Nierówna walka chorych na SM

  • Ekspert dla "Pulsu Medycyny"
opublikowano: 15-10-2012, 11:43

Kampanie społeczne cenię z kilku powodów. Po pierwsze, twórcy takich kampanii starają się zwrócić naszą uwagę na często ważny problem. Po drugie, usiłują też coś z tym problemem zrobić — tym „czymś” jest z reguły zmiana społecznej świadomości. Po trzecie, zazwyczaj próbują osiągnąć dwa powyższe cele w inteligentny, a niekiedy i zabawny sposób.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna

Coraz częściej tego rodzaju komunikaty przygotowywane są profesjonalnie i całościowo: nie głowią się nad nimi jedynie kreatywni pracownicy agencji reklamowych, ale i badacze, którzy dostarczają tym pierwszym wiedzy na temat problemu, jego przyczyn i przejawów oraz sprawdzają skuteczność reklam społecznych poprzez prowadzenie badań ewaluacyjnych.

None
None

Jedną z ciekawszych kampanii, która wzbudziła ostatnio moje zainteresowanie, jest kampania „SM — walcz o siebie”. Jej głównym celem jest zbudowanie świadomości tego, że „mimo iż stwardnienie rozsiane jest chorobą ciężką i przewlekłą, to właściwa terapia rozpoczęta na wczesnym etapie coraz częściej daje szanse na w pełni normalne funkcjonowanie”. (za: www.sm-walczosiebie.pl). Producenci tej kampanii wykorzystali billboardy, radio i spoty telewizyjne. Akcja prowadzona jest także w Internecie: na poświęconej jej stronie możemy np. poznać historie chorych, którzy „walczą o siebie”, dzięki czemu mogą także siebie realizować. Na facebookowym profilu „SM — walcz o siebie” znajdziemy m.in. petycję „NIE!!! Dla ograniczenia czasu leczenia osób ze stwardnieniem rozsianym”, skierowaną  do ministra Bartosza Arłukowicza.

Personel medyczny może w tej kampanii zainteresować m.in. raport z badań zatytułowany „Świat chorych na stwardnienie rozsiane (SM) — z dwóch perspektyw” i opublikowany na stronie www.sm-walczosiebie.pl. Możemy w nim przeczytać np. o tym, jak chorzy oceniają swoje dotychczasowe kontakty z lekarzami/lekarkami i pielęgniarkami/pielęgniarzami. Są tam również ich sugestie odnoszące się do tego, co warto by zmienić. Chorzy nie liczą przy tym na cuda, ale chcą np. być w zrozumiały dla nich sposób informowani o tym, co się z nimi dzieje (szczególnie ważne jest to w momencie diagnozy), oczekują też odrobiny empatii: „Lekarz powiedział tylko SM i do widzenia, więc ja do domu, wujek Google i co to jest to SM i wtedy to dopiero się przeraziłem. Jakiś profesor napisał, że pół roku i wózek, więc byłem przerażony. Więc pisanie takich scenariuszy to nie jest dobry sposób dla osoby, która jest świeżo zdiagnozowana, i naprawdę nie wie, z czym to się je” (mężczyzna, z diagnozą od 6 lat). Dostrzegają także problemy wynikające nie tyle z nieefektywnej komunikacji, co ze stanu polskiej służby zdrowia. Chodzi o ograniczoną dostępność do programów badawczych, wysokie koszty leczenia i brak opieki psychologicznej i psychiatrycznej.
Mam nadzieję, że dzięki tej kampanii więcej chorych na SM będzie walczyć — próbować zmieniać własne podejście do choroby albo do lekarza. Trudno im jednak będzie walczyć z zasadami i trybem działania systemu opieki zdrowotnej w Polsce.

Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Dr n. hum. Anna Wiatr, Pracownia Badań jakościowych IN VIVO

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.