Na Podlasiu nikt nie zapłaci za usługi pielęgniarskie

Urszula Ludwiczak, Białystok
opublikowano: 18-03-2003, 00:00

Pielęgniarki środowiskowe na Podlasiu pracują głównie w niepublicznych ZOZ-ach. Tylko dwie panie mają indywidualne kontrakty z kasą chorych. Praktycznie nie ma pielęgniarek prywatnych, które za swoje usługi pobierałyby opłaty.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
?Pielęgniarstwo środowiskowe istnieje wszędzie tam, gdzie są lekarze rodzinni, którzy muszą przecież zatrudniać pielęgniarki - ocenia Danuta Sieńczyło, przewodnicząca Okręgowej Izby Pielęgniarek i Położnych w Białymstoku. - W naszej izbie mamy też wydanych 126 zezwoleń dla pielęgniarek, które miałyby praktykować indywidualnie, ale większość z nich zawiesiła działalność, bo nie ma zapotrzebowania na ich usługi".
Lepiej mieć umowę z kasą
Kilka lat temu także przy białostockiej izbie powstał Niepubliczny Pielęgniarski ZOZ, który nie miał umowy z kasą. ?Prywatne świadczenie usług zupełnie nie wypaliło - mówi D. Sieńczyło. - Pacjenci się zgłaszali, ale jak słyszeli, że mają płacić, rezygnowali. Nasze społeczeństwo jest biedne i coraz bardziej ubożeje".
W efekcie w tej chwili za wizytę pielęgniarki środowiskowej na Podlasiu pacjent płacić nie musi. Pielęgniarki mające umowy z kasą chorych działają głównie we własnych niepublicznych zakładach, współpracujących z ZOZ-ami lekarskimi czy ośrodkami zdrowia.
?Umowę z kasą chorych mam już czwarty rok - mówi Wanda Podlecka, indywidualna pielęgniarka środowiskowa z gminy Nowe Piekuty. - To było rzucenie się na głęboką wodę. Zdecydowałam się i nie żałuję".
Wanda Podlecka ceni swoją niezależność i nienormowany czas pracy, ale jak mówi, musiała jednocześnie nauczyć się gospodarować własnymi pieniędzmi. ?Gdy jadę na wizyty, zawsze planuję, aby za jednym razem odwiedzić najwięcej osób - opowiada. - Jednocześnie muszę też sobie radzić z najzwyklejszymi problemami. Gdy zasypało drogi, musiałam sama pchać samochód przez pół kilometra".
Elżbieta Koczara, indywidualna pielęgniarka środowiskowa z gminy Dąbrowa Wielka przez wiele lat pracowała jako pielęgniarka szkolna. ?Wykorzystałam moment, gdy okazało się, że pielęgniarki szkolne nie są już potrzebne i złożyłam swoją ofertę do kasy - opowiada E. Koczara. - Gdybym tego nie zrobiła, zostałabym bez pracy. Po odliczeniu składki na ZUS, podatku, wydatków na benzynę niewiele pieniędzy z kontraktu mi zostaje, ale przy obecnym bezrobociu i tak dobrze, że jest jak jest".
Niska stawka
Obecnie pielęgniarka środowiskowa dostaje z Podlaskiej Regionalnej Kasy Chorych na jednego podopiecznego 12 zł. ?Ta stawka mogłaby być większa - mówi Halina Lejdward, pielęgniarka środowiskowa z Niepublicznego ZOZ-u Pielęgniarskiego Mega-Med w Wasilkowie. - Ale i tak nie mamy gorzej niż za czasów pracy w publicznej służbie zdrowia".
Pielęgniarki dodają, że niezależność jednocześnie oznacza, że nie mogą pozwolić sobie na urlop czy zwolnienie. ?Ludzie przyzwyczaili się, że przychodzę codziennie, zrobię zastrzyk, zmienię okład, bez względu na pogodę czy moje samopoczucie. Mają do mnie numer telefonu, często dzwonią, nawet w nocy, aby im coś poradzić czy pomóc" - mówi W. Podlecka.
Bez urlopu, bez kontaktów
?Na urlopie czy zwolnieniu nie byłam od trzech lat - dodaje Elżbieta Koczara. - Nie mogę sobie na to pozwolić. Nasza odpowiedzialność jest większa niż pielęgniarek w ośrodku, gdzie lekarz jest ciągle przez ścianę".
Pielęgniarki środowiskowe, zwłaszcza te z małych miejscowości, mają utrudniony dostęp do najnowszych informacji, szkoleń. ?Brakuje mi nawet zwykłych kontaktów z koleżankami po fachu, bo najbliższa pielęgniarka środowiskowa, choć jest w tym samym powiecie, mieszka kilkadziesiąt kilometrów od mojej miejscowości" - opowiada Wanda Podlecka.








Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Urszula Ludwiczak, Białystok

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.