu mogą korzystać zarówno osoby z wrodzonym, jak i nabytym niedowładem kończyn. Do przeciwwskazań należy np. przykurcz kolanowo-biodrowy, który uniemożliwia zginanie kolan. Schorzenie to lekarzom często udaje się jednak wyleczyć dzięki operacji.
Naukowcy z krakowskiego Międzyuczelnianego Centrum Nowych Technik i Technologii Medycznych, które od lat rozwija prace w dziedzinie inżynierii biomedycznej, pracują również nad modyfikacjami swojego wynalazku. W przyszłości ma zostać dostosowany między innymi do potrzeb dorosłych. Zespół chce by był on również niezależny od źródeł zewnętrznego napędu.
"To fantastyczne, że jesteśmy świadkami takiego postępu w medycynie. Nie byłoby to możliwe bez współpracy interdyscyplinarnej"- komentuje dr med. Anna Prokop-Staszecka, dyrektor Szpitala im. Jana Pawła II w Krakowie, który również bał udział w projekcie.
W drodze na rynek
Krakowscy naukowcy nie są jednak pierwsi. Nad podobnymi robotami rehabilitacyjnymi pracuje się na całym świecie. To również nie pierwsza tego typu innowacja w Polsce. Zaawansowane prace nad egzoszkieletami dedykowanymi pacjentom na wózkach (wzorowanymi na amerykańskich prototypach opracowanych przez wojsko) prowadzi m.in. gliwicka firma Technomex, która udostępnia je już do sprzedaży (więcej na ten temat TUTAJ).
Zazwyczaj jednak dużym minusem tego typu urządzeń jest cena, dlatego można z nich korzystać tylko wybranych ośrodkach rehabilitacyjnych (w Polsce w użyciu są obecnie dwa mobilne egzoszkielety do reedukacji chodu - jeden wykorzystywany do badań, drugi w ośrodku rehabilitacyjnym w Gliwicach).
"Nasz aparat będzie tańszy"– obiecuje prof. Mazurkiewicz. Zapewnia, że chce by docelowo po komercjalizacji trafił również do domów. "Dziecko z pomocą rodziców będzie mogło w nim chodzić 1-2 godzin dziennie"– dodaje.
Według wyliczeń prof. Stanisława Mazurkiewicza, gdy aparat trafi na rynek, po doliczeniu marży producenta, może kosztować nie więcej niż kilkadziesiąt tysięcy złotych (koszty samych materiałów do produkcji jednego egzemplarza szacowane są na kilkanaście tysięcy złotych, bez wkładu pracy naukowców). Nie każdy zatem będzie mógł jednak zapłacić za niego z własnej kieszeni.
"Liczymy na pomoc PFRONU i fundacji, mamy nadzieję, że urządzenie będzie dotowane"– wyjaśnia profesor. Przyznaje, że od czasu do czasu dzwonią do niego rodzice sparaliżowanych dzieci i pytają o postępy w pracy.
"Dla takiego dziecka to jest niezwykła frajda, że może zobaczyć świat z pozycji pionowej"– mówi naukowiec.
Źródło: Puls Medycyny
Podpis: Aleksandra Rogala