Muszę być przygotowany na różne pytania

Notowała Monika Wysocka
opublikowano: 29-10-2008, 00:00

Na czym polega praca koordynatora, opowiada dr Tomasz Kubik z SP Centralnego Szpitala Klinicznego w Warszawie.

Ten artykuł czytasz w ramach płatnej subskrypcji. Twoja prenumerata jest aktywna
Koordynatorami najczęściej są anestezjolodzy lub pielęgniarki, które pracują na oddziałach intensywnej terapii. Ja sam też jestem anestezjologiem i koordynatorem. Moją rolą jest zakwalifikowanie każdego pacjenta, u którego podejrzewa się śmierć mózgu, do tego, aby został dawcą narządu. Kwalifikacja to bardzo złożony proces, w którym wykorzystywana jest wiedza z intensywnej terapii.

Pierwszym etapem jest identyfikacja. Jako koordynator transplantacji muszę też zadbać o spełnienie wszystkich warunków formalnoprawnych. Najważniejsza jest jednak kwalifikacja medyczna, bo to ona determinuje jakość narządów i możliwość ich bezpiecznego pobrania i przeszczepienia. Wiąże się to z wykonaniem wielu badań zalecanych w wytycznych stworzonych przez ośrodki transplantacyjne kwalifikujące narządy do przeszczepienia (m.in. badania wirusologiczne, biochemiczne, morfologiczne itd.).

Następnym etapem jest kwalifikacja prawna. Zawiera się w nim także rozmowa z rodziną. Jeśli przyczyną zgonu mógł być czyn zabroniony, a urazy to aż 30 proc. wszystkich pobrań, w zakres czynności prawnych wchodzi także rozmowa z prokuratorem. Oznacza to znalezienie odpowiedniej prokuratury, prokuratora dyżurnego bądź osoby, która prowadzi daną sprawę, i zwykle drogą telefoniczną, potwierdzaną później na piśmie, konieczne jest uzyskanie braku sprzeciwu prokuratury na pobranie organów.
Od niedawna nowym obowiązkiem koordynatora jest także przygotowanie sekcji zwłok w celu wykluczenia choroby nowotworowej. Wykonuje się ją co prawda po zakończeniu wszystkich czynności, ale wiąże się z kolejnymi formalnościami: przygotowaniem skierowania, umówieniem sekcji i następnie weryfikacją wyników.

Po spełnieniu warunków medycznych i formalnoprawnych kolejnym etapem jest alokacja, czyli zgłoszenie dawcy do dyżurnego koordynatora ds. transplantacji i skompletowanie całej dokumentacji - kart kwalifikacyjnych i formularzy służących do odpowiedniego przydzielenia narządów. Tym zajmuje się koordynator dyżurny, ale moim zadaniem jest przygotowanie mu wszystkich koniecznych dokumentów. Muszę też wykonać lub zorganizować wykonanie wszystkich dodatkowych badań, jeśli takie zleci koordynator Poltransplantu.

Wszystkie te czynności zajmują zazwyczaj kilka godzin. W szpitalu, w którym pracuję, rocznie mamy mniej więcej 25 dawców, czyli średnio dwóch na miesiąc.

Do obowiązków koordynatora transplantacji, który jest lekarzem - a tak jest w 80 proc. przypadków - należy również prowadzenie potencjalnego dawcy, czyli intensywna terapia. W ten sposób łączymy swoją codzienną pracę z dodatkowymi obowiązkami jako koordynatorzy.

To bardzo wszechstronna praca, wymaga bowiem oprócz wiedzy medycznej także znajomości prawa, umiejętności psychologicznych, a nawet socjologicznych, bo rodziny często mają prośby lub pytania, do których nie ma wytycznych. Pytają np. o udział księdza podczas takiej rozmowy, chcieliby wiedzieć, jak wygląda pochówek dawcy, czy jest jakaś specyfika tego zdarzenia itd. Trzeba być przygotowanym na różne pytania.

Swoją wiedzą na ten temat dzielę się w Studium Koordynatorów Pobierania i Przeszczepiania Narządów, które prowadzi kursy przygotowujące przyszłych koordynatorów transplantacji. Fakt, że wykładowcami są tam osoby, które na co dzień wykonują tę pracę i współtworzyły wytyczne postępowania, sprawia, że zajęcia te nie są tylko teoretyczne. Na pewno są one bardzo potrzebne, choć zdaję sobie sprawę, że niewystarczające - ale żadna szkoła nie jest w stanie w pełni przygotować do skoordynowania czynności transplantacyjnych.


Źródło: Puls Medycyny

Podpis: Notowała Monika Wysocka

Najważniejsze dzisiaj
× Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.