Nie cichną dyskusje o pieniądzach dla personelu niemedycznego
Decyzje Ministerstwa Zdrowia o dodatkach covidowych — ta wcześniejsza w kontrowersyjnej formie polecenia i ostatnia o jednorazowej premii dla personelu pomocniczego — oraz prace nad nowelizacją ustawy o minimalnych wynagrodzeniach w ochronie zdrowia wywołały dyskusję, która dotyczyła nie tylko pieniędzy. Dość wyraźnie wybrzmiały w niej wątki o nierównym traktowaniu, różnie ocenianej roli związków zawodowych i kosztownych dla pracodawców działaniach resortu.
Jak później informował rzecznik prasowy resortu Wojciech Andrusiewicz, planowany wzrost wynagrodzeń powinien dotyczyć przede wszystkim tych grup, które do tej pory nie zostały uwzględnione w regulacjach. Wówczas przekazano również wiadomość o jednorazowym dodatku covidowym dla personelu pomocniczego w wysokości 5 tys. złotych brutto.
Choć decyzji o finansowej gratyfikacji dla personelu pomocniczego środowisko nie krytykuje, to pojawiły się liczne negatywne opinie dotyczące nowelizacji ustawy oraz roli, jaką odegrały w trakcie negocjacji z resortem związki zawodowe NSZZ „Solidarność” i OPZZ.
„Prezes NRL z wielkim ubolewaniem odnotowuje fakt, że obie organizacje poparły przedstawioną przez ministra zdrowia propozycję regulacji minimalnego wynagrodzenia pracowników medycznych, z zaznaczeniem, że jest ona niezgodna z interesem pracowników medycznych, nie gwarantuje oczekiwanego poziomu wynagrodzeń minimalnych, a w niektórych przypadkach oznacza ich obniżenie” — podkreślono w stanowisku prezydium Naczelnej Rady Lekarskiej.
„Puls Medycyny” poprosił o opinie przedstawicieli różnych środowisk:
Źródło: Puls Medycyny